Dniówka: Towns jako 7-foot guard, czyli co słychać przed startem obozów?

0
fot. Leila Navidi / Newspix.pl

Kontynuujemy przegląd doniesień z okresu przygotowań do oficjalnego okresu przygotowawczego przed sezonem NBA, bo teraz już nie wypada, żeby zawodnicy spotykali się i zaczynali treningi dopiero na obozie. Trzeba to zrobić wcześniej i ważne też, żeby pochwalić się tym w mediach społecznościowych. Podobnie jak swoimi workoutami w czasie wakacji. To pozwala już zacząć przyciągać zainteresowanie kibiców, dając im nadzieję na świetny sezon drużyny. Bo przecież nie może być inaczej skoro wszyscy są tak zmotywowani, że już pod koniec września chcą dobrowolnie trenować i pracują nad zbudowaniem chemii. Wygląda to bardzo ładnie, ale zaraz w preseason przekonamy się, które drużyny rzeczywiście dobrze wykorzystały ten czas.


Zawodnicy Dallas Mavericks wybrali się na mini-obóz do Miami. W sumie pojechał ich tam dziewięciu i od razu oczywiście nasuwa się pytanie, dlaczego tylko dziewięciu? Czy kibice Mavs powinni się martwić, że ich zespół nie zebrał się w całości? Na szczęście nieobecność biorących udział w Mistrzostwach Świata (Maxi Kleber i Boban Marjanović) można usprawiedliwić, tak samo jak leczącego się JJ Bareę, czy Setha Curry’ego, który dopiero co wziął ślub. Od razu dodajmy, że wybranką gorszego z braci Curry jest Callie Rivers, córka trenera LA Clippers i siostra Austina. W ten sposób połączyły się dwie znane rodziny NBA.

W Miami byli dwaj najważniejsi gracze Mavs, czyli Kristaps Porzingis i Luka Doncić, a wraz z nimi między innymi Tim Hardaway, Dwight Powell, Jalen Brunson, Dorian Finney-Smith i dołączający do zespołu Delon Wright. To był wypad players-only, ale Mavs wysłali do pomocy kilku ludzi ze swojego sztabu trenerskiego, którzy asystowali w workoutach i monitorowali je. Wycieczka podobno była bardzo udana, były też wspólne obiady, a największe wrażenie na wszystkich miał zrobić zdrowy KP. Powell opowiada, że Kristaps jest w pełni sił, grał na pełnej szybkości, imponował rzutem i generalnie świetnie prezentował się na parkiecie.

Porzingisa nie mógł nachwalić się też Dirk Nowitzki, który miał okazję widzieć go na sali treningowej w Dallas. Tymczasem KP na razie w mediach społecznościowych chwali się przede wszystkim efektami pracy jaką wykonał na siłowni.


Już w pierwszej połowie listopada Porzingis dwa razy zmierzy się ze swoją byłą drużyną, co samo w sobie będzie dużym wydarzeniem, ale jakby komuś jeszcze było mało, RJ Barrett podgrzewa atmosferę w taki sposób odpowiadając na pytanie – kogo najbardziej chciałby wsadzić na plakat: „Let’s go with Porzingis.”


Kilka dni temu Milwaukee Bucks opublikowali wideo, w którym Giannis Antetokounmpo mówi o tym, że co prawda brak rzutu za trzy nie przeszkodził mu w zdobyciu MVP, ale on chce być zagrożeniem na dystansie.

„Nadal mogę wygrać mistrzostwo nie rzucając za trzy, ale chce rzucać zza łuku. W tym roku rzucałem trójki nieco lepiej, wraz z trwaniem sezonu było coraz lepiej. Rzucanie za trzy bardzo ułatwi mi grę i moim kolegom, więc musze dodać ten element.”

Przypomnijmy, że w zeszłym sezonie Giannis oddawał najwięcej w karierze średnio 2.8 rzutów za trzy, ale przy bardzo kiepskiej skuteczności tylko 25.6% z gry. Od lutego trafiał lepsze, choć nadal słabe 32.6% i potem ten poziom utrzymał także w playoffach (32.7%).


Karl-Anthony Towns w zeszłym sezonie zaliczał najlepsze w karierze 3.4 asyst, natomiast w nadchodzących rozgrywkach w jeszcze większym stopniu ofensywa Timberwolves ma przechodzić przez jego ręce. Jak pisze Jon Krawczynski z The Athletic, w Minnesocie chcą wykorzystać ogromny potencjał swojego młodego gwiazdora i będą próbowali ustawić go w roli podobnej do tej, jaką Nikola Jokić odgrywa w Denver. KAT ma stać się playmakerem, kreując swoich kolegów i będąc niczym 7-foot guard. I właśnie nad tym indywidualnie pracował przez całe wakacje ze swoim trenerem, żeby nie tylko poprawić panowanie nad piłką, ale też zacząć myśleć jak guard, dostrzegając możliwe opcje i swoich kolegów. Byli też w stałym kontrakcie z Ryanem Saundersem i jego sztabem. Coach Wolves chce, żeby Towns po zbiórce nie bał się wyprowadzać piłki do kontry, żeby dostarczał piłkę do ścinających kolegów, a czasami nawet grał pick-and-rolla jako ball-handler.

Wolves mają nadzieję, że kolejny krok w rozwoju Townsa pociągnie za sobą całą drużynę i w tym przede wszystkim upatrują swoich szans włączenia się w walkę o playoffy.

Na zakończenie swojego tekstu Krawczynski dodaje, że Towns przyjechał do Minnesoty na dwa tygodnie przed startem obozu, dołączając do swoich kolegów i już cały zespół wspólnie trenuje. Łącznie z Joshem Okogie, który dopiero co niedawno wrócił z Chin. To duża zmiana w porównaniu z zeszłym rokiem, gdy większość zawodników Wolves stawiła się na obiekcie treningowym dopiero na dzień, dwa przed otwarciem obozu.


Wybrany z 16 numerem ostatniego draftu Chuma Okeke był ostatnim zawodnikiem pierwszej rundy, który jeszcze nie podpisał kontraktu. Teraz wiemy już dlaczego. Okazuje się, że on w ogóle w tym roku nie podpisze swojej debiutanckiej umowy w NBA. Okeke leczy więzadło ACL, które zerwał podczas turnieju NCAA i przez które jego notowania w drafcie mocno spadły, dlatego Orlando Magic postanowili przesunąć jego debiut na przyszły sezon. Najbliższy rok spędzi na rehabilitacji. Podpisze tylko umowę z ich drużyną w G-League i może na koniec sezonu wystąpi w jakiś meczach w barwach Lakeland Magic.

Trzeba przyznać, że to bardzo ciekawe posunięcie Magic, którego mógłby pozazdrościć im Sam Hinkie draftujący kontuzjowanych graczy, którzy opuszczali pierwszy rok kariery w NBA. Okeke i ta nie będzie grał, a dzięki temu, że nie znajdzie się na liście płac, Magic zyskają wolne miejsce w składzie i unikną niebezpiecznego zbliżenia się do progu podatku (są obecnie $3.8mln poniżej kreski, a kontrakt Okeke wyniósłby $3.1mln). Dużym zyskiem jest również to, że dłużej będą mieli kontrolę nad swoim młodym zawodnikiem, ponieważ dopiero za rok podpiszą z nim 4-letni kontrakt debiutancki. Okeke też ma na tym skorzystać, ponieważ w 2021 otrzyma zarobki w ramach rookie-scale odpowiadające zawodnikowi wybranemu z 16 numerem, ale już na podstawie nieco wyższego salary cap na sezon 2020/21. To powinno zapewnić mu około miliona dolarów więcej na przestrzeni całej umowy.

Wcześniej Magic podjęli opcje w debiutanckich kontraktach swoich zawodników, w tym zagwarantowali $12.3mln na sezon 2020/21 w umowie Markella Futlza. To może sugerować, że Magic uważnie obserwując go przez ostatnie miesiące i monitorując stan jego zdrowia, wierzą, że w końcu będzie mógł zacząć grać. Jednak na razie nie wiemy nawet czy Fultz będzie gotowy na start obozu. Dlatego nie można też wykluczyć, że to po prostu akt desperacji Magic, którzy próbują zdjąć dodatkową presję ze swojego młodego guarda i pokazać mu wsparcie, licząc, że to pomoże mu się odblokować.


Andre Iguodala mówi, że cały czas pozostaje w kontakcie ze swoimi kolegami z Golden State Warriors i ciągle łapie się na tym, że zapomina, że nie jest już z nimi w drużynie. Nadal nie przyzwyczaił się do myśli, że został wytransferowany, ale to też pewnie dlatego, że obecnie nie czuje się częścią żadnego zespołu. Do Memphis nie chce się przeprowadzać i woli poczekać na transfer z dala od drużyny. Szkoda, bo w Grizzlies zebrali ciekawy skład i przez te kilka miesięcy Iggy mógłby pomóc młodszym kolegom dzieląc się swoim ogromnym doświadczeniem. Ale ten pobyt na uboczu NBA, nawet jeśli będzie trwał kilka miesięcy, nie powinien negatywnie wpłynąć na jego wartość. Iguodala i tak przez ostatnie lata oszczędzał się w fazie zasadniczej, zachowując siły na playoffy, więc nawet jeśli zacznie grać dopiero w lutym, będzie miał czas zbudować formę i powinien mieć dużo energii, żeby pomóc swojej nowej drużynie w walce o tytuł.

A skoro jesteśmy przy Memphis, ostatnio po raz pierwszy od czasu transferu wrócił tam Mike Conley. On również nie może przyzwyczaić się do tego, że zmienił barwy klubowe i mimo przeprowadzki nadal uważa Memphis za swój dom, dlatego też przyjechał, żeby jak zwykle przed sezonem wziąć udział w akcji charytatywnej. Mówił, że cały czas bardzo zależy mu na Grizzlies i nawet w momencie transferu czuł się trochę tak, jakby negocjował dla nich, chcąc, żeby dostali jak najwyższą cenę, jak najwięcej picków i graczy. Powiedział też, że numer 11, z którym występował w barwach Grizzlies, należy do Memphis i nigdzie indziej nie będzie z nim grał. Dlatego w Jazz wybrał 10 (dodajmy, że #11 jest zarezerwowana przez Dante Exuma).


Mario Hezonja rok temu odrzucił propozycję Portland Trail Blazers, wybierając ofertę New York Knicks, ale jak przyznał to był błąd, za który przeprosił swoją nową drużynę tuż po podpisaniu umowy. Teraz szybko zadomowił się w Portland i bardzo stara się, żeby kibice go tu pokochali.

Poprzedni artykułMiędzy Rondem a Palmą (808): Wielkie nadzieje (Part I)
Następny artykułNie żyje były gracz NBA Andre Emmett