Flesz: Nieudany „trade-off” Portland. The Greek God i fascynujący Bucks

14
fot. AP Photo
fot. AP Photo

Pamiętasz, gdy przed dwoma tygodniami pisałem o liczbie stricte-ofensywnych i stricte-defensywnych graczy, których w swoim składzie ma Billy Donovan? I o tym jak fascynujące jest oglądanie tego w jaki sposób trener Oklahomy City Thunder żongluje ustawieniami, tak aby na parkiecie mieć 2-3 graczy ataku i 2-3 graczy obrony?

W sezonie regularnym, kiedy bardzo często brakuje czasu, żeby taktycznie przygotować się na mecz z rywalem, ten balans jest kluczem do wygrywania meczów koszykówki „on-the-fly”.

Ale na tle ponad 20 przeciętnych i średnich drużyn, które grają jak na razie w tym sezonie NBA, niewielu trenerów ma w swoich składach tylu defensywnych graczy ilu ma Donovan. Wiele zespołów musi więc decydować się na swego rodzaju „trade-off” – „trade-off”, czyli zdecydować się na coś, kosztem czegoś.

W tym wypadku chodzi o poświęcenie obrony, na rzecz ataku. Tak żeby możliwie jak najbardziej płynął.

Kiedy już jesteś zmuszony dokonywać takiej zamiany, w tym dzisiejszym świecie rzutów za trzy, optymalizacją takiego „trade-offu” jest posiadanie na parkiecie pięciu graczy, którzy grożą rzutem. Dziś o czterech zespołach, które są niekompletne, nie najlepiej zbilansowane, przez co bardzo nierówne i w efekcie co najwyżej dobre, a w większość dni po prostu przeciętne, często słabe i czasem też sfrustrowane wynikami.


Mam statystykę, która powinna Cię co najmniej zaskoczyć.

Team nr 1 w tabeli poniżej ma dopiero 29. obronę w NBA. Team nr 2 ma 3. obronę NBA.

Team nr 1 i team nr 2 są zde-cy-do-wa-ny-mi liderami NBA w liczbie rzutów oddanych przez rywali, gdy obrońca znajduje się w odległości nie większej niż 60 cm.

20161216def

Popatrz na drugą kolumnę od prawej – na skuteczność, gdy zespół broni rzuty obrońcą znajdującym się 0-60 cm od rzucającego. Porównaj Utah (42%) i Thunder (43%) z Portland (46%) i Lakers (49%).

Team nr 1 to sfrustrowani swoją defensywną niemocą (13-15) Portland Trail Blazers, którzy w czwartek przez 48 minut byli tłem dla Denver Nuggets i przegrywali już 56-74 do przerwy w porażce 120:132.

Ten rozczarowujący sezon Trail Blazers wlecze się dalej, mimo tego, że Damian Lillard (27.7 PKT) i C.J. McCollum (22.4 PKT) są najskuteczniejszym duetem guardów w NBA.

To co w pewien sposób łączy 29. obronę Blazers (ciasno kontestujący sporo rzutów Lakers, z tabeli powyżej, są nr 30) z 26. obroną Nuggets, to ogromne kłopoty ze zdrowiem dwójki ich najlepszych obwodowych obrońców – i być może najlepszych obrońców w ogóle – Al Farouqa Aminu (Portland jest 6-5, gdy gra – wczoraj nie grał) i Gary’ego Harrisa, który wrócił ostatniej nocy po ponad miesiącu przerwy i był znakomity (18 punktów z 11 rzutów, 3/4 za 3).

„Trade-off” dokonywany przez Portland zawodzi dlatego, że Trail Blazers zdobywają zaledwie 100,6 punktów na 100 posiadań w średnio 25,2 minut, gdy na parkiecie jest Evan Turner. To poziom efektywności ofensywnej 27. w NBA Orlando Magic. Dlatego Turner jest złym fitem/dopasowaniem do Portland.

W tabeli powyżej chciałem pokazać braki, które mają Trail Blazers, jeśli chodzi o defensywny atletyzm – o czym pisałem ponad dwa tygodnie temu porównując ich problemy z Minnesotą (którzy mają troszkę więcej tego zasięgu ramion i defensywnego ooomph). I Trail Blazers – jak praktycznie każdej drużynie NBA – zdarza się zaspać przy ścięciu za plecami, czy nie dokończyć rotacji. W rzeczy samej dla tych oczu akurat w tym są okej zespołem, tylko że brak im np pterodaktylego zasięgu Giannisa, broniącego w tym sezonie tylko czwórki (stąd nagle tyle bloków Janka). W tym całym wyłożeniu wielkich pieniędzy latem, w którym Turner (na pewno), Allen Crabbe (prawdopodobnie), Meyers Leonard (raczej też) – ale Moe Harkless już nie! – zostali przepłaceni, GM Neil Olshey zrobił jedną dobrą rzecz, nie przedłużając umowy z centrem Masonem Plumlee’m, który nie broni obręczy i nie grozi rzutem. Jest jednym z najlepiej podających i lepiej kozłujących centrów w lidze – Portland z nim zdobywa blisko 116 punktów na 100 posiadań (nr 1 w NBA), przez co Plumlee broni się nawet, gdy Kenneth Faried ostatniej nocy zostawia mu praktycznie tyle miejsca, co Tyson Chandler niedawno Joakimowi Noah – ale Portland to niezupełnie zespół dla niego. To nie jest zresztą nowość. Sprowadzenie rim-protektora było bardzo wysoko na liście potrzeb i życzeń Portland w off-season, ale zamiast Hassana Whiteside’a, musieli zadowolić się kontuzjowanym wciąż Festusem Ezeli.

Teraz… McCollum bije swoje career-highs w punktach, zbiórkach, trafia career-high 48% rzutów z gry i 47% za trzy, ale od momentu, gdy wiosną 2015 roku jego progres zaczął postępować bardzo szybko, od razu pojawiły się dyskusje o tym czy faktycznie opieranie zespołu o dwóch niewysokich guardów Lillarda i McColluma, to dobry pomysł na zbudowanie teamu na +55 zwycięstw. Kwestionują to chociażby Zach Lowe, czy Bill Simmons. Ten pierwszy nie jest pewien, drugi jest przekonany, że pomysł jest zły. Ja powiem tak – możesz zdealować McColluma za trzech dobrych graczy zadaniowych i po niedługim czasie pojawią się pytania, czy Lillard przypadkiem nie potrzebuje pomocy w ataku… Możesz zrobić „trade-off” ataku McColluma, za co najmniej jednego obrońcę pozyskanego w tej paczce i prawdopodobnie „za-kap-ujesz” się jako team typu obecna Oklahoma, gdzie 52-54 zwycięstwa będą maxem.

To co Portland powinno zrobić, to zostawić te 50 punktów Lillarda i McColluma, ale otoczyć ich defensywne niedociągnięcia jak największą ilością graczy komplementarnych, którzy są co najmniej dobrymi obrońcami (to b.ważne). Spróbować więc przesunąć kilka tych podpisanych latem kontraktów za nadwyżkę w obronie i szukać, czyhać! na kogoś kto zacznie dla nich robić różnicę w obronie. Nie musi to na końcu być wcale trzech, może to być dwóch obrońców i Moe Harkless. Bez Aminu w składzie – który jest tylko dobrym obrońcą, nic ponadto – Blazers mają może tylko pół obrońcy w Edzie Davisie. Mogą sobie dalej grać w koszykówkę i zdobywać punkty. It’s fun… Do czasu. Ten czas już nadszedł.


„Trade-off” w 26. obronie Denver jest bardzo podobny, tylko że (10-16) Denver Nuggets nie mają po prostu ofensywnych graczy tej klasy co Lillard, czy nawet McCollum. Jest dużo frustracji w drużynie, która niedawno oddała 116 punktów na Brooklynie i 112 punktów Mavericks (czy nawet to 120 punktów w czwartek Portland), a Mike Malone żongluje i szuka rotacji.

Ciężko złapać „feel” zespołu, w którym Danilo Gallinari rozczarowuje jako lider (16.7 PKT), a Emmanuel Mudiay niebezpiecznie zaczyna wyglądać jak mały bust (36% FG, 3.7 AST, 3.0 STR). Projekt Jokić/Nurkić już miesiąc temu doprowadził tego pierwszego do frustracji i został porzucony, gdy Nikola znalazł się nagle w roli 3-4 opcji i poprosił Malone’a o grę z ławki. Teraz, po czterech znakomitych meczach w roli zmiennika, wrócił do piątki i w 5 ostatnich meczach lideruje wszystkim graczom NBA w Player Efficiency Rating.

Ale ten cudowny w oglądaniu, wszechstronny i genialnie podający Jokić nie jest dobrym obrońcą. Próbuje, buduje know-how, ale już na starcie kariery w wieku 21 lat brakuje mu trochę foot-speedu i zasięgu przy obręczy. Mudiay i Harris mogą być za to dobrym defensywnie duetem przed nim, ale to wciąż może być za mało. Nuggets, tak jak Blazers, potrzebują wymiany – mając sporo subtelnych log-jamów i jeden wielki na pozycji nr 5.


(12-12) Milwaukee Bucks przetrwali w czwartej kwarcie próbę powrotu (13-12) Chicago Bulls z aż 27 punktów straty i wygrali te małe regionalne derby 108:97.

W pierwszej połowie znów wydarzyło się to co zdarza się Milwaukee w tym sezonie, a co nie zdarzało się w poprzednim. To długi fragment gry, w którym Bucks pokazują jak wyglądać mogą Next Level Bucks, czyli team na +50 zwycięstw w Konferencji Wschodniej. To fragment, gdy ich dwaj najlepsi gracze Giannis Antetokounmpo i Jabari Ali Parker zaczynają trafiać trójki – pierwszy po koźle, drugi catch-and-shoot.

Parker zdobywa w tym sezonie aż 19,4 punktów na mecz, trafiając po cichu 35% rzutów za trzy (25-26% w dwóch pierwszych sezonach). Jabari trafił tylko 13 rzutów z dystansu w pierwszych dwóch sezonach gry i już 29 w 24 meczach, które zagrał w tym sezonie. Czwartkowe 3/5 za trzy i 28 punktów było już jego piątym meczem w sezonie 2016/17, w którym trafił minimum trzy trójki. To jest kolejny krok Parkera i kolejny krok Bucks.

Na początku grudnia The Greek God przyznał, że otrzymał zaproszenie od Holgera Geschwindera na treningi rzutowe pod okiem tego legendarnego trenera Dirka Nowitzkiego. 22-letni Janek kończy rok 2016 jako jedna z jego 10 największych historii NBA – playmaker w ataku, który jest obrońcą obręczy w obronie. Kończy ten rok jako ktoś kto gra praktycznie na pozycji point-center, bo Jason Kidd już w zeszłym sezonie zdecydował, że to startujący jako PF Parker krył będzie trójki, a SF Giannis czwórki.

W czwartek Antetokounmpo trafił 2 z 4 trójek – razem z Parkerem rzucili ich pięć do przerwy i to był szybko blowout. Giannis trafił już 10 trójek w grudniu, po tym jak trafił tylko 7 w październiku i listopadzie. Ostatnie osiem meczów to Giannis coraz częściej rzucający za trzy i jeżeli w ciągu 2-3 kolejnych lat jego rzut stanie się co najmniej okej, Bucks mogą mieć zawodnika na poziomie MVP. (Tu w tym momencie można generalnie szaleć, ale próbuję być spokojny. Giannis is something-to-watch teraz. Back-2-back mecze na 30 punktów i 13 celnych rzutów z gry, wcześniej 28-13-7).

OK, ale gdzie jest „trade-off”? Zarówno w przypadku Bucks, jak i Bulls polega on na tym, że pięć największych nazwisk w tych drużynach – Jabari, Giannis, Butler, Wade, Rondo – to nie są strzelcy za trzy. To np Rondo ostatniej nocy i nieprawdopodobna rzecz, która wydarzyła się pod koszem, gdy rzucał za trzy z prawego rogu!

fot. NBA League Pass
fot. NBA League Pass

Czyli mamy utalentowanych graczy na obwodzie. Tylko, że strzelcami za trzy w lidze, która nigdy nie trafiała tylu rzutów za trzy, oni nie są. Ci gracze. To sprawia, że Bucks są nierówni, a Bulls – jak to ostatnio dobrze nazwał to ESPN Chicago – „consistently inconsistent” (Bulls to osobny temat, którym niebawem się zajmę).

Zostańmy w Bucks. Trochę o trenerze Jasonie Kiddzie, który pomaga, ale też nieco przeszkadza tej drużynie koszykówki.

Pisałem szybko na początku sezonu o tym jak Kidd pomaga Giannisowi być rozgrywającym, oddelegowując go do roli zawodnika, który w 7-8 sekundzie naciska „push” i uruchamia atak, w którym często wcale nie jest rozgrywającym.

Jest to spora różnica między Bucks z tego sezonu, a Bucks z drugiej połowy zeszłego sezonu, gdy posiadania Milwaukee w ataku pozycyjnym ginęły na tym jak kryty na radar Giannis próbował rozegrać pick-and-roll – obrońcy przechodzili pod zasłoną i zamrażali w ten sposób Bucks, bo Giannis nie trafiał z półdystansu, albo oddawał komuś piłkę „hot potato”, niczym AI i Heezy w swoich najgorszych posiadaniach.

Krzyczałem wtedy w marcu/kwietniu do ekranu „Bucks nie mogą grać 213 centymetrowym Giannisem tylko jako kozłującym! Muszą jak Cavaliers z LeBronem, używać go jako rolującego!”. Potem jeszcze w czerwcu sugerowałem Bucks pozyskanie kogoś kto będzie gwardią przyboczną dla Giannisa – fałszywym PG a’la Patrick Beverley, który trafia trójki, broni i czasem rozegra jakiś pick-and-roll właśnie z Jankiem jako rolującym, popującym. Tak, aby używać atletyzmu Janka także bliżej kosza i nie robić tego tylko wtedy, gdy dostaje się tam sam długimi susami w półkontrataku, ale także podając mu piłkę bliżej obręczy. Dokładnie tak jak Kidd zaczął robić od startu tego sezonu, gdy Giannis zaczyna posiadania jako rozgrywający, ale kończy je czasem w post-up.

I dokładnie TAK JAK TU w tym pick-and-roll, alley-oopie!

fot. NBA League Pass
fot. NBA League Pass

O to chodzi!

To jest jednak wciąż za mało. Janek kończył w zeszłym sezonie zaledwie 2,5% posiadań jako roller/popujący w pick-and-rollu (0.83 PPP), a w tym to tylko 3,9% (1.47 PPP).

Dopóki Jabari i Giannis nie rozwiną się rzutowo, Bucks nadal będą wystawiać w piątce trzech graczy nierzucających w ogóle lub nierzucających dobrze za trzy. Nie pomaga temu też fakt, że czwarty starter Tony Snell trafia 28,7% – a nie np 38,7%. Taki sam problem Bucks mieli już w zeszłym sezonie, nawet gdy dostępny był Khris Middleton. Wtedy mieli kłopot z rzutem za trzy z pozycji nr 1, bo Jerryd Bayless miał kłopoty z kontuzjami (i już zakończył swój sezon w Philly).

Żeby pomóc swojej drużynie, Kidd realizował więc wciąż koncept nad-agresywnej pomocy, który realizuje od pierwszego dnia w Milwaukee. Popatrz gdzie jest Jason Terry i kogo zostawia (Dougie McBucketts, nie Rondo):

fot. AP Photo
fot. AP Photo

Kidd robi to po to, żeby Bucks (nr 11 w stealach) wciąż jak najrzadziej byli w ataku pozycyjnym, a jak najczęściej w kontrataku, gdzie Giannis i Jabari to najgroźniejsze combo NBA na wschód od Oakland (Bucks jako zespół są nr 5 w kontratakach i punktach po stratach).

Ale taki sposób obrony ma też swój minus, który zawsze, gdy widzę Milwaukee przypomina mi te drużyny Miami Heat Erika Spoelstry, które z kolei używały pułapek (wysokiego podwajania kozłującego w obronie pick-and-roll), jak nikt inny nigdy. Bucks też próbują nakierowywać kozłujących do rogów boiska i odcinać im środek. Czasem też jak Miami bawią się w „Obronę Latających Sztyletów” (tęsknię…) i stosują pułapki, choć częściej nie. Po prostu robią wysoki show.

Minus polega na tym, że taki sposób obrony zwiększa ilość sytuacji, w których rywal gra praktycznie 4 na 3 w ataku. Tak jak wyżej na screenie.

Rywale Bucks zaliczają 23,7 asyst w meczu (5m. w NBA) i oddają aż 30,0 trójek (3m. w NBA). Jeśli kilka im wejdzie, znajdują groove w ataku i czują się dobrze, zyskują pewność siebie. Minus przede wszystkim polega na tym, że Bucks bronią w ten sposób czasem te najgorsze ofensywy ligi, które kryte w mniej agresywny sposób, NIE MIAŁYBY SZANS czuć się dobrze!

Wróćmy się tam gdzie zaczęliśmy – Bucks kontestują ciasno (do 60 cm) zaledwie 16% rzutów rywali (29m. w NBA), bo często nie ma ich przy rzucie. Rotują wściekle i nie nadążają. Ale rywale trafiają jak na razie przeciwko nim tylko 32% tych wielu trójek, które oddają. Gdy Bucks kontestują je blisko – trafiają 7%! (nr 1 NBA). Gdy są w promieniu 60-120 cm, tylko 25% (nr 3 w NBA).

To jest właśnie przejaw tego defensywnego atletyzmu, którego wielu teamom brakuje. Ale to też cienka linia, po której stąpa Milwaukee. I także swego rodzaju „trade-off”.

Giannis, Jabari i Bucks to ekscytujący team do oglądania – spokojnie jeden z 3-5 najciekawszych, które w tym momencie możesz oglądać w League-Passie. To Minnesota miała być tym zespołem. Jest nim Milwaukee.

Dziękuję za przeczytanie.

(dziś bez Palmy)

Poprzedni artykułWake-Up: RIP Craig Sager
Następny artykułDniówka: Co jeszcze w CBA? Jak Designated Player pomoże zatrzymywać gwiazdy, Kevin Love Rule i wyższe maxy

14 KOMENTARZE

  1. Swietna analiza Maćka problemów PTB. Portland musi szukać defensorów na pozycje od 3 do 5. Opchnąć duże kontrakty Turnera, Crabba za przyzwoitych obrońców. Brooklyn ma hajs na przytulenie któregoś z nich oddając w zamian RHJ na ten przykład. Warto też zapytać Denver o dostępność Nurkicia.
    Splash Brothers rozpoczęli marsz na szczyt po dodaniu defensywy Igoudali i Boguta. Panie Oshley czas na Pański ruch. Pomóż Pan RainBrothers!

    Lubię to: 7
  2. tak się zastanawiam czy, to że Blazers pozwalają rywalom, tak jak np. dzisiaj Nuggets, oddawać tyle niekontestowanych rzutów, jest wynikiem braku dobrych obrońców, czy tez może schematów defensywnych, które z jakiś powodów nie działają. Czy dodając jakiegoś specjalistę od obrony, ten mankament zostanie usunięty, a druzyna zacznie nagle lepiej przesuwać, przkazywac sobie graczy?

    Lubię to: 2
  3. Jabari w swoim rookie-sezonie grał fantastycznie i nigdy nie miałem wątpliwości co do tego że wróci do tej dyspozycji. Tylko czekać na Middeltona i można szturmować Play-Off. Fear the Deer !

    Lubię to: 0