Raport ESPN o wypaczeniach i dysfunkcjach w Los Angeles Lakers

14

Kiedy Magic Johnson kilka tygodni temu zaskoczył wszystkich swoją decyzją o rezygnacji z funkcji prezydenta, od razu pojawiły się doniesienia o tym, że za jego niespodziewanym krokiem jest ukryte coś więcej. Sam Amick z The Athletic pisał nawet, że ESPN mają w przygotowaniu artykuł o tym, jak strasznym szefem był dla swoich podwładnych Johnson i sugerował, że to właśnie potencjalny raport mógł mieć wpływ na decyzję wiecznie uśmiechniętego Earvina. Sam zainteresowany oczywiście zaprzeczył takiemu tokowi rozumowania, a kilka dni temu na antenie tłumaczył jak został zdradzony przez Generalnego Menedżera Roba Pelinkę, który miał „wbijać mu nóż w plecy”.

Nawet jeżeli raport ESPN faktycznie nie miał nic wspólnego z nagłą ucieczką Magica, to teraz właśnie się pojawił i nie pozostawia on suchej nitki zarówno na Johnsonie jak i na Robie Pelince:

Tam wszystko jest bardzo mocno pojebane.

Właśnie w takim tonie wypowiadają się obecni i byli pracownicy, asystenci oraz trenerzy z obozu Lakers i obu panom obrywa się po równo:

Magic przybył tutaj z tym swoim wielkim uśmiechem przyklejonym do twarzy i wydawało się, że wszystko będzie w porządku. Nie było. Nie był kochającym ojcem, tylko tyranem, który potrafił wzbudzać panikę w jednym momencie.

Cały artykuł Baxtera Holmesa na łamach ESPN obfituje w smaczki, ale warto skupić się choćby na tych kilku dotyczących wzmocnień kadrowych i poszukiwań nowego trenera.

Przed rozpoczęciem sezonu 2018-19 decyzje kadrowe Jeziorowców wzbudziły wiele kontrowersji i u niejednego komentatora w zdziwieniu podniosła się brew, ale wygląda na to, że zatrudnienie Rajona Rondo, Lance’a Stephensona, Michaela Beasleya i JaVale’a McGee było pomysłem głównie Pelinki i Johnsona – praktycznie nikt ze sztabu trenerskiego czy ludzi odpowiadających za skauting nie miał wpływu na dobór zawodników wokół nowo przybyłego LeBrona Jamesa, a o decyzjach asystenci dowiadywali się z mediów społecznościowych:

Mieliśmy podobną reakcję do większości osób ze środowiska – przecież to się nie trzyma kupy, co my właściwie kurwa robimy?

Podczas Draftu 2018 Lakers podzielili się na dwa obozy – Pelinkę i Magica oraz skautów i asystentów. Oba obozy miały różne pomysły na to, jak wykorzystać 25 wybór w Drafcie. Ostatecznie stanęło na wyborze Moritza Wagnera – skauci sugerowali Omariego Spellmana.

Po kiepskim starcie sezonu pojawiły się doniesienia o tym, że krzesło Luke’a Waltona robi się gorące, a Magic Johnson miał zabrać trenera na dywanik i wyjaśnić, że nie jest nietykalny, choć przed rozpoczęciem rozgrywek zapewniał Waltona o spokojnych warunkach pracy bez ciśnienia. Agent LeBrona Jamesa – Rich Paul miał ponoć maczać w tym palce, ponieważ już wtedy mówiło się o tym, że Waltona mógłby zastąpić były trener LeBrona w Cleveland, czyli Tyronn Lue.

Już po zwolnieniu Waltona ze stanowiska trenera, Lue faktycznie był obok Monty’ego Williamsa głównym kandydatem do objęcia posady, ale ostatecznie rozmowy zostały zerwane i do teraz nie wiadomo dokładnie czy kością niezgody okazały się niewystarczające pieniądze w kontrakcie, czy też szukanie asystentów dla Lue bez jego wiedzy i zatwierdzenia zaszło zdecydowanie za daleko.

W sezonie 2017-18 większość z bliskich współpracowników Pelinki i Magica była zdecydowanie przeciwna temu, że Kentavious Caldwell-Pope nadal może brać udział w treningach z drużyną oraz grać w oficjalnych ligowym meczach, pomimo tego, że zawodnik został skazany za jazdę pod wpływem i otrzymał karę 25-dniowego aresztu. Wyrok sądu pozwalał KCP na treningi i występy w Kalifornii, jednak sztabowi trenerskiemu taki obrót sprawy kompletnie się nie podobał i dopatrywano się w tym ręki Richa Paula, który jest także agentem Caldwella-Pope’a.

O tym, że zaufanie większości zawodników do managementu Lakers całkowicie się rozpłynęło w momencie rozpoczęcia starań o Anthony’ego Davisa, chyba nie trzeba zbyt dokładnie analizować, prawda?

Chłopaki wiedzą, że w tym biznesie nie ma zaufania. Ale teraz wiedzą też, że management pada na kolana przed wielkim światem agentów, który wodzi ich za nos.

Magic Johnson miał podobno znęcać się i zastraszać podwładnych oraz współpracowników, aby siłą wytargać szacunek, ale Rob Pelinka również nie pokazał się w roli Generalnego Menedżera z najlepszej strony:

Miał zwyczaj siadać z zawodnikami i trenerami praktycznie na każdym spotkaniu przed meczem i w jego trakcie. To niezwykła praktyka jak na GM’a. Pomyślcie tylko – gracze mieli być szczerzy i wyluzowani w momencie, w którym w pokoju mają gościa, który w ułamku sekundy może zadecydować o ich przyszłości w lidze?

Rob Pelinka nie jest osobą prawdomówną i przez to nie wydaje się być kimś godnym zaufania. Obłudnik – taka myśl przewijała się przez całą organizację na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy.

Poprzedni artykułRockets i Pelicans zainteresowani Tyronnem Lue
Następny artykułDniówka: Butler, Harris i Redick szykują się do wolnej agentury, czyli sytuacja Sixers przed wakacjami

14 KOMENTARZE

  1. A mi się zdaje, że to po prostu normalna presja w LAL – drużynie gwiazd z miasta aniołów, jedyna różnica jest taka, że kiedyś był tam Kobe, którego można nie trawić (ja nie trawię), ale był (jest?) kawałem twardego faceta, któremu w kaszę dmuchać nie można i on zapewne na takie akcje nie pozwalał/odpyskiwał/groził. Teraz jest LBJ, który w takich sytuacjach (z tego co widać z mediów) woli po prostu wydać oświadczenie i grać sobie po cichu za plecami. I tak się pewnie spirala nakręcała + Magic i jego wybory zawodników. Taka moja mała wizja z rana. NA Teutatesa, chwalę Kobiego – koniec świata;)

    Lubię to: 12