Sitarz: Chicago Bulls – więcej niż tercet

1
fot. AP Photo
fot. AP Photo

W wygranym meczu z Miami Heat Robin Lopez miał drugi USAGE w swoim zespole – tylko za Dwyanem Wadem – na poziomie 24%. 31 października na Brooklynie, to Nikola Mirotić oddał najwięcej rzutów spośród zawodników Chicago Bulls, a w pierwszej połowie Doug McDermott miał tyle samo prób co Jimmy Butler. Po 10 meczach, Bulls (6-4) wyglądają na zespół, który nie miewa problemów z zaufaniem. Zaufaniem innych graczy do Big-3 i przede wszystkim z ufnością Big-3 (chociaż tak naprawdę to Big-2, może Big-1.5) do zawodników drugiego planu. Taj Gibson rozgrywa najlepszy sezon od 2013 roku, Doug McDermott czuje się częścią zespołu, gdy wybiega po piłkę po zasłonie D-Wade’a, Robin Lopez gra akcje hand-off, z każdym ball-handlerem w zespole. Fred Hoiberg osiągnął pierwszy cel – nie pomylił się przy rozdzielaniu ról poszczególnym graczom.

Jest sporo mankamentów w grze Chicago Bulls. Zaczynając od obrony, do której zwykle ostatni wraca Dwyane Wade, na ataku – Rajon Rondo ma problem z wykreowaniem czegokolwiek – kończąc. Nie są to jednak rzeczy, o których Fred Hoiberg nie wiedział latem. Bulls radzą sobie w pick-and-rollach zostawiając Robina Lopeza raz głębiej raz nieco wyżej – normą jest to standardowe dla centra ustawienie “in-the-zone”/Ice, zmianami krycia Taja Gibsona na wielu ball-screens, czasami też na wielu zasłonach dla zmieniających pozycję graczy, których kryje Dwyane Wade, a także wyższą obroną dużych zawodników przeciwko stretch-czwórkom i niższą w klasycznych pick-and-rollach np. 1/5. Rajon Rondo miewa już nie momenty, ale długie serie, gdy daje się minąć na raz, Doug McDermott nie radzi sobie z wystarczająco dużą liczbą graczy w lidze, mimo to Hoiberg nie chowa go w obronie, bo nie ma na kim, a Jimmy Butler trzyma swój poziom w defensywie tworząc z Tajem Gibsonem parę, która nie zawsze, ale naprawia błędy innych. Bulls potrafią przetrwać w mismatchach, mądre zespoły oczywiście wykorzystują je, ale 14 obrona w NBA (oddają 103.4 punktów na 100 posiadań) nie może zrobić nic więcej. Bulls zdołali już zwołać zebranie zespołu w sprawie obrony, a świat wokół ligi zauważył, że w Chicago brakuje defensywnej filozofii, solidnego konceptu.

Z jednej strony zadziwiające jest to w jaki sposób Bulls utrzymują się w meczach grając aż 18 minut duetem McDermott – Mirotić, i na dodatek są o 9 punktów lepsi od rywali w 100 posiadaniach. Fred Hoiberg najczęściej miesza ich z dwójką-trójką starterów, ale jeden i drugi mają swoje wady w obronie 1 na 1 oraz w team-defense. Ten drugi potrafi ustać na nogach w izolacjach, wydaje się, że jest lepszy niż w dwóch poprzednich sezonach, ale wciąż lepiej unikać mismatchy szybkich guardów na mierzącym 208 cm wzrostu Mirotiću. Ten pierwszy, cóż, jest słabym obrońcą w wieku 24 lat:

Z drugiej jest dużo prawdy w tym, że Bulls nie bronią schematycznie. Nie widać po obronie Chicago, że realizują szeroko nakreślony plan Freda Hoiberga – np. zmiany krycia na bokach parkietu, utrzymanie za wszelką cenę swojego gracza, bo przecież nie grają równie wszechstronną piątką zawodników o podobnym wzroście i wadze. Trójka Rondo-Wade-Butler owszem ma warunki aby na zmianę inicjować posiadania ofensywne, ale w obronie to tercet, w skład którego wchodzi dwóch słabych, nieregularnych obrońców. Switche zwykle ratują Bulls przed stratą bardzo łatwych punktów – za łatwych – ale nie są cykliczne, nie występują na tych samych graczach, w tych samych akcjach pick-and-roll. Pojawiają się wtedy kiedy nie powinno ich być:

I z mismatchy, których można uniknąć, biorą się takie rzeczy jak ta wyżej (chociaż faul, to nie strata punktów, ale przy tym poziomie zaangażowania oznacza osłabienie zespołu – np. szybkie dwa faule w pierwszej kwarcie – gdy drugim point-guardem jest Isaiah Canaan) lub punkty Paula Millsapa na grającym na pozycji numer cztery Jimmym Butlerze – to, co Butler robi guardom w low-post, stretch-4 robią Butlerowi (pojawił się już lineup z Tajem Gibsonem na pozycji numer 5 i Butlerem na czwórce: był +2 w nieco ponad 2 minuty w środowym meczu z Atlantą). Bulls mają całkiem dobrą obronę w transition na 9. miejsce w lidze – oddają rywalom 1.04 PPP. Zbiórki w ataku, które przynoszą im punkty – Taj Gibson jest elektryzujący w tym aspekcie gry (tylko Valanciunas, Kanter i Jordan zbierają więcej kontestowanych piłek; piąty jest Joel Embiid) – niekoniecznie przekładają się na złe powroty do obrony, ponieważ pada po nich sporo punktów drugiej szansy – prawie 16 na mecz, 5. miejsce w NBA. I akurat tutaj Fred Hoiberg zaplanował to wszystko lepiej niż dobrze. Na szczycie zwykle ustawia się przynajmniej jeden niższy zawodnik, Robin Lopez nie należy do szybkich graczy, ale jest pracowity i biega od tablicy do tablicy, podobnie Cristiano Felicio, ale kluczem wydaje się walka o piłkę co najmniej jednego gracza – częściej dwóch podkoszowych będących w swoich klasycznych rolach. Jednak o ile same powroty do obrony, na własną połowę, są więcej niż solidne, to łapanie odpowiednich graczy wręcz przeciwnie:

(Na początku zwróć uwagę na dwóch (Rondo-Wade) wracających na swoją połowę zawodników Bulls)

Po drugiej stronie parkietu Bulls nie mają aż takich kłopotów jakie przewidywało się przed sezonem. Ofensywa w Top10 ligi, dobre tempo w zespole Dwyane’a Wade’a (98 posiadań na mecz), dominacja na ofensywnej desce, przyzwoita liczba strat oraz aż 180 oddanych do tej pory spot-up rzutów zespołu teoretycznie bez strzelców – najwięcej w lidze. Bez dwóch zdań przyczyną tak dobrego, a może nie tak złego jak wydawało się startu sezonu jest to, że żaden gracz nie dominuje zespołu. Ani Wade, ani Butler, ani Rondo nie mają pretensji gdy jeden z nich za długo holuje piłkę. Można nawet odnieść wrażenie, że Rajona Rondo, mimo roli głównego ball-handera, jest na parkiecie najmniej – jego USAGE to potwierdza, wciąż spędza z piłką najwięcej czasu, ale nie może być inaczej, bo jest to w zasadzie jedyny sposób aby otrzymaćod niego efektywne minuty. Gdy Rondo dostaje się w miejsca na parkiecie, z których współcześni rozgrywający oddają rzuty, atak Bulls zatrzymuje się. To kłopot – tak samo jak Rondo w którymkolwiek rogu bez piłki – bo dobrze reagująca obrona odcina pozostałych graczy od podania i pozwala point-guardowi na „airballowanie floatera”. Są dobre rzeczy w jego grze, jak pick-and-rolle z Butlerem lub Wadem, po których od czasu do czasu mija przechodzących pod zasłoną graczy lub podaje do mającego mismatch Butlera. Są również złe, jak gra 4 na 5, gdy jest off-guardem i jego obrońca schodzi praktycznie ze słabej strony na mocną. Statystycznie dwójka Wade-Butler gra efektywniej bez niego na parkiecie, ale pytanie czy lepiej dopasować do nich mistrza NBA czy All-Stara z D-League (i czy Fred Hoiberg czeka na Michaela Cartera-Williamsa)?

Ten zespół gra najlepiej, kiedy gracze drugiego planu zdobywają punkty i wychodzą przed szereg. Intrygującej pary McDermott-Mirotić nie połączyła jeszcze gra w pick-and-rollu – i raczej nie połączy w tym sezonie. Nie mają też wspólnych zagrań. Często ograniczeni do roli spot-up shooterów, wymiennych pozycji, przesuwających się tam gdzie chce Dwyane Wade graczy, są najbardziej plusowym duetem Bulls, spośród tych, które zdążyły rozegrać minimum 100 minut. Razem dają zespołowi ponad 20 punktów w każdym meczu, opcję na hot-hands oraz spacing potrzebny pozostałej trójce na parkiecie – Taj Gibson w post-up, penetracje i gra 1 na 1 Wade’a i Butlera. Grają z różnymi ludźmi. Obok Wade’a i Lopeza. Obok Gibsona i Butlera. Obok Rondo i Portisa (Portis ustawia się jako skrzydłowy, czeka na piłkę za linią trzech punktów, jest w low-post, walczy o zbiórki, to odważa para pod względem obrony, nieco fałszywe ustawienie 5-0). Wymiennie robią mniej więcej te same rzeczy: McDermott biega po skrzydle, Mirotić stawia zasłony na szczycie. Ten drugi jest Chrisem Boshem dla Dwyane’a Wade’a, ten pierwszy zawsze dobrą i inteligentną opcją po curlu na skrzydle. To komfort posiadać dwóch graczy obok siebie, którzy oddają rzuty za trzy w pierwszych sekundach posiadania. Zwłaszcza jeśli to posiadanie bierze się z obrony:

(Fred Hoiberg chciał tego już w poprzednim sezonie)

To Mirotić dostaje się częściej pod obręcz, i to on wyrasta na szóstego gracze tego zespołu. Wydaje się lepszy na nogach, szybszy, bardziej płynny od wielu matchupów na pozycji numer cztery. Ma swój pump-fake, stara się dostać na linię, ale kończy tylko 36% rzutów punktami i ledwo ponad połowę rzutów pod obręczą. Fred Hoiberg nie ogranicza jego gry do akcji pick-and-pop, stacjonowania na szczycie, oddania inicjatywy gdy ma piłkę w rękach i widoki przede wszystkim na izolację. Nie ma warunków aby grać jeden na jeden obok Wade’a i Butlera na parkiecie, ale też nie jest graczem, który nie może tego robić. Duzi biali wysocy z Europy przebijają się przez zasieki atletyzmu grając face-up z obrońcą (zwróć uwagę na drive’y Kristapsa Porzingisa), a europejskie wyszkolenie Mirotica – zespołową mądrość – widać w extra-podaniach, które owszem czasami kończą się stratą, czasami są gorszym wyborem niż rzut (w przypadku gracza, który dostaje się na linie rzadziej niż w poprzednim sezonie i sezonie przed nim; Mirotić mógłby szukać fauli), a czasami przynoszą highlighty.

Malutka rzecz, ale to kolejne ręce w zespole mogące kreować innych graczy. Fakt, że w specyficznych akcjach, raczej nigdy w pick-and-rollu (aczkolwiek picki 4/5, 4/3, rewersowe, w których ball-handlerem jest wyższy gracz występują w lidze) częściej z high-post, właśnie po penetracjach, w hand-offach czy szybkich dwójkowych akcjach z np. Dougiem McDermottem, w których jeden z nich ścina do obręczy.

To dopiero 10 spotkań, Bulls mogą być zarówno gorszym w ataku, jak i lepszym w obronie zespołem. W pierwszych meczach znaleźli balans pomiędzy grą 1 na 1, a tym teoretycznie najefektywniejszym spot-up shootingiem, wykorzystując pomoc obrońców na Jimmym Butlerze, który póki co podaje więcej w akcjach drive-and-kick niż w ubiegłym sezonie. I to dobry znak dla zespołu mającego w swoim składzie grupę co najmniej dobrych zadaniowców, All-Stara oraz Hall-of-Famera, którzy chyba w dalszym ciągu czują się ignorowani.

Chesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułKajzerek: Koszykarski hackathon
Następny artykułDwunasty Gracz: Rewanż za Super Bowl XLIX (zapowiedź Week 10)

1 KOMENTARZ