Wake-Up: 50 Joela, 49 Nikoli, 41 Luki, 37 Trae

10
fot. NBA League Pass

Co za noc! Noc gwiazdorskich popisów. Już dawno nie mieliśmy aż tylu fantastycznych indywidualnych występów na przestrzeni kilku godzin.

A jakby brakowało tematów, na koniec tej bardzo długiej nocy jeszcze Los Angeles Lakers zaliczyli kolejną bolesną porażkę.

Orlando @ Philadelphia 110:123 M.Bamba 32 – J.Embiid 50/12z
Brooklyn @ Washington 119:118 K.Irving 30 – B.Beal 23/9a
Minnesota @ Atlanta 122:134 D.Russell 31 – T.Young 37/14a
Charlotte @ Boston 111:102 T.Rozier 28/10a – D.Schroder 24
Portland @ Miami 92:104 A.Simons 27 – C.Martin 26/8z
Cleveland @ Chicago 104:117 L.Markkanen 28 – D.DeRozan 30
Memphis @ Milwaukee 114:126 J.Morant 33/8/14 – G.Antetokounmpo 33/15/7
Toronto @ Dallas 98:102 P.Siakam 20/8z – L.Doncić 41/14/7
Oklahoma City @ San Antonio 96:118 A.Wiggins 19 – D.Murray 23
Houston @ Utah 116:111 G.Mathews 23 – B.Bogdanović 29
LA Clippers @ Denver 128:130 OT I.Zubac 32 – N.Jokić 49/10/14
Detroit @ Sacramento 133:131 S.Bey 30 – T.Davis 35
Indiana @ LA Lakers 111:104 C.LeVert 30 – L.James 30/12z

1) Nikola Jokić nie wygrał meczu rzutem przed końcem czwartej kwarty, ale w dogrywce miał 11 punktów, natomiast na jej finiszu po raz kolejny zaprezentował swoje niesamowite widzenie parkietu. Podwojony przez LA Clippers znalazł wolnego w rogu po drugiej stronie boiska Aarona Gordona (28 PKT) i dostarczył mu piłkę na game-winnera. CO ZA PODANIE!

“I kind of make those passes on a regular basis. It’s a normal pass.” Joker

Ta kluczowa asysta zapewniła Denver Nuggets zwycięstwo, a Jokerowi triple-double.

49 punktów (16/25 FG, 14/16 FT), 14 zbiórek i 10 asyst.

Tydzień temu Nuggets przegrali w LA oddając wysokie prowadzenie. Teraz to oni musieli gonić rywali, odrabiając straty w trzeciej kwarcie i ponownie na finiszu czwartej kwarty.

W ekipie gości bardzo dobrze spisywał się Ivica Zubac zaliczając career-high 32 punkty i 10 zbiórek. Reggie Jackson 10 ze swoich 28 punktów zdobył w czwartej kwarcie.

2) Joel Embiid od początku grał świetnie i już w pierwszej kwarcie zdobył 20 punktów, ale jego koledzy dołożyli ledwie 5, a potem rozstrzelał się Mo Bamba. Młody center Orlando Magic uciekał na dystans rzucając kolejne otwarte trójki, trafił aż 7/8 i w pierwszej połowie ustanowił swój rekord kariery z 28 punktami. Gospodarze usłyszeli buczenie schodząc do szatni z dwucyfrową stratą do najgorszej drużyny ligi.

Po przerwie Embiid wziął sprawy w swoje ręce. Nie zamierzał pozwolić Sixers tego przegrać i pozwolić, żeby na jego parkiecie swoje show robił inny środkowy. Zdominował trzecią kwartę. Był nie do zatrzymania trafiając kolejne fade away jumpery w drodze do 23 punktów. Dokładnie tyle samo miała cała drużyna gości i Sixers przejęli kontrolę.

Chesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułFlesz: Królowie „prawdziwego” crunchtime
Następny artykułDniówka: Vogel (na razie) zostaje, będą wymiany w Lakers? Kings nie znaleźli dużego trade’u. Suns w Dallas

10 KOMENTARZE

  1. Dobry, ciasny mecz w Dallas, dużo fizycznej walki. Obrona Dallas w drugiej połowie ograniczyła łatwe punkty Toronto spod kosza i to było kluczem do zwycięstwa. W efekcie Dallas są 9-1 w ostatnich 10 spotkaniach ze zwycięstwami nad Memphis, GSW, Denver i teraz Toronto.

    Może czas na jakiś artykuł o tym, jak Jason Kidd, mając właściwie tych samych graczy co Rick Carlisle (Richardsona zastąpił Bullock) był w stanie radykalnie poprawić obrone zespołu?

    Lubię to: 12
    • Good point, też bym chętnie przeczytał. Grając tak jak faktycznie wygląda to w tych ostatnich 10-ciu meczach, to Dallas są w stanie się koło tych 50W zakręcić.

      Aczkolwiek, żeby liczyć na coś więcej niż I runda PO, muszą przyjść wzmocnienia, Luka potrzebuje pomocy w ataku.

      Lubię to: 7
  2. Jak zobaczyłem przed meczem, że nie zagrają Smart, Rob Williams i Nesmith, czyli trzej nasi najbardziej aktywni obrońcy (szczególnie pierwszych dwóch było bardzo potrzebnych w tym match-upie) wpisałem sobie ołówkiem L. Szybkie kłopoty z foulami Tatuma i Granta tylko pogorszyły sytuacje. Brakuje nam w rotacji jeszcze jednego mobilniejszego zawodnika na pozycjach 4/5. Te martwe miejsca w rosterze, które zajmą pacjenci Bol i Dozier jeszcze parę razy ugryzą nas w dupę. 20 min Kanterem vs Hornets to nie jest miły widok.

    Ale o dziwo i tak ten mecz był do końca ciasny. -6 na bodaj minutę przed końcem. Tylko trudno jest wygrać, kiedy Tatum kompletnie się wyłącza. Dawno nie widziałem, żeby był tak pasywny, schowany. Ten brak rzutu zaczyna mu chyba trochę wchodzić do głowy. Dziś kolejne już w tym miesiącu 0/7 za 3 i nie widać, żeby to szło w lepszym kierunku. Imho regresja rzutowa Ala i Tatuma to jest dokładnie to przez co straciliśmy kilka tych ciasnych meczów i jesteśmy .500 zamiast .600.

    Brak rzutu niweluje wszystkie postępy, które Tatum zrobił w pozostałych obszarach gry przez ostatni rok. To pewnie nie jest popularna opinia, ale ewoluuje w gracza bardziej kompletnego i efektywniejszego w ataku. Mecz z Chicago dominował trafiając jednego jumpera.

    Lubię to: 4
  3. Jokic, Giannis, Embiid. Którykolwiek z nich zdobyłby mvp, byłoby pięknie. 4 lata z rzędu mvp dla nie-Amerykanina (i przy okazji 4 z rzędu dla dużych). A w przyszłym roku, z fit Luka na dokładkę może być już pół dekady bez amerykańskiego mvp. Piękne czasy w NBA

    Lubię to: 10