Sitarz: 8 rzeczy po starcie sezonu w Los Angeles

8
fot. AP Photo

Pierwsze derby Los Angeles za nami. Przejdźmy więc przez istotne rzeczy o powoli rosnącej wartości dla losów ligi, obu zespołów i ich systemów, dla gwiazd i graczy z drugiego szeregu, dla graczy, którzy nie wystąpili i dla trenerów, którzy trenowali, szukali, coś znaleźli, czegoś nie. Z tego będzie się dopiero rzeźbić, na tym zbudują się najlepsze wersje obu zespołów.

Post-ups i izolacje

Podobna, wręcz machinalna, strategia gry w low-post nieraz rzuci się jeszcze w oczy, np. kiedy tall-ball Lakers z LeBronem na jedynce i z Davisem na czwórce będzie grał przeciwko niższemu zespołowi, i kiedy rywal będzie krył Jamesa rozgrywającym. Coś co niewątpliwie wzbudziło zdziwienie było niczym innym, jak manifestacją siły, wzrostu, umiejętności w grze 1-na-1 i najwcześniejszą zapowiedzią playoffowej serii (i playoffów w ogóle).

Był w tym też kontrast do izolacji Leonarda, a także przyszłych Paula George’a, a więc graczy skłonnych pojedynkować się na szczycie i oddawać pull-upy zdecydowanie częściej niż James i Davis. Były też podania pochodzące z izolacji i niewielki nic nie znaczący pojedynek na nie, w którym wyszło, a raczej zostało potwierdzone to, że Clippers są zespołem szerszym, lepiej operują piłką, robią to bardziej pragmatycznie, bo prosto do celu do spot-up strzelca, i to na tle ich ofensywy obrona Lakers, zwłaszcza ta na słabej stronie, miała więcej miejsca do pokrycia.

Za to atak Lakers przeszkadzał przede wszystkim sobie; słaby spacing, drugi wysoki na low-bloku, strzelcy kryci bez respektu, góra kilkanaście nieefektywnych minut w ustawieniu 5-0 z Davisem na piątce; był wtedy minus-9 i nie skorzystał na powiększeniu przestrzeni (w drugiej połowie trafił 3 rzuty z 10, LeBron 2 z 8). Na poniższym AD i tak wykreuje rzut, zbuduje go na zasięgu, ale jeśli Lakers chcą trójek, odegrań na dystans, chcą szukać bardzo dobrych pozycji, to muszą otworzyć korytarze, muszą myśleć w grze off-ball, zostawić Davisa na jednej ze stron i w całości przenieść się na drugą:

Czy tak będzie wyglądać gra Lakers? Oby nie, bo tą zbiorowość koszykarzy można poukładać ładniej i efektywniej. Czy post-ups i izolacje będą bronią na kwiecień i dalej? Jak najbardziej. Spodziewam się dużo błota i wolnej koszykówki po stronie Franka Vogela (i Jamesa, który spowalniał mecz w drugiej połowie), więcej nieco szybszej gry po stronie Clippers, różnic w niuansach, rozwiązaniach i w sposobach w danych strefach. To będą matchupy, w których w oczy prędzej rzuci się przekrój indywidualnych umiejętności aniżeli starcie dwóch zgoła odmiennych filozofii.

Obrona Clippers

Będzie bardzo ciężko punktować zespołom na piątkach złożonych z Harklessa, Kawhia i George’a, z JaMychalem Greenem na centrze w trybie asekuracji (mimo, że na pierwszy rzut oka niewidzialnej, to dobrej i dokładnej), albo z Harrellem/Zubacem pod obręczą ograniczonych do  kontestowanie rzutów w promieniu metra od niej, no i z Beverleyem na którejkolwiek z pozycji.

Natomiast to, co istotne, i co należy zakodować już teraz, wiąże się z synergią, powiedzmy, defensywnej klasyki z tym co do niedawna było uważane za Świętego Graala ligi: obrony konserwatywnej i zmian krycia. Współdziałanie nie było jeszcze tak widoczne w Game 1, nie było tak destrukcyjne jak powinno być po powrocie Paula George’a (defensywnego umysłu z topu ligi), czy kiedy uda się dołączyć wysokiego gracza lepiej switchującego, ale wymienność między sposobami, strategia Riversa, bo przecież Beverely na LeBronie nie wziął się z niczego, zasięg tych dwumetrowych mężczyzn, mobilność w trybie statycznym, bo przecież mowa również o obronie na słabej stronie, ale też mobilność czy płynność ruchów od pick-and-rolla na górze po jego zwieńczenie na dole czy też rozrzucenie piłki, closeouty, pomoc, dobre podwojenia, reakcja łańcuchowa, przesuwanie się w bloku – efektywność w tych elementach będzie zwyżkować. I tak, jak uważam Lakers za kandydata do jednej z trzech najefektywniejszy obron ligi, tak Clippers w pełnym składzie będą mieć tą najlepszą.

Down-tempo Lakers

To był bardzo wolny mecz na zaledwie 97 posiadań w 48 minut, w którym padło 27 punktów w kontrach, z czego tylko 5 dla Lakers spowolniających grę, dla Lakers z jednym kozłujacym graczem, dla Lakers powściągliwych w oddaniu kontroli nad transition offense Quinnowi Cookowi czy… no tyle. Nie grali kozłujący, nie było prób szarpania poza fragmentem w drugiej kwarcie, kiedy Avery Bradley trafił kilka rzutów po koźle, i może dwoma posiadaniami, w których Davis zebrał piłkę w obronie i dokozłował ją na ósmy metr.

Lakers zaprezentowali się jako zespół lat 90, jako Pacers Vogela po pierwszym treningu, jako twór, który nie pokazał w half-court offense pewności, że bez szybkiej gry będzie w stanie generować wystarczającą liczbę punktów. Co prawda mieliśmy aż 39% celnych trójek z 33 rzutów, mieliśmy gorący okres Danny’ego Greena, ale mieliśmy oczywiście grę na bloku i póki nie powtórzy się mecz, w którym post-ups będą wypadkową gameplanu, stylu gry Davisa i switchy rywali, to wątpliwości co do systemu będą się utrwalać. A Lakers muszą żyć z trójek i punktować spod obręczy, muszą trójkami otworzyć pomalowane i półdystans przed Davisem, Jamesem, Kylem Kuźmą, ale też przed Rajonem Rondo, który potrzebuje miejsca, bo dokładnie w to wykreowane spacingiem miejsce wchodzą gracze, do których podaje.

Up-tempo Clippers

Z kolei po stronie sąsiadów nie było fajerwerków w kontratakach, za to był wspomniany pragmatyzm i łapanie Lakers na słabych powrotach do obrony. 22 punkty z kontr, kilka trójek, według Synergy transition offense stanowiła prawie 21% wszystkich posiadań (Lakers tylko 9.3%), grę napędzali rezerwowi, którym nie trzeba było długo tłumaczyć, że nie będą kozłować, że ten zespół nie będzie promował rozbudowanego ruchu piłki, a ruch potrzebny, a nie stratogenny (jeden Kawhi był odpowiedzialny za 6 z 14 straconych piłek). No i w Clippers miał kto biegać, i to w ten umiarkowany sposób, który polega na zastąpieniu posiadań w ataku pozycyjnym, a nie przytłoczeniu: Harrell to już marka, Shamet prędko dobiega do pozycji na łuku, Harkless jest niedocenianym slasherem i poszukiwaczem miejsca, dobry Patrick Patterson zawsze odnajdzie się na dystansie. Ot, symplifikacja gry.

Pick-and-rolle i pick-and-popy Lakers

Gdy Frank Vogel skończy taśmy z tego meczu, powinien cofnąć się do czasów swoich Pacers, a najlepiej do czasów Clippers Blake’a Griffina i DeAndre Jordana: zespołu, który grał wysoko, w miarę możliwości nowocześnie, i krok po kroku zmuszał Griffina do gry w niekomfortowych warunkach: daleko od obręczy i na piątce. Tamten zespół był jednym z ostatnich, który nie tylko maniakalnie rollował do obręczy, ale zdobywał po nich punkty.

Jak wiemy od paru lat panuje w NBA tendencja spadkowa jeśli chodzi o dogrania do rollującego. Te zostały zastąpione podaniami do popujących, wysocy zaczęli rzucać za trzy, obecnie ball-handlerzy używają zasłon wysokich non-shooterów do rzutów po koźle i penetracji. Dlaczego o tym piszę? Dlatego, że Lakers zagrali tylko 14 posiadań w pick-and-rollu, z czego tylko dwa skończyli wysocy (w kilku z Dwightem Howardem punktował James, i był to moment gry w ustawieniu 4-1 z dobrym spacingiem). Pamiętajmy, że w tym zespole gra Anthony Davis, jeszcze w sezonie 2016/17 najczęściej rolujący graczy NBA, a w ostatnich latach coraz częściej rzucający w krótkich pick-and-popach z mid-range, z którego przy całym swoim festiwalu jab-stepów i fade-away’ów potrafił osiągnąć skuteczność prawie 43%. Dlaczego o tym piszę?

Dlatego, że od 16 lat LeBron James używa wysokich najpierw jako przeszkody, którą jego obrońca musi pokonać gnając za nim do obręczy, później używa ich jako spot-up strzelców, następnie jako podających, i dopiero na samym końcu jako partnerów w pick-and-popie. I tutaj dochodzi do konfliktu, tutaj rodzi się epokowy problem, powód ucieczki Davisa z LA. Bo Lakers potrzebują zagrania, z którym James nie czuje się dobrze. A potrzebują, ponieważ potrzebują gravity Davisa, tylko nie jako spot-up strzelca ukrytego w rogu (to różnica numer jeden), a jako aktywnej czwórki, a później piątki, która oddaje rzut lub przechodzi do gry 1-na-1 na poziomie jakiego nie prezentowali Chris Bosh i Kevin Love (i to różnica numer dwa).

Jest coś nie tak, kiedy Patrick Patterson na czwórce generuje więcej miejsca niż Anthony Davis. Jest coś bardzo nie tak, kiedy w pierwszy meczu sezonu James i Davis nie grają chociaż jednego, klasycznego pick-and-popa zakończonego rzutem, i strategia Clippers polegająca m.in. na zmianach krycia ma tutaj naprawdę niewielkie znaczenie (bo Lakers chcieli switchów, a nie pomyłek między dwoma obrońcami). Cóż, można i tak. Czekamy  zatem na kolejne mecze i powrót debaty pt. Wysoki znowu nie jest dobrze wykorzystywany.

System Clippers

Panuje opinia, że najlepszy system jaki może wdrożyć Doc Rivers to ten, w którym elitarni kreatorzy rzutów po prostu dostaną piłkę. A więc system funkcjonujący w Houston, z tą różnicą, że Clippers będą mieć trzech ball-handlerów, z których każdy kreuje na swój sposób i każdy podaje, którzy grając razem (Kawhi, George, Williams) nie będą potrzebować spot-up strzelców, a rolujących wysokich, czyli Montrezla Harrella, i dobrej skuteczności pozostawionych bez piłki np. Williamsa i Kawhia, gdy to George będzie na niej grał.

Doc Rivers ma graczy o predyspozycjach do prostej koszykówki, do ataku orbitującego wokół pick-and-rolli na szczycie, do ataku efektywnego w każdej strefie. Rzuty z mid-range na bardzo dobrym poziomie to ogromny plus (a trudne rzuty Kawhia to game-changer). Paul George jest coraz lepszy w pick-and-rollu, Lou Williams ma szeroki repertuar floaterów i rzutów po zatrzymaniu, kiedy jego ciało szybuje w powietrzu a to do przodu, a to w prawo. Wszyscy trzej trafiają pull-upy za trzy, kończą pod obręczą, dostają się na linię rzutów wolnych. Wszyscy podają. To jest naprawdę świetna i uzupełniająca się kombinacja graczy, którzy przy okazji nie powinni wchodzić sobie w drogę. Lubią kozłować, ale lubią też rzucać. I już, mamy system efektywny w ataku pozycyjnym i w transition oparty na wyraźnym podziale ról między kozłującymi a zadaniowcami.

Alex Caruso

O jakże brakuje Lakers kogoś kto potrafi rozgrywać, podawać w tempo, organizować grę w oparciu o Anthony’ego Davisa, kiedy LeBron siedzi na ławce. O jakże brakuje wtedy, gdy LeBron gra na jedynce, i jakże brakowało w preseason kiedy obok Jamesa grał Rajon Rondo. O jakże trudno funkcjonować w tej lidze, i to funkcjonować na szczycie, bez kozłujących. Nawet rozbiegani Golden State mieli ball-handlerów w osobach Shauna Livingstona i Andre Iguodali, mają dalej w Draymondzie Greenie, ale Lakers to nie Warriors, nie ten poziom strzelców, nie te założenia, żeby biegać wokół Jamesa i żeby Jamesa kozłował tak, jak Curry.

Lakers na gwałt potrzebują rzeczy prozaicznej: kozłów. Dużej liczby kozłów, częstych złamań pierwszej linii, aktywności od two-guarda, pewności, że strata częściej zostanie wymuszona, a nie popełniona. Potrzebują gracza do pick-and-rolla niski-wysoki, w którym trudniej o zmiany krycia, potrzebują dynamiki na koźle, dynamiki krótkiej, na paru metrach, elementu szybkości w rozegraniu, umiejętności złamania do środka, ataku close-outu. Potrzebują koszykarskich podstaw, ku wspólnemu dobru.

Alex Caruso Lakers nie zbawi, ale tak się złożyło, że jest drugą najlepszą jedynką zespołu, graczem z rzutem za trzy, który nie potrzebuje piłki w każdym posiadaniu, jest graczem uniwersalnym, oczywiście z wadami, które jednak LeBron i Davis powinni umieć schować. Są w tej lidze słabsi koszykarze, grają oni więcej, natomiast po stronie Lakers nie ma kogoś, kto nagle stanie się naturalną jedynką, a ta naturalna jedynka jest gotowa do gry po dwóch sezonach nauki na profesjonalnym poziomie. Jeśli już odwołuję się do poprzednich ekip Jamesa, to przywołam Norrisa Cole’a i Matthew Dellavedove.

Podania Lou Williamsa

Zanotował cztery bardzo dobrej jakości asysty do Montrezla Harrella. Znają się coraz lepiej, nie ma w NBA wielu par, które grają nie tylko wspólnie, ale automatycznie i wznoszą synchronizację ruchów na pułap, można powiedzieć, olimpijski, gdzie płynie ten pick-and-roll od startu do mety w 60 klatkach na sekundę, gdzie nikt nie popełnia niestarannych błędów typu: zatrzymanie ciała, zerwany ruch, wytrącony z rytmu kozioł. Gdy obrona nie stosuje przeciwko nim wersji specjalnej, a broni dobrze znanym dropem, Lou Williams i Montrezl Harrell są na treningu.

Te cztery asysty to także cztery asysty na mecz między Williamsem a Harrellem. Od poprzedniego sezonu panowie systematycznie idą w górę w liczbie asysty między niskim a wysokim. Średnio 2.4 na mecz, ponad 2.5 po Meczu Gwiazd, aż 3.5 w playoffach. W tym sezonie powinni poprawić ostatni wynik, bo nie wygląda na to, ażeby rotacja wśród rezerwowych i co ważniejsze sposób gry uległy zmianie. Natomiast Lou-Will ten swój altruizm będzie próbował przenieść do wspólnej gry z Leonardem, a później z Georgem, bo Clippers powinno zależeć na utworzeniu ustawień z w praktyce czterema kozłującymi, w środku których będzie grał właśnie Harrell.

Wyobraź sobie wymienność zadań, mimo, że czwórka Leonard, George, Williams, Beverley będzie funkcjonować w oparciu o pick-and-rolle, izolacje i spot-up shooting. Ile dobrej obrony potrzeba do poprawnej kontroli piłki i słabej strony? Ileż zaangażowania i koncentracji, żeby zmieniać krycie, bo każdy z nich potrafi ściąć do obręczy? Mnóstwo. Wyłączająć Beverleya mówimy o być może najinteligentniejszej trójce ligi pod względem czystego scoringu, szukania sposobów, wynajdowania ich, egzekwowania, poszukiwania nowych przeciwko dobrze reagującej obronie. Włączając Beverley’a, nieco zmienioną rolę Williamsa, ażeby z gwiazdami obok grał nieco częściej w roli rozgrywającej dwójki, a także postęp Kawhia w podaniach – mówimy o prototypie kolejnego hegemona, który do 2022 roku może przesunąć w wymianie ponad 27 milionów dolarów trójki Beverley, Zubac, McGruder.

Poprzedni artykułSpurs zagwarantowali kontrakt LaMarcusa Aldridge’a na sezon 2020/21
Następny artykułPrzerwa na Żądanie EXTRA: Otwarcie sezonu

8 KOMENTARZE

  1. Apropo Lou i Trezza to starczy spojrzeć jak Lou wchodzi w picka od razu po złapaniu piłki, żeby widzieć, że jest chemia między nimi. Jest timing w stawianiu zasłony i korzystaniu z niej, a obrońcy nie nadążają.

    Lubię to: 5
  2. Odnośnie podań Kawhia – w meczu z Warriors próbował różnych trudnych podań. Takich lekko LeBronesque podań. Były asysty, były straty, ale widać, że czuje się z tym zaskakująco komfortowo. Choć z racji roli nie będzie first pass graczem (chyba że powrót George’a coś zmieni w konkretnych lineupach), to jego wizja i skill w tym aspekcie cały czas rośnie.

    Lubię to: 0