Gorący Ekspres: Najlepsze i najgorsze zmiany w nowej umowie CBA

3
fot. newspix.pl
fot. newspix.pl

W mijającym tygodniu stało się to, czego mogliśmy spodziewać się już od kilku miesięcy – komisarz NBA Adam Silver i szefowa Związku Graczy (NBPA) Michele Roberts uzgodnili warunki nowej umowy zbiorowej CBA. Oznacza to, że nie będzie lokautu w 2017 roku.

Treść umowy nie została upubliczniona, ale amerykańscy dziennikarze każdego dnia przynoszą nowe szczegóły. Wydaje się, że te najważniejsze zmiany w CBA poznaliśmy od razu i w czwartek opisał je Adam. Jeśli nie przeczytałeś – zrób to teraz, zanim przejdziesz dalej. Wiem, że treść niektórych zagadnień może nie zawsze jest łatwo przyswajalna i zrozumiała. Nie ma się czego wstydzić. Dlatego dziś Ekspresowicze robią małe „wyjaśniamy, objaśniamy”, a ja spróbuję wypełnić trochę miejsca, między odpowiedziami.


1. Co najbardziej podoba Ci się w nowej umowie CBA?

Jędrzej Mirowski: Dodatkowe miejsca w składach. Bardzo podoba mi się ten pomysł. Jestem mocnym zwolennikiem zwiększenia znaczenia D-League i ten krok tylko w tym pomaga. Wreszcie młodzi, utalentowani gracze nie będą musieli uciekać do Europy, aby zarobić na żonę i szóstkę dzieci, które spłodzili podczas studenckich imprez, tylko trafią pod oko wykwalifikowanej kadry, która zapewni im właściwa ścieżkę rozwoju oraz dobre pieniądze.Hej Wy wszystkie busty draftowe… NBA robi to dla Was!

(Kluby NBA będą mogły mieć w składach nie 15, ale 17 zawodników. Gracze z miejsc 16 i 17 objęci zostaną specjalnymi, „pomostowymi” kontraktami. Mogą spędzić na nich np cały sezon w D-League, ale mogą też grać w NBA)

Jacek Rachwał: Podwyższenie debiutanckich kontraktów. Pensje młodych zawodników wybranych z wysokimi numerami w drafcie mają wzrosnąć. Uważam to po prostu za sprawiedliwe. Jak sobie myślę, że KAT zarabia niecałe 6mln na sezon, a Miles Plumlee za grzanie dupy na ławce 12,5mln, to mnie po prostu skręca. Oczywiście wybrałem ekstremalny przykład, żeby dobitnie pokazać istotę problemu, ale problem na pewno istnieje. Super, że ktoś pomyślał o tych młodych talentach, które ciągną całe drużyny, żeby ich jakoś za to wynagrodzić.

(Wartości debiutanckich umów pójdą w górę o 45%. Ale co ciekawe, będą też podwyżki wyrównawcze dla debiutantów wybranych w Draftach 2014, 2015 i 2016. Będą to podwyżki rzędu 15-25%, ale wartość tych podwyżek nie będzie wliczana do wartości kontraktów w sumie płac klubu)

Michał Tomaszewski: Skrócenie preseason i wcześniejszy początek sezonu. Oglądanie drużyn które grają 3 mecze w ciągu 4 dni jest meczące i dzięki temu będzie coraz mniej takich meczy. Jest to dobre dla fanów NBA oraz dla samych zawodników. Będą oni mieli więcej czasu na odpoczynek. W tym sezonie mam wrażenie, że dużo graczy dostaje dodatkowe wolne i może to zmniejszy tego typu decyzje trenerów.

(Sezon 2017/18 zacznie się najprawdopodobniej już w połowie października)

Przemek Napierzyński: Uzależnienie Rookie-scale od wysokości czapki płac i podwyższenie obecnych kontraktów dla debiutantów o 45%. Ktoś mógłby powiedzieć, że milionowe kontrakty dla nastolatków to przesada, że najpierw powinni pokazać swoją wartość na parkiecie, a dopiero potem powinna ona zostać odzwierciedlona w wypłacie, i nawet się z tym zgadzam. Z drugiej strony, jednak jestem pewien, że nie byłoby takich pieniędzy w NBA, gdyby nie ci młodzi zawodnicy, hajpowani od wczesnych lat, którzy przyciągają miliony widzów i dolarów na hale i przed telewizory. Cieszę się więc, że decydenci ligi postanowili w większym stopniu podzielić się z nimi finansowym tortem. Dobre jest też to, że zostaną podwyższone obecne kontrakty, co zmniejszy dysproporcje między zawodnikami, którzy już są w lidze a tymi, którzy dopiero do niej przyjdą.

Bartek Bielecki: Krótszy Preseason/Dłuższy sezon. To ruch w dobrą stronę, choć jeszcze nie całkowite rozwiązanie problemu. Gdzieś słyszałem/czytałem, że już w przyszłym sezonie znikną mecze „4. mecz w ciągu 5. dni) i zredukowana zostanie ilość meczów back-2-back. Dla fanów to dobra informacja, bo będzie mniej kontuzji, mniej słabszych meczów spowodowanych zmęczeniem, mniej zostawiania swoich gwiazd w domu, dłużej będziemy się cieszyć sezonem, skrócona zostanie przerwa między sezonami i będzie mniejszy kłopot z wyborem, które mecze danego dnia obejrzeć.

Maciek Staszewski: Wzmocnienie znaczenia draftu. Właściwie jest to tylko część większej narracji wokół nowego CBA, które ma premiować dobre i mądre zarządzanie – zaczyna się to na braku amnestii, kończy na nagłówkowym przywiązywaniu graczy kasą do klubów. Ja jednak jestem trochę freakiem draftu i najbardziej w lidze lubię wypatrzeć sobie gracza i obserwować jego rozwój przez lata, śledzić historię rookies itd. Dlatego jestem zachwycony tym, że nowe CBA, drastycznie podnosi wagę draftu. Spójrz: wolna agentura na najwyższym poziomie umrze (o tym napisałem niżej), a pozyskiwanie graczy trade’ami będzie w związku z tym dużo trudniejsze. Dlatego musisz budować przyszłość przez draft. Tylko lepiej wybierz mądrze, bo wybierasz gracza z którym, jeśli będzie dobry, spędzisz ponad 10 lat. Dlatego nie może tylko być dobry, musi mieć też właściwy charakter. Trouble boys to jeszcze większe czerwone flagi, niż wcześniej. Do tego druga runda nagle coś znaczy. Już nie patrzysz na tych graczy przez palce, bo nie masz miejsca i czasu żeby ich rozwijać. Teraz dostajesz 2 dodatkowe miejsca w składzie, specjalnie po to, żeby rozwijać ludzi w laboratoriach D-League i w przeciwieństwie do tego co było wcześniej, nie istnieje zagrożenie, że ktoś ci ich zajebie, jak tylko zaczną się wyróżniać poziom niżej. Sam Hinkie się uśmiecha, Brooklyn Nets płaczą.


2. Co najmniej podoba Ci się w nowej umowie CBA? Co jest największym zagrożeniem?

Jędrzej Mirowski: 36 lat to teraz 38 lat. W tym momencie gracze w wieku 32 lat nie mogą podpisać 5-letniego maxa, ponieważ zgodnie z zapiskami w CBA – nie mogą obchodzić 36-tych urodzin podczas obowiązywania maksymalnej umowy. I ten zapis był super. Naprawdę super. Bo chronił drużyny przed przymusem podpisywania kontraktu z weteranami, którzy w wieku 31-32 lat powoli wychodzą z prime’u i widać było, że za 2-3 lata te kontrakty stałyby się jednymi z najgorszych w lidze. Ktoś powie „Nie chcą dziadków, niech nie podpisują”. Ale wtedy stajesz przed widmem utraty gracza za nic. A na to nie możesz sobie przecież pozwolić. W nowym CBA LeBron James i CP3 zatroszczyli się o swoje dupska i wycisnęli co się dało. CP3 i LeBron  podpiszą w te wakacje 5 i 6-letnie maksymalne umowy ze swoimi drużynami i o ile Cavs jakoś to przeżyją, bo James będzie starzeć się obok Kevina Love i rozwijającego się Irvinga (Plus jest gwarancją gry Finałach Konferencji Wschodniej), tak Clippers utkną za kilka lat z 37-letnim CP3 i 33-letnim BG32. Oczywiście o amnestię kolega Silver nie miał ochoty powalczyć.

(Tę zmianę łatwo można przypisać Jamesowi i CP3. Wychodzi też na przeciw temu, że rozrzedzenie terminarza i współczesne, lepsze sposoby wspomagania się, dbania o swój organizm, mogą w przyszłości zachować graczy w lepszej formie fizycznej na dłużej. Oczywiście nie wszyscy będą przez 15 lat wyglądać cały czas tak samo, jak np Jamal Crawford… Na końcu decyzja należeć będzie do GM’ów. Zapis „Over-36”, wprowadzony w 2011 roku, po prostu ograniczał ryzyko tego, że popełnią błąd. Teraz znów mogą to zrobić)

Jacek Rachwał: Pozostawienie zasady one-and-done. Przyznam się szczerze, nie oglądam NCAA, bo NBA jest dla mnie wystarczająco zajmująca, a w marcu zamiast śledzić uniwerki, to robię sobie zawsze krótką przerwę, żeby być wygłodniałym na playoffy. Mając świadomość ilu gwiazdorów z NCAA wyleciało z NBA po paru latach, po prostu jakoś nie jestem w stanie się tym zajarać, bo wiem że to nie jest koszykówka na najwyższym możliwym poziomie. Chciałbym więc, żeby w NBA było więcej Kobich i Garnettów, którzy przychodzą totalnie surowi do ligi i można od początku obserwować ich rozwój. Wiem, że są głosy, że to dzieci, że niedojrzali psychicznie i fizycznie, ale to indywidualny wybór każdego z koszykarzy. Zagrożeniem, mimo pozostawienia powyższej zasady, jest to, że niektórzy zawodnicy zamiast iść na rok na uniwerek pójdą od razu do D-League. Mi to akurat nie robi, bo NCAA nie oglądam, ale skoro już mają opcję pójścia do D-League, to dlaczego zabraniać im od razu iść do NBA?

Michał Tomaszewski: Brak zmiany zasady „One-and-done”. Dużo graczy już po pierwszym roku w NCAA zaczyna karierę w NBA i coraz więcej razy widzimy, że zawodnik jest za młody, nieprzygotowany jeszcze do grania na wyższym poziomie. Gdyby młodzi gracze musieli grać przynajmniej dwa lata w NCAA, przychodziliby do NBA lepsi, mocniejsi fizycznie ale też same rozgrywki NCAA byłyby bardziej atrakcyjne.

Przemek Napierzyński: Zmiana Over-36 na Over-38 Rule. Czuć tu, że w zarządzie stowarzyszenia graczy zasiadają coraz bardziej wiekowe gwiazdy, które tą zmianą chciały sobie zagwarantować gwiazdorskie kontrakty na stare lata. Jednak wiele drużyn może się wpakować przez to w spore tarapaty, oferując bardzo wysokie umowy zawodnikom, których w trakcie ich trwania nagle dopadnie starość.

Bartek Bielecki: Wczesne i wieloletnie przedłużenia kontraktów. Lubię przetasowania w składach w NBA. To całe „Designated Player Extension” i sześcioletnie umowy pozbawią nas części zabawy i szaleństw wolnej agentury.

(Tu – jeśli nie przeczytałeś analizy Adama, musisz to zrobić, by zrozumieć o co chodzi. Możesz też sprawdzić Palmę, gdzie omówiliśmy ten temat razem ze zNYKiem)

Maciek Staszewski: To dość oczywiste, wolna agentura na najwyższym poziomie właśnie oficjalnie umarła. Już teraz rzadkie były przypadki, kiedy gracz zostawiał hajs i dodatkowy rok na stole, żeby zmienić drużynę. Teraz ich już pewnie nie będzie, lub będą naprawdę szokujące. Latem Stephen Curry, żeby zmienić klub musiałby zrezygnować z – haha – 72 mln$. Dlatego nie bój się – topowi wolni agenci latem już nie będą zmieniać drużyn. Może liga uelastyczni procedurę sign&trade, żeby to choć trochę skompensować, ale poważnie w to wątpię. To oznacza koniec super drużyn i spowoduje, że kluby będą musiał na rynku wolnych agentów polować na pozorne przepłacanie niedocenianych graczy, tak jak latem zrobiło to Detroit z Jonem Leuerem. To znowu element promujący dobry skauting i zarządzanie, ale strasznie odziera nas z emocji związanych z free agency. Duża szkoda. Na pocieszenie dostaniemy za rok mini-ciasteczko w postaci wolnej agentury Kevina Duranta, który podpisał ostatniego lata debilny kontrakt i tym samym potwornie skomplikował życie managementowi Golden State Warriors. Pewnie i tak zostanie, ale to będą i tak największe emocje związane z wolnym agentem w nadchodzących 7 latach.


3. Jakiej zmiany najbardziej zabrakło w nowej umowie CBA?

Jędrzej Mirowski: Amnestii. To była świetna rzecz. Coś co wiele drużyn (chociażby Nets z kontraktem Joe Johnsona), mogłoby uratować od kilkuletnich zapaści, a niejednemu przepłaconemu graczowi wznowić karierę. Zły kontrakt – zdarza się. Shit happens. Ale dlaczego musi to równocześnie oznaczać wiązanie się drużyny z zawodnikiem na dłuuuugie lata? Weźmy chociażby takiego JoJo Noah, który przez kolejne 3 lata zarobi jeszcze 54 mln dolarów, mimo iż nie jest wart nawet połowy tego. Czy nie lepiej byłoby dla Knicks spuścić jego kontrakt, uwolnić sobie salary na dokoptowanie trzeciego gwiazdora do Kristapsa i Melo, a Noah pozwolić grać gdzieś, gdzie będzie lepiej wykorzystywany i będzie mógł czerpać jeszcze radość z gry? Wiadomo, że sprawa pociągnęłaby po kieszeni Jamesa Dolana, ale przecież musiałby on na takie coś wydać wcześniej zgodę. Więc nikomu nie stałaby się krzywda. Prawo do jednej amnestii powinno znajdować się w każdym kolejnym wydaniu CBA. Szkoda, że tak się niestety nie stanie/stało.

Jacek Rachwał: Zabrakło jakiejś bardziej restrykcyjnej zmiany, aby zapobiec tworzeniu super-drużyn. Wiem, że „Designated Player Extensions” mają temu zapobiec, ale wciąż nie ma pewności, że nawet jak Warriors już będą po primie, to ktoś znowu nie stworzy drużyny z 4-ma graczami All-NBA. Powinna być jakaś zasada w stylu, że jak masz już 3 graczy All-NBA, to nie możesz zaoferować maxa 4 graczowi, czy coś takiego. Sam oczywiście nie mam pomysłu, jakby to najlepiej rozwiązać, bo się na tym po prostu nie znam. Jednak, te mądre głowy, które wymyślały to nowe CBA, mogłyby się bardziej postarać i dorzucić jakąś blokadę tworzenia takich składów jak w GSW. Uważam, że coś takiego jak po prostu szkodliwe dla ligi i sam na własnej skórze odczuwam mniejsze zainteresowanie NBA, skoro jestem prawie pewien jakie drużyny zagrają w kolejnym finale.

Michał Tomaszewski: Brak amnestii. Wydaje mi się, że amnestia zwiększyłaby jeszcze bardziej atrakcyjność offseason lub samych wymian. Zawodnicy nic na tym nie tracą bo i tak otrzymaliby gwarantowane pieniądze, a drużyny mogłyby wyczyścić salary z niewygodnego kontraktu.

Przemek Napierzyński: Zmiany dotyczącej stażu w NCAA przed przystąpieniem do draftu. W moim odczuciu obecny system, który nakazuje minimalnie roczny pobyt na kampusie, jest kompromisem, który działa na niekorzyść każdej ze stron. Zawodnicy bowiem idą na rok do koledżu i dla wielu z nich jest to po prostu „odbębnienie” obowiązkowego stażu. Z kolei akademickie drużyny, chcąc zachować konkurencyjność, muszą wiązać się z zawodnikami, których po roku i tak najprawdopodobniej stracą – o żadnym długofalowym projekcie nie może więc być mowy. NBA powinna więc postawić sprawę jasno i albo w ogóle wyeliminować obowiązek gry na uczelni i zadziałać na korzyść młodych koszykarzy, albo wydłużyć go do 2 lat i wesprzeć w ten sposób programy akademickie. Oba rozwiązania mają swoje plusy i minusy, ale wydają się dla mnie lepsze, niż to co jest teraz.

Bartek Bielecki: Zmiany minimalnego wieku. Wydaje mi się, że najbardziej traci na tym NCAA. Ten przepis o jednym roku po skończeniu liceum nie jest najlepszy. Dla najbardziej utalentowanych graczy to po prostu obowiązek do „odbębnienia”. One-and-done jest trochę nienaturalnym rozwiązaniem. Albo podniósłbym poprzeczkę chociaż o rok, albo obniżył (mniej chętnie).

Maciek Staszewski: Lepszego zabezpieczenia praw graczy na minimalnych i niegwarantowanych kontraktach. Wiem, że niby podniesiono te kontrakty o 45% i powiązano je z salary-cap, ale podziały w lidze tylko wzrosną. Będzie duża grupa „żebraków” walczących o angaż w klubach, grających obok turbo-milionerów. To będą gracze na niegwarantowanych umowach i byle kontuzja będzie groziła im zwolnieniem. Niesmaczne sytuacje, jak te z Lancem Stephensonem w tym roku, dalej będą na porządku dziennym. Podejrzewam, że w gorzej zarządzanych klubach, te dwa dodatkowe miejsca w składzie będą wykorzystywane właśnie na takie „odpady”. Pod tym względem boję się, że NBA trochę przybliży się do NFL, jeśli chodzi o przemiał graczy na obrzeżach składów.

Poprzedni artykułOgromna frustracja w 76ers „Hinkie’ego”: Noel chce grać, Embiid nie chce być czwórką
Następny artykułWake-Up: 22 asysty i triple-double Westbrooka. 41 punktów Townsa w 10. z rzędu wygranej Rockets

3 KOMENTARZE