Gorący Ekspres: Czy niedzielny mecz zmienił Twój typ na mistrzostwo NBA?

9
fot. twitter.com/morningjournal
fot. twitter.com/morningjournal

Już 16. stycznia Golden State Warriors mieli będą okazję w końcu pokonać Cleveland Cavaliers w meczu koszykówki. Nie udało im się to już od czterech spotkań, a to w jaki sposób przegrali w niedzielę może pozwalać przypuszczać, że ktoś tutaj rozgościł się w czyjejś głowie.

Warriors grali będą po trzech, a Cavaliers po dwóch dniach przerwy, więc powinniśmy obejrzeć obu faworytów w tych samych składach, co trzy dni temu (Cavs znów zagrają bez JR’a Smitha). Jedyny problem to fakt, że ten mecz jest nie wiedzieć czemu w poniedziałek.

Dziś wracamy do starcia z niedzieli. I co ciekawe wszyscy siedzą na swoich pozycjach i nie zmieniają ich. Więc ogólny plus dla wszystkich.

Gramy:


1. Czy świąteczny mecz Warriors/Cavaliers zmienił coś w Twoim typie na mistrzostwo NBA?

Ola: Nie, wciąż Clippers.

Przemek Napierzyński: Nie. Mecz mógł pójść w obie strony i jeśli ktoś twierdzi, że wynik tego spotkania jednoznacznie stwierdza, która drużyna jest lepsza, to niestety, ale nie mówi prawdy. Ja nadal twierdzę, że mistrzostwo zdobędą Warriors, aczkolwiek nie da się zaprzeczyć, że finałowa rywalizacja zapowiada się na niezwykle wyrównaną i pasjonującą.

Olek Żerelik: Nie. W tym typie na mistrzostwo nic się nie zmieniło, ale …w opinii o Stephie – niestety tak. „Nie błyszczał” w tym meczu, to zdecydowanie łagodnie stwierdzenie. Jeśli jest w pełni sił fizycznych, to chyba powinien spotkać się z jakimś psychologiem sportu, żeby odbudować pewność siebie.

Bartek Bielecki: Nie, o ile NBA da lepszych sędziów na Finały. Zawsze wzbraniam się przed pisaniem, że sędziowie mieli wpływ na to, kto wygrał mecz, bo nigdy zwycięstwo/przegrana nie zależy w pełni od nich. Warriors zepsuli tę końcówkę, dali dojść do głosu Irvingowi, który wcześniej był bardzo nieskuteczny. Steph musi grać jak przynajmniej były MVP, a nie jak role-player, jeśli Warriors chcą wygrać tytuł. W dodatku, mam wrażenie, że z JR’em Smithem Cavs wygraliby to bez pomocy sędziów. Z DeAndre Ligginsem w ataku grali praktycznie w czwórkę. Niemniej jednak sędziowie tego wieczora odegrali role Świętych Mikołajów dla miejscowej drużyny i publiczności. Draymond Green został wyłączony przez nich z gry, a w końcówce Richard Jefferson nie tylko popchnął Duranta, ale też postawił stopę na jego stopie i podłożył kolano, uniemożliwiając KD zachowanie równowagi. Mecz nie zmienił mojego typu na mistrzostwo, bo taka porażka dodatkowo rozwścieczy Warriors.

(Lubię te delikatne bodiczki dla rozgrywających Konferencji Wschodniej nie nazywających się „John Wall”!)

Piotr Sitarz: Nie. Zostaję przy Cavaliers, również te same wątpliwości, przewagi, wady obu zespołów – ale o tym, gdy matchup ten faktycznie dojdzie do skutku – za wyjątkiem trzech rzeczy: 1) LeBron James miał tylko 4 kontakty z piłką w post-up, 2) zdobył 31 punktów, 3) Kevin Durant może okazać się lepszym obrońcą na postującego Jamesa od duetu Green – Iguoadala (i było to widać w pierwszej połowie, kiedy LeBron nie zrobił na KD zbyt wiele). I chyba takim małym smaczkiem z tego spotkania, pomimo, że to dobrze znana strategia aby atakować Curry’ego w mismatchu/obronie, powinna być agresja z jaką James domagał się piłki, gdy miał na plecach rozgrywającego Golden State. Jakby brakowało mu właśnie tych posiadań blisko obręczy, jakby każda taka szansa była jedyną i kluczową dla losów meczu, jakby potrzebował dokładnie tych akcji do podtrzymania/rozpoczęcia rytmu (11 punktów z 11 rzutów w pierwszej połowie). A jest to istotne, ponieważ brak posiadań na blokach, z których LeBron prowadzi atak, będzie kłopotem jeśli a) James nie będzie trafiał za trzy punkty, b) Cavaliers nie będą trafiać za trzy punkty, i to kłopotem w każdej Finałowej serii począwszy na Warriors, skończywszy na Clippers (chociaż tu nie za bardzo wiem, kto miałby go powstrzymać). Jedna rzecz jeszcze: Stephen Curry powinien wziąć w styczniu-lutym tydzień-dwa wolnego.

(Pół plusa za nieznaną mi wcześniej impresję na temat pisowni nazwiska jedynego MVP Finałów w składzie Warriors)

Jędrzej Mirowski: Nie. Bo nie co ma mecz Cavaliers vs Warriors do tego, że Clippers zdobędą mistrzostwo. Ale powiedzmy …załóżmy …przyjmijmy…, że Griffin i CP3 nie będą zdrowi na PO …to wówczas w rywalizacji GSW vs CLE …still Cavaliers.

(Pół minusa za zasłanianie swojego typu na tytuł zdrowiem!)

Jacek Rachwał: Nie. Zmienił tylko to, że jeszcze bardziej nie mogę się doczekać ich spotkania w finale. Oby z lepszym zestawem sędziów, bo momentami był dramat.

Maciek Staszewski: Nie. Mój typ to ciągle nie-wiem-jak Cavs. I choć Cleveland jest 4:0 z Warriors odkąd Klay Thompson powiedział LeBronowi że to gra dla mężczyzn, to nawet w tym meczu widoczny potencjał Warriors był przerażający. Spójrz: KD był w miarę regularny cały mecz, a Warriors jak tylko na moment odpalił Klay, od razu zrobili run. Żyli dobrze w tym meczu bez większego udziału Curry’ego, mieli już dużą przewagę, a mecz rozstrzygnął się złymi gwizdkami sędziów. Wszyscy mówią o tym jak to James jest w głowie Duranta, a Kyrie w głowie Curry’ego, ale myślę, że po tym meczu w Cleveland mają więcej powodów do niepokoju, niż przed nim. Może chodzi o to, że miałem wrażenie, że to bardzo dobry mecz Cavs i so-so mecz Warriors, a i tak rozstrzyga się jednym, dwoma gwizdkami.


2. Grzegorz Szybieniecki pyta czy Kyrie Irving to najlepszy zawodnik z jakim grał LeBron James?

Ola: Bez przesady. Irving jest wciąż bardzo młody, ma dużo szczęścia. Myślę, ze jednak był to Wade.

Przemek Napierzyński: Nie. Najlepszym graczem, z którym grał LeBron, jest Dwyane Wade. Zdania swojego nie zmienię, dopóki Kyrie nie udowodni, że może być samodzielnym liderem drużyny.

Olek Żerelik: Nie. Najlepszy był Shaq! Nadal wyżej stawiałbym też DWade’a.

(PLUS za Shaqa! Oczywiście!)

Bartek Bielecki: Zdecydowanie nie. Dwyane Wade w formie z Heat to gracz z wyższej półki, co zresztą pokazują wyniki Heat z Wadem, a bez LeBrona (i nawet te bez Shaqa) w porównaniu z wynikami Cavs z Irvingiem, a bez LeBrona. Kyrie to nie lider. Cavs nawet w obecnym składzie z Kevinem Lovem, kiedy odpoczynek dostaje James, mają gigantyczne problemy z pokonaniem kogokolwiek. Kyrie nie czyni nikogo lepszym. Wade gdy grał z LeBronem był jeszcze w końcówce swojego prime’u i był po prostu lepszym zawodnikiem ,niż Kyrie kiedykolwiek będzie. Irving jest świetnym partnerem dla LeBrona, bo ma dobry rzut i umiejętność skupiania na sobie obrony, to dobry fit dla LBJ, może nawet lepszy niż D-Wade, ale to nie jest lepszy zawodnik.

(Niech to trwa!)

Piotr Sitarz: Jeszcze nie. Ma dopiero 24 lata, nie wiem czy kontry w wykonaniu jego i LeBrona są tak elektryzujące jak w czasach Miami i duetu Wade – James, ale najważniejsze zadanie dopiero przed nim: nauczyć się kontrolować grę zespołu bez kontroli Jamesa. Coraz starszy LeBron, coraz częściej rolujący do obręczy, będzie potrzebował obok siebie bardzo dobrego podającego w pick-and-rollu, kogoś kto przejmie od niego zadanie rozrzucania piłki po skrzydłach i narożnikach, gracza, który pozwoli mu spokojnie robić mniej, ułatwi zdobywanie punktów. Irving cały czas poszukuje balansu pomiędzy podaniem a rzutem w polu trzech sekund i optymizmem napawa to, że z każdym kolejnym sezonem z Jamesem obok – to już ich trzeci – jest coraz bliżej.

Jędrzej Mirowski: Nie. Dwayne Wade był lepszy (to były czasy, gdy rzut za 3 nie odgrywał aż takiego znaczenia i brak shootingu z jego strony nie przeszkadzał). Ale dajmy Irvingowi jeszcze rok lub dwa – ma wysoki sufit.

Jacek Rachwał: Nie. D-Wade w pierwszych latach w Miami był jeszcze Flashem. Nie zapominajmy, że był on wtedy najlepszym blokującym guardem w lidze i z tego co pamiętam nikt nie był nawet blisko. Irving jeszcze musi poprawić obronę. Niewykluczone, że w przyszłości to zrobi, ale na dziś stawiam na Wade’a.

Maciek Staszewski: Nie. Grzegorz musi nie pamiętać Wade’a 10-11 i nawet 11-12. Jak sobie radzi Kyrie bez Jamesa? Podpowiem: bardzo źle. Nie jestem nawet pewien czy jest najlepiej uzupełniającym się z LeBronem graczem z jakim ten grał, bo Bosh w sezonie 12-13, był jakby maszyną skrojoną pod jego potrzeby. Żeby jednak docenić Irvinga, powiem, że jest najlepiej dopasowanym do Jamesa graczem na końcówki wyrównanych spotkań – jest clutch, nie ma wystarczająco dużo mózgu, żeby się stresować i odda wszystkie te rzuty, które James przepuści.

(PLUS. Bo jeśli największym zastrzeżeniem do LeBrona jest to, że nie był CLUTCH, a Kyrie jest > Wade w clutch, to jako najlepszy zawodnik 'dla LeBrona’ Kyrie faktycznie może być nr 1. Choć nie o to do końca chodzi w pytaniu. Ale czekałem na ten argument. Lider nie zawiódł)


3. Marcin Śledziński pyta Anthony Davis czy Karl-Anthony Towns, który z nich będzie lepszym graczem?

Ola: Co za pytanie!! Davis :)

Przemek Napierzyński: Davis. Choć to trochę wróżenie z fusów. Prawda jest taka, że ten z nich będzie lepszy, wokół którego uda się zbudować lepszy zespół.

Olek Żerelik: Davis. Na początku sezonu pewnie bym się wahał, ale teraz widać, że Davis jakby nie miał co chwilę jakichś dziwnych kontuzji, to byłby stabilniejszym i bardziej groźnym graczem. Jedyne co może go powstrzymać to kontuzje.

Bartek Bielecki: Davis. KAT ma trochę większy potencjał ofensywny. AD jest trochę przereklamowanym obrońcą, ale przynajmniej bronią go statystyki. Żaden z nich nie pokazał na razie, że jest w stanie zaprowadzić swój zespól do gry o najwyższe cele. W tej chwili Davis jest lepszym graczem i był już w Playoffs, ale z drugiej strony, mam wrażenie, że powoli zbliża się do granic swoich możliwości i już niewiele więcej od niego zobaczymy (no bo jak dobrze można grać?!). KAT jest dwa lata młodszy i wciąż zaskakuje nowymi rzeczami w swojej grze. Stawiam jednak na gracza Pelicans, bo wydaje mi się, że w swoim prime’ie będzie bardziej kompletnym graczem niż Towns. Gdy dołączy do niego jakiś All-Star, może mu to pomóc w dalszym rozwoju kariery.

Piotr Sitarz: Szczerze, nie wiem. Dzisiaj to takie przekomarzanie się, które nie ma żadnego znaczenia, bo mnóstwo zależy od tego, który z nich pierwszy zagra w bardzo dobrym zespole i otrzyma szansę gry w dwóch-trzech playoffowych rundach. Do tego czasu mogą być Top3 graczami ligi pod względem umiejętności, szorując po dnie tabeli. Takich zawodników oczywiście szanujemy, pamiętamy, ale nie w kwietniu, maju, czerwcu.

Jędrzej Mirowski: Anthony Davis. Bo Karl Anthony Towns nie dożyje swojego 5-ego roku gry, grając w reżimie Coacha TT. Anthony Davis ma też cały zespół zbudowany wokół siebie, a tymczasem KAT będzie dorastał obok Wigginsa, Dunna i LaVine’a, którzy również będą chcieli się rozwijać i zabierać piłkę z jego rąk. KAT będzie miał ciężej.

Jacek Rachwał: Davis. Sorry KAT, uwielbiam Cię, masz zajebistą etykę pracy i podejście do gry, ale Davis też ciężko pracuje, a ma więcej talentu od Ciebie. Póki co na pewno jest lepszy i możesz go nigdy nie dogonić. Sam sobie życzę, żebym się mylił.

Maciek Staszewski: Karl-Anthony Towns. Zdrowie byłoby najprostszym argumentem, ale chcę zakładać, że obaj gracze zdrowi będą. Różnicą jest dla mnie głowa KATa, wydaje mi się być mądrzejszym na boisku graczem. Jest co prawda mniej atletyczny, ale w NBA mają sposoby, żeby to nieco poprawić, a Karl grając jak gra i nie polegając aż tak bardzo na przewadze fizycznej, może już za 2-3 lata zacząć swój bardzo długi, 10 letni prime. Davis za to może mieć jeden-dwa sezony kiedy będzie poziom wyżej niż sufit gracza Minnesoty, ale dla mnie 10 świetnych lat, to lepiej niż jakieś 5 bardzo dobrych i nawet 2 genialne.


AKTUALNA TABELA:

21.5 – MACIEK STASZEWSKI
17.5 – Przemek Napierzyński
15.5 – Bartek Bielecki
15 – Piotr Sitarz
13.5 – Olek Żerelik
12.0 – Krzysiek Ograbek
9.5 – Ola
9 – Michał Tomaszewski
7 – Jędrzej Mirowski
2.5 – Jacek Rachwał

Poprzedni artykułDniówka: Warriors-Raptors. Boogie w Portland. Najważniejsze wydarzenia 2016, cz. 2
Następny artykułWake-Up: Buzzer-beater Butlera. Clutch-blok Chandlera. Wygrana Blazers

9 KOMENTARZE

  1. Choć kibicuje Warriors, to patrząc na to jak wyglądał ich mecz to większe szanse daje Cavs. Odnosząc się do ostatniej Palmy, to czy Faried nie pasowałby do Warriors? Jego brak rzutu by nie przeszkadzał, wzmocnił by tablice. Lubi grać szybko co też byłoby ok. Tylko nie wiem czy kontrakty by się zgadzały.

    Lubię to: 0
    • Jeśli Warriors oddaliby Livingstona i Zaze to tak. Ale oddawanie Livingstona sprawia że brakuje do rotacji w Finałach gracza na pozycjach 1-2. GSW potrzebują jakiejkolwiek obrony obręczy i kogoś kto zbiera – Faried zbiera ostatnio średnio bo utracił swój świetny atletyzm, teraz am tylko „ok” atletyzm. A rim protecton to akurat nie Manimal.

      Lubię to: 8
    • Ale co Faried daje oprócz zbiórek?Nic, nie rzuca, nie broni a na centrze też go nie postawisz bo ma za mało wzrostu.Warriors potrzebują kogoś w stylu Biyombo, Nerlensa Noela co potrafi grać z energią, nadążać w obronie a przy tym nie popełniać kuriozalnych błędów.

      Lubię to: 4
  2. Odp. Woodena na 2 pytanie (która tak spodobała się mackowi) to dokładnie to, co o czym myślałem już od dłuższego czasu. Może James miał już lepszych pomocników, ale ciężko nie odnieść wrażenia, że Drew jest zdecydowanie najlepszym z nich wszystkich jeśli chodzi o samodzielne ciągnięcie zespołu. Zwłaszcza w trudnych momentach. Wade i in. robili naprawdę dobrą robotę, ale zespoły Lebrona miały na ogół dobrą obronę (poprzednie CLE, MIA, CLE teraz) i obrona nigdy nie była dla nich problemem. Super obrona Wade’a czy Bosha to naprawdę nie miała aż takiego znaczenia, bo w obronie ich teamy (i sam Lebron) i tak grali dobrze i mieli też innych dobrych obrońców. To z atakiem był problem, bo z czasem zaczęło być tak, że jak James się zacinał to cały zespół stawał. I nie miał kto tego pociągnąć. I tu pojawił się Drew, który może nie jest najlepszym graczem z jakim Lebron grał, ale jest nie tyle najlepszym, co na dobrą sprawę pierwszy prawdziwym killerem w clutch, który może wygrać zespołowi mecz, gdy Lebron nie da rady. I prawdopodobnie tym, kogo Lebron potrzebował najbardziej.

    Grają ze sobą dopiero 2 lata a już widać jak idealnie Drew do niego pasuje. Żaden inny sidekick Lebrona nie rzucił w ważnym meczu (np. Finałach ;p) 40 pkt, gdy równocześnie Lebron też tyle rzucił. Bywało, że BIG3 rzucało 70, 75+ pkt, ale nie, że we 2 rzucali 80. Ich dwójkowy rekord z MIA to chyba 78, gdy Wade dorzucił 34.

    Żaden inny teammate nie miał średniej powyżej 27 ppg w Finałach (Wade miał najwięcej w pierwszych finałach, gdy sam ciągnąć MIA dobił tylko do 26.5, potem kolejno rounded up ~ 23, 20, 15). Chodzi po prostu o to, że reszta ziomków gra przy Lebronie najwyżej drugie skrzypce, dopiero Drew jako 1 ma jaja by mimo grania z nim być sobą i jak potrafi walnąć 40 czy trójkę na wygranie mistrzostwa to to zrobi.

    Lubię to: 3