Dniówka: Problem 'DNP-Rest’. Bulls zakończyli już swój sezon?

12
fot. League Pass
fot. League Pass

Nieco ponad cztery lata minęły od czasu, gdy ówczesny Komisarz David Stern nałożył na San Antonio Spurs karę $250 tysięcy za to, że Gregg Popovich na koniec trasy wyjazdowej dał wolne swoim najważniejszym zawodnikom w meczu w Miami. To miał być wielki pojedynek i była też oczywiście transmisja w National TV, ale Pop wszystko popsuł, rozczarował kibiców i mocno zdenerwował władze ligi.

W minioną sobotę, kiedy Steve Kerr posadził swoich gwiazdorów, także było duże rozczarowanie, ale nikt już nie mówił o karaniu drużyny, co pokazuje jak wiele zmieniło się w ostatnich latach w lidze. Nie tylko osoba na fotelu Komisarza, ale przede wszystkim podejście do monitorowania zdrowia zawodników, ograniczania ich minut i oszczędzania. Pozostali trenerzy podążyli za wzorem Popovicha i teraz DNP-Rest w środku sezonu już nikogo nie dziwi. Co więcej, obecnie stało się to tak powszechną praktyką, że do przerwy na All-Star Weekend mieliśmy już prawie tyle samo takich przypadków (69), co łącznie w dwóch wcześniejszych sezonach (77). Niemal wszyscy starają się oszczędzać swoich graczy podczas długich tras wyjazdowych czy kolejnych back-to-backów i doszliśmy do punktu, w którym decyzja Kerra spotyka się z większym zrozumieniem, niż to, że Tyronn Lue nie daje częściej wolnego grającemu duże minuty LeBronowi.

Chesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułWake-Up: Rockets pokonali Cavs. Kompromitacja Bulls
Następny artykułWake-Up: Spurs na jedynce. Jazz wygrali z Clippers. 19 asyst Rubio. 8/8 Vince’a

12 KOMENTARZE

    • Philadelphia – Denver rok temu też, ale nikt nie mówi, że to był wybitny mecz, bo to nie o wynik i emocje w końcówce chodzi, a o prezentowany przez zawodników poziom,a gdy nie grają liderzy, to wiadomo, że poziom jest dużo niższy i bez względu na końcowy wynik mecz ten przestaje być szlagierem.

      Lubię to: 4
  1. może dajcie jakoś mega widocznie przy wake’up’ie czy coś link do głosowania na Przemka, niech każdy czytelnik walnie raz dziennie głos to do 24ego troche mu uzbieramy, jakby wygrał może zwiększy coś szanse na wybór z 60 pickiem:)
    SAC lubi centrów, a z Vlade taki manager, że jak zobaczy że Karn=zwycięzca nagrody jest do wzięcia to jak miałby go nie draftować.. :)

    Lubię to: 11
  2. Panie Adamie, na tym etapie sezonu zaczynam się zastanawiać jakie korzyści płyną z udziału w Play-Offach (nawet jeśli ten udział miałby trwać tylko jedną rundę) i co tracą drużyny które w nich nie biorą udziału. Często czytam, że dla sporej większości drużyn lepsze jest granie o wybory w drafcie niż o Play-Off (np. właśnie Bulls). Oczywiście jeśli chodzi o korzyści to zapewne chodzi o kasę, ale nie za bardzo się orientuję o jaką i jak ona się ma do całego budżetu klubów NBA. Czy mógłby kiedyś powstać o tym artykuł? Np bardzo by mnie interesowało ile tak naprawdę kosztuje Trust the proces

    Lubię to: 11
    • Z fun facts na szybko – podczas któregoś meczu GSW w tym sezonie podawali, że na samym przegranym G7 finałów zarobili na czysto 8 baniek zielonych. Tak więc jeśli masz niewielkie szanse na dobry wybór w drafcie, to pewnie warto rozważyć szarpanie się o każdą kolejną serię, choćby w założeniu przegraną.

      Lubię to: 1
      • Ale i tak ogranicza cię salary-cap, a wyborów w loterii nikt raczej nie oddaje za „cash considerations”.

        Zakładając, że organizacja ma przynosić dochód, a nie wygrywać (vide Lakers, Knicks), to nadwyżki budżetowe i tak nie dadzą ci nie wiadomo jak więcej, skoro nie można tego wykorzystać na kontrakty zawodników.
        Można za to wybudować nowe ośrodki treningowe (Mavs), podstawić kolejny „autobus wczesnych strzelców” (Miami), zapewnić lepszy sztab medyczny, szkoleniowy (topowi asystenci też swoje kosztują) czy zapas Gatorade’a. To oczywiście pomaga, ale talentu do rozwoju – w tym wypadku z draftu; FA to inna dyscyplina – kupić się nie da.

        Lubię to: 0
        • A napisałem gdzieś, że ktoś sprzeda Tobie zawodników z draftu za cash? Nie – to po pierwsze. Po drugie, jak sam poruszyłeś temat składu, to roster można akurat poszerzyć na kilka sposobów oprócz draftu i wtedy wystarczy garść srebrników – to dwa. Jak pisałem – jak nie masz szans na czołówkę loterii i/lub draft jest nędzny, to może okazać się, że lepiej zarobić paręnaście baniek niż bić się o nic, right? – to trzy. Sport to świat kontuzji i można przy odrobinie szczęścia zawędrować do następnej rundy, karuzela zaczyna kręcić się dalej itd.
          A dodatkową kasę zawsze jest na co wydać ?

          Pzdr

          Lubię to: 0
          • 1. Nie mówię, że to jest jedyny słuszny sposób. Są różne filozofie budowania drużyny. Plus dochodzą inne, niemierzalne kwestie (case Noela w przegrywającym Philly, fanbase, kultura organizacji, „playoffowe doświadczenie”).

            2. W drafcie za sam cash nie kupisz wyborów 1-rundowych (co najwyżej przesunąć się w górę/dół), chyba że nie chcesz tworzyć dodatkowego miejsca w składzie, nie chcesz gwarantowanego kontraktu, td.

            3. „Jak nie masz szans na czołówkę loterii i/lub draft jest nędzny, to może okazać się, że lepiej zarobić paręnaście baniek niż bić się o nic, right?”

            Czy ja wiem? Kwestia tego, czy te dodatkowe „paręnaście baniek” coś zmienia i czy daje większe korzyści względem draftu. Plus hej, nawet jeśli draft jest nędzny, wyższa pozycja w drafcie to większe możliwości negocjacyjne – możesz zejść w dół czy pozyskać kogoś doświadczonego w zamian (nie każdy tak robi, patrz pkt 1).
            + bardzo dobry zawodnik na niskim debiutanckim kontrakcie to też w pewien sposób oszczędność pieniędzy.

            4. „Sport to świat kontuzji i można przy odrobinie szczęścia zawędrować do następnej rundy, karuzela zaczyna kręcić się dalej itd.”.

            Przy odrobinie szczęścia można też dostać wyższy wybór w drafcie niż wskazują na to reguły prawdopodobieństwa, zawędrować w czołówkę loterii, karuzela zaczyna się kręcić dalej itd.
            Nie masz wpływu – jeśli nie nazywasz się Bruce Bowen – na to, czy przeciwnik złapie kontuzje, a ty prześlizgniesz się do następnej rundy i zarobisz dodatkowy cash.
            Masz za to wpływ – do pewnego stopnia, ale zawsze – na to, czy zmaksymalizujesz swoje szanse w drafcie. Znów – nie każdy tak robi (ad 1.)

            TLDR: jeśli dodatkowe pieniądze (zarobione podczas PO) nie dają ci przewagi i rezygnujesz tym samym z draftu, który mógłby (choć też nie musi) ci je dać, to robisz źle.

            Lubię to: 1
          • Wszystko pięknie ładnie, tylko że nie wiem czy zauważyłeś, ale odpowiadamy na pytanie kolegi „czy są jakieś korzyści zagrania w PO względem tankowania”, a nie udowadnianiu „dlaczego w nich nie grać, i jak/czy warto maksymalizować szansę na wysoki pick w drafcie” Takie pierwsze błędne założenie :)

            To czy zarobione pieniądze dadzą Tobie przewagę czy nie, zależy od klubu, a nie od naszych gdybań – jak najbardziej mogą okazać się przewagą. Nie jest tajemnicą, że z 30 klubów minimum kilka co roku działa na zasadzie przedsiębiorstwa, które ma przynosić zysk, bo tytułu ni ch… nie wygrają w bliskiej przyszłości. Są drużyny bez picków, po które można tankować. Salary cap cię ogranicza, ale jest kilka klubów w NBA, które licząc średnią z ostatnich 5 lat lat dokładają do interesu ok. 10 baniek rocznie, a na mistrza nie mają szans. Dlaczego nie mieliby powalczyć o garść kapusty, jeżeli z jakichkolwiek powodów nie walczą o loterię?

            „jeśli dodatkowe pieniądze (zarobione podczas PO) nie dają ci przewagi i rezygnujesz tym samym z draftu, który mógłby (choć też nie musi) ci je dać, to robisz źle.”

            Będąc o włos od PO masz (o ile pamiętam ) 0,5% szans na pierwszy pick. Jak piszesz o uzyskiwaniu przewagi, to każdy klub, który nie widzi szans na majstra powinien brać udział w wyścigu o odwróconą tabelę. No bo skoro mam nie wejść do PO i zatrzymać się na 0,5% zamiast walczyć o 25%, to przecież robię coś źle. Taką ligę maksymalizowania szans chciałbyś oglądać, tłumacząc sobie przez zaciśnięte zęby, że dobrze robią, bo o przyszłość walczą? W Sixers „Process” trwa od kilku lat, wyciągnęli (teoretycznie) kilku naprawdę fajnych grajków i gdzie są? W zasadzie nie wiadomo…
            Jak pisałem roster to nie tylko loteria draftu, ba nawet nie tylko pierwsza runda. Poza tym masz development league, masz free agentów, masz gości spoza draftu. Jest kilka dróg i i jeszcze raz podkreślę, że nie piszemy tu o maksymalizowaniu szans na gwiazdy z draftu. Poza tym ja osobiście uważam, że granie w PO buduje jakąś kulturę organizacji i daje „ciężko zmierzalne” ale ważne doświadczenie. A co do przykładu Bowena, to na bank większą szansę mamy na kontuzję znaczącego gracza z przeciwnego zespołu niż na dobry draft, jeżeli bilansem walczymy o PO, a tak się na szansach i maksymalizacji zafixowaliśmy :)

            Pzdr

            Lubię to: 0
        • A gdyby tak wprowadzić rozwiązanie, w którym sukcesy w playoffach gwarantują małe zwiększenie progu salary? Warto walczyć o picki, ale i faza playoff gwarantuje jakiś profit, wtedy nie opłaca się być tylko po środku.

          Lubię to: 0