Flesz: Kolejny tytuł dla swoich

8
fot. pinterest

Więc dotarliśmy wreszcie do końca. Trzy sezony, dwa i prawie pół, rozegrane w 23 miesiące, z łącznie czterema miesiącami przerwy, tylko czterema miesiącami, jak nie trzema nawet. Wywrócony do góry nogami zegar biologiczny NBA, sezony kończące się w październiku i sierpniu. 19 miesięcy koszykówki wsadzone w 23 miesiące i trzy nowe tytuły.

Przez trzy ostatnie sezony faworytami bukmacherów do tytułu były świeżo zebrane drużyny Los Angeles Clippers i Brooklyn Nets, dwa składy, które ukradły jeszcze przedpandemiczny offseason w 2019 roku, żeby trzy lata później, trzy fale pandemii później, trzy ostatnie tytuły należały do LeBrona Jamesa i Los Angeles Lakers, Giannisa Antetokounmpo i Milwaukee Bucks, a teraz do Stephena Curry’ego i Golden State Warriors.

Symbolicznie, komisarz ligi Adam Silver nie mógł być na miejscu, żeby wręczyć ostatni.

Pierwszy z nich był tytułem najbardziej profesjonalnym w najnowszej historii, bez serii trzech porażek z rzędu, bez kontrowersji, bez sztucznej, wydziwianej presji, z odpowiedziami na wszystko, na tweet Daryla Moreya, gdy Lakers byli w hotelu w Chinach, na katastroficzną śmierć Kobiego na niedługo przed tym jak zatrzymaliśmy się wszyscy, na przerwanie sezonu w marcu 2020, na trzy miesiące niewiadomej, kiedy wszyscy, włącznie z LeBronem siedzieliśmy w swoich domach, w końcu na trzy miesiące odseparowania w Orlando, tak że nigdy już nie chciałbym używać słowa „bąbel” i nigdy już tego przysięgam nie zrobię.

Drugi był tytułem nie mniej profesjonalnym, bo rozszarpywanym jeszcze wtedy w Orlando; wtedy w Orlando, gdy tematem nr 1 późnej jesieni 2020 roku było to, czy Antetokounmpo podpisze nowy kontrakt w małym Milwaukee, a rozszarpywanym, bo różne siły chciały, z tych samych przyczyn, które próbowały rozsadzić poprzedni sezon Lakers, zabrać go z Bucks w bardziej ekskluzywne strony. Nic z tego nie wyszło. Antetokounmpo i jego Bucks wygrali cztery ostatnie mecze Finałów i tytuł poszedł do gwiazdy, która jeszcze przed sezonem postanowiła podpisać trzeci kolejny kontrakt i związać się z klubem, w którym gra od 2013 roku.

Chesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułWake-Up: Czwarte mistrzostwo Warriors, Curry z MVP Finałów
Następny artykułWake-Up 2: Świętowanie mistrzostwa. Steph i Klay nie zapominają

8 KOMENTARZE

  1. Jeśli chodzi o switche to akurat wydaje mi się, że w dzisiejszym meczu było ich bardzo dużo, nie mam pod ręką statystyk, ale Al często lądował na wyspie z Currym i kończyło się to najczęściej objazdem i łatwymi punktami spod kosza. Pewnie gdyby nie kontuzja Time Lorda, która wyraźnie ograniczyła jego mobilność widzielibyśmy więcej line-upów z nim + 4 zawodnikami obwodowymi. Niestety, o ile Al był nieoceniony w poprzednich rundach – to nie była seria dla niego, Grant Williams też mógł się przekonać o tym jak szybko trzeba poruszać stopami na poziomie finałów NBA. Tak czy inaczej to nie w obronie Boston przegrał te serię. Obrona była wystarczająco dobra, przeciwko GSW trudno grać lepszą. O ile system defensywne udało się w te szalone pół sezonu skutecznie zainstalować, o tyle gra w ataku nie była konsekwentna i to była największa różnica między tymi drużynami.

    Lubię to: 9
    • Twitt od Nate’a Duncana:
      „Boston -18 in the SEVEN Horford-only minutes. It’s incredible, they really have absolutely no chance to stop Golden State with Rob Williams out of the game.”

      Lubię to: 2
    • Jak się nie dowozi 3-1 to skończyło się 2-4. Do końcówki g4 Celtics mieli serię w swoich rękach ale wypuścili szansę na sprawienie niespodzianki. Dla Al’a GSW to słaby matchup ale i tak 1 g1 pozamiatał :) Potem wyszły ograniczenia i zmęczenie poprzednimi seriami gdzie dodatkowo łatał minuty brakującego Roba.

      Lubię to: 6