Gorący Ekspres: Sylwestrowa wersja

4
fot. TMZ Sports
fot. TMZ Sports

Dziś noc sylwestrowa. Czyli trzeba zostać w domu z kotem, bo kot boi się petard.

Dzisiejszą edycję sponsoruje alkohol. Bo czy jako, że sylwester wypadł w sobotę, to możemy mówić, że to w gruncie rzeczy doubleheader piątek-sobota?

Dzwonił właśnie zNYK i opowiadał o jednym ze swoich bliskich – ortopedzie, który ma dzisiaj w nocy dyżur w jednym z łódzkich szpitali. Tak więc uważajcie na siebie Bałuty, Widzew, Górniak, patrzcie pod nogi i nie róbcie ortopedom pracy. Nie ma to jak być w pracy w noc sylwestrową i przyjmować cuchnących alkoholem i płaczących, młodych kibiców Widzewa, którym złamał się paluszek i ojej ojej strasznie boli.

Dziś sylwestrowa wersja Ekspresu, ale rozczarowująca ilość odpowiedzi. Ekspresowicze mieli dwa dni. To jednak okazało się być za mało. Wrócimy do bardziej hardkorowych, nerdowskich NBA-pytań już wkrótce. Możecie podsyłać je na mac.kwiatkowski@gmail.com

Zasypiajcie dobrze dziś w nocy z wkładkami w uszach przy meczach swoich ulubionych drużyn!

Gramy:


1. Kto z NBA zasłużył w tym roku na największy prezent i rózgę?

Ola: Rocky z Denver. Draymond Green. Okropny (wredny) typ.

Maciek Staszewski: Steph Curry. Steph Curry. Wiem, że idea jest taka, żeby dać prezent i rózgę różnym zawodnikom, ale …to są różni zawodnicy. Prezent dla wiosennego Stefana za najbardziej elektryzujący, magiczny okres gry jednego zawodnika jaki widziałem odkąd tak jaram się NBA (kilkunastu lat). To co robił aż do Playoffs. Było nieprawdopodobne, nigdy wcześniej nie śmiałem się, serio tak reagowałem na jego zagrania, do monitora, widząc jak chore rzeczy robi jakiś gracz. Rózga dla letnio-jesiennej Kurki za wszystko co było potem: przegrane matchupy z Westbrookiem i Irvingiem w PO, 3-1 w Finałach i zejście na poziom zwykłych gwiazd NBA w tym sezonie. Też za to, że jako dwukrotny MVP, z czego raz jednogłośny, tak ot, stał się drugą opcją w swojej drużynie i nie chcę już słuchać pieprzenia o tym jakie to było dojrzałe z jego strony.

Jędrzej Mirowski: LeBron James, Rob Hennigan. Pierwszy zapewnił sobie miejsce w TOP-5 graczy wszechczasów, wracając w Finałach z 1-3 i pokonując rekordowy zespół 73-9. Nie możesz z tym rywalizować. Po prostu nie możesz. Zatem największy prezent i piernik mojej mamy (a wierzcie mi – jest o co rywalizować!) dla LeBrona. Tymczasem rózga dla GM’a Magic, który w tym roku oddał Tobiasa Harrisa, Victora Oladipo i pick nr 11 Draftu za contract-year Ibaki i kontrakty Ilyasovy oraz Jenningsa. Do tego ściągnięcie Jeffa Greena, DJ’a Augustina i Biyombo, którzy zabierają minuty młodym i perspektywicznym graczom, takim jak Payton, Hezonja i Vucevic. W tle już słychać pogłoski o możliwości handlowania Paytonem. Prawdopodobnie widzieliśmy właśnie jedną z najgorzej przeprowadzonych przebudów w ostatnim 10-leciu. Może od razu tą rózgą przez łeb Henninganowi pociągnąć, żeby zmądrzał trochę?

(PLUS za całość, w tym za „przebudów”)

Olek Żerelik: David West. Nie Steph Curry. Obracając się w kręgu mojej ulubionej drużyny prezent należałby się Davidowi Westowi, który już dwa sezony temu zrezygnował z dużych pieniędzy w poszukiwaniu najbardziej pożądanej męskiej biżuterii. Steph zasługuje na rózgę… Nie wiem na ile ma problemy z kolanem, a na ile bariera jest w głowie, ale porównując Stepha sprzed roku i tego dziś, to ewidentnie zasługuje na karę. No kurcze… Steph sprzed roku konkurowałby z Westbrookiem i Hardenem o miano MVP. Teraz jest jak taki Michael Redd z początków XXI wieku z Bucks – rzuci trójkę, dołoży asystę, jest gwiazdą …ale co z tego.

Jacek Rachwał: Zach LaVine. Glen Taylor. Wszystko o Minny, bo jest najbliższa mojemu sercu. Zach dał kolejny show na Slam Dunk Contest, a potem solidnie przepracował lato i z gracza, który wydawał się niektórym tylko „głupim dunkerem”, wyrósł na najlepszego shootera w zespole i podejmuje już całkiem mądre decyzje w pick&rollu. Kocham jego płynność ruchów, sky is the limit, dosłownie. Wg mnie to on, a nie Wiggins powinien być drugim designated playerem w Wolves po Townsie. Żeby nie było zbyt różowo, rózga dla Taylora. To jak pożegnał się z całym sztabem Mitchella bez żadnych konsultacji z KG to jest jakaś kpina. Mógł spokojnie rozegrać to tak, żeby KG został na jeszcze jeden sezon i jestem prawie pewien, że wtedy defensywa Wilków wyglądałaby lepiej, a braki koncentracji w drugich połowach zostałyby zniwelowane. Honorable mention na prezent: Adam Silver – szacun za dopięcie nowego CBA, jak dziś pamiętam pustkę, która mnie wypełniała w sezonie lokautowym, nigdy więcej!

(Pół plusa za cios w Wigginsa)


2. Maciek Kędziora pyta z którym zawodnikiem z całej historii NBA chciałbyś najbardziej iść na imprezę sylwestrową?

Ola: Niezmiennie, z Delonte!

Maciek Staszewski: Timem Duncanem. Chociaż nie obudziłby mi dziecka.

Jędrzej Mirowski: Jeremy Lin. Ale sztooooos pytanie! Długo nie wiedziałem na kogo się zdecydować… Z Karlem Malone u boku niestraszna byłaby mi żadna imprezowa spina, z Gregiem Odenem mógłbym pić do rana rozpaczając nad losem swoich kolan, a z Nickiem Youngiem śmiałbym się pewnie całą noc i może uzyskałbym jeszcze kilka wskazówek jak żyć. Opcjonalnie wziąłbym Shaqa, który zapewniłby mi wszystko powyżej + królowalibyśmy na parkiecie.W swojej ekipie na Sylwestra chciałbym mieć też Kawhi’ego Leonarda, bo w swoich ogromnych dłoniach mógłby przynosić z baru jednocześnie 6 piw, zamiast tradycyjnych 3. Niemniej – finalnie wybrałbym chyba Jeremy’ego Lina, bo wydaje mi się najsympatyczniejszym człowiekiem jakiego widziałem w tej lidze. Bez przerostów ego, bez zbędnej pompy i poczucia wyższości. Gdyby Jeremy Lin nie był koszykarzem NBA i mieszkał w bloku obok, to prawdopodobnie byłby Twoim najlepszym kumplem.

Olek Żerelik: D.Green. Już było kiedyś pytanie, ale dotyczące imprezy. Odpowiedziałem tak samo. Z Greenem będzie, będzie się działo, będzie zabawa, i nocy będzie mało, będzie głośno, będzie radośnie… ;)

(Pół plusa za „D.”. Mogę chociaż spróbować pomyśleć, że chodzi o Danny’ego Greena)

Jacek Rachwał: Z Lou Willamsem. Jest jeden warunek – tylko jeśli zabrałby obie swoje dziewczyny. Szkoda tylko, że to już chyba nieaktualne :(


3. Twój jeden typ na rok 2017 w NBA to:

Ola: I will still love this game!

(To urocze Ola, masz pół plusa)

Maciek Staszewski: Za rok o tej porze, znowu będziemy patrzeć z utęsknieniem kilka miesięcy w przód i jarać się przede wszystkim wizją kolejnej odsłony rywalizacji Cavs i Warriors w Finałach NBA. Ja będę to robił w dwóch pasach mistrzowskich z obu dynastycznych lig fantasy, w których gram.

Jędrzej Mirowski: Chris Bosh zagra w NBA, ale nie w Heat. Ba …typuję nawet, że Bosh zrobi dużą różnicę dla jednej z Play-Offowych drużyn. Clippers, Cavaliers lub… Raptors (to dopiero byłby comeback! I żeby było ciekawiej …akurat w Raptors jest wakat na pozycji PF w S5).

(PLUS za Raptors)

Olek Żerelik: Kevin Durant zostanie MVP Finałów. Chciałem dać typ, który będzie obarczony większym ryzykiem niż: CLE-GSW w finale, czy Westbrook MVP. Takim rozwiązaniem wydawało mi się postawienie na rehabilitację Duranta w meczach z LeBronem i odegranie kluczowej roli w Finałach.

Jacek Rachwał: Warriors pobiją rekord asyst na mecz. W trakcie meczu z Cleveland pokazywano stat, że są już naprawdę blisko „Showtime Lakers”. Fajnie byłoby, gdyby udało im się to zrobić i pokazać wszystkim, że mając tyle gwiazd w jednym zespole, nadal można dzielić się piłką na historycznym poziomie. Grają ze sobą w nowym składzie od niecałej połowy sezonu, więc myślę, że się jeszcze rozkręcą i się uda.


AKTUALNA TABELA

21.5 – MACIEK STASZEWSKI
17.5 – Przemek Napierzyński
15.5 – Bartek Bielecki
15 – Piotr Sitarz
14 – Olek Żerelik
12.0 – Krzysiek Ograbek
10 – Ola
9 – Michał Tomaszewski
9 – Jędrzej Mirowski
3 – Jacek Rachwał

Poprzedni artykułWake-Up: LeBron nazwał I.Thomasa „gwiazdą”, ten odpowiedział 52 punktami
Następny artykułKajzerek: Kilka ciekawych line-upów 1/3 sezonu

4 KOMENTARZE