Flesz: Młode Wilczki z Minnesoty zaczęły sezon 1-5

22
fot. NBA League Pass
fot. NBA League Pass

(1-5) Minnesota Timberwolves mieli być słoneczkiem i wszystkie dzieci nasze są, ale dziś już widać, że wyjdą na tym jak Majka Jeżowska na blantach. Raz jeszcze rację mieli ci, którzy drugie lato z rzędu ostrzegali przed nadmiernym hype’m na byłego nr 1 draftu i jego kolegów. Sam zresztą słysząc głosy z tej loży w ostatniej chwili zredukowałem swój typ o jakieś dziesięć zwycięstw. Stało się to po tym jak uzmysłowiłem sobie, że może warto było zostawić to co może przeszkadzało na boisku, ale pomagało poza nim?

Możesz nazwać to KG Karmą hashtag #kgkarma.

Timberwolves przegrali 5 z 6 meczów na starcie sezonu i we wtorkowej wyjazdowej i niespodziewanej (i co jeszcze) porażce 110:119 z grającymi bez Jeremy’ego Lina (3-4) Brooklyn Nets (Timbos byli +5-pktowym faworytem), pojawiły się pierwsze akty desperacji i trenerskie błędy trenera Toma Thibodeau.

Czwartą kwartę tego zaciętego meczu – w którym Timbos pozwolili Nets aż na 57 punktów w pierwszych 20 minut – zaczął on z duetem swoich starterów Dieng/Towns, a gdy w crunchtime Brook Lopez zaczął mordować na bloku z minimum 10-12 kg młodszego KAT’a, Thibs zamiast zmatchupować się lepiej Colem Aldrichem, jął podwajać Potwora z Bagien. To z takiego podwojenia Bojan Bogdanović na 35 sek. przed końcem zamknął mecz trójką ze szczytu.

Co było szokujące dla mnie – Thibs praktycznie nigdy nie podwajał. Nie musiał tego robić w Chicago, mając Luola Denga/Jimmy’ego Butlera/Joakima Noah/Taja Gibsona.

Ale w Minnesocie, piękne kwiaty… Przebiśniegi desperacji.

fot. NBA League Pass
fot. NBA League Pass

Adam pisał wczoraj o Dr Jekyll i Hyde postawie Timbos w tym sezonie. Tutaj będzie to trochę Chasing Minnesota (wciąż nie mogę zdecydować się, które imię dla córki lepsze – Minnesota czy Tirana), bo po obejrzeniu 15 z 28 spotkań Minny po All-Star Game, Thibs w preseason uciekł (mi) gdzieś ze swoim składem do Topeki i Wichity, a na starcie sezonu regularnego nie miałem wielu okazji (i jeszcze ochoty) trafić na Minny.

Pierwsza rzecz, która rzuciła mi się w oczy, to nic niespodziewanego, ale widać ją wyraźnie i raz zachwyca, raz kłuje – Timberwolves to dzieci. Flat-out dzieci. Ciekawe ilu z nas tu jest młodszych, niż średnia wieku ich trzech najlepszych graczy. To w tym momencie bez Ricky’ego Rubio najmłodsza drużyna w NBA. Nie cytuj tylko średnich wieku całego składu, ani nawet rozkładu minut. Chodzi o wiek liderów i korony zespołu. Bez Rubio najlepsi gracze w kolejności:

20 lat – Karl-Anthony Towns
21 lat – Andrew Wiggins
21 lat – Zach LaVine
22 lata – Kris Dunn
26 lat – Gorgui Dieng

To w tym momencie pierwsza piątka Minnesoty, ze słabo grającym od preseason Dunnem, który ostatniej nocy został zbenchowany na rzecz weterana, 20-letniego Tyusa Jonesa… Hashtag przebiśniegi.

Dlatego nie ma jeszcze co skakać po koszykarskiej Minny… Jeśli już, to zastanawiać się czy przypadkiem Thibodeau i GM Scott Layden nie powinni byli spacyfikować tego młodego „Karol Antoni, wpadaj na Fifę do mnie do pokoju. Weź Grzesia!’ zespołu, trupą zbierających do koszyczka jajka z rynien weteranów. Dwa – czy i kiedy przehandlowany zostanie Rubio. Albo trzy – czy dwa przypadkiem nie wyklucza się z 'jeden’, odkąd Ricky to w gruncie rzeczy 30-latek, skoro debiutował w hiszpańskiej ACB mając lat 14 (…).

Kłopotem młodych graczy są problemy z regularnością i z antycypacją. Zwykłe doświadczenie – znalezienie się w podobnych sytuacjach nie razy kilka, ale kilkadziesiąt razy – pozwala wyciszyć atakujące elementy zewnętrzne jak sfrustrowany fan Donalda Trumpa/Hillary Clinton (o nich niżej) ziejący z trybun „Nie będziesz nigdy Embiidem, KAT!”, albo zagadkowe ustawienia na boisku, które widzisz przed sobą w pierwszej czy w czwartej kwarcie meczu. To robi doświadczenie. I robi to prawdopodobnie na każdej płaszczyźnie życia. Tylko mając doświadczenie np pisania dla Ciebie, mogę nawiązywać do radzieckiego protoplasty konsoli, itd.

Wydaje mi się, że nie mam nic więcej, póki co. Następnym razem przyjrzymy się bliżej duetom podkoszowym, bo to jeszcze w zeszłym sezonie – tej dobrej części – była kwestia intrygująca. Tu zderzają się dwie rzeczy, na które odpowiedzi przyznam wciąż nie mam (dlatego są intrygujące). Czy Towns nie powinien grać więcej jako 4? Ale z drugiej strony, czy Nemanja Bjelica nie powinien grać w pierwszej piątce jako stretch-4?

Na plus w Brooklynie ta wspomniana antycypacja Wigginsa – career-high 36 punktów – że czas wziąć sprawy w swoje ręce.

Jeśli jesteś zły, bądź zły.

Powiem Ci kto nie jest zły – Sam Mitchell.


Oglądałem dziś rano już drugi w tym sezonie mecz (0-8) New Orleans Pelicans i (4-5) Sacramento Kings (94:102), i może przez fakt, że był to już drugi mecz nie mogłem do końca skupić się na nim. Także dlatego, że po jednym wpisaniu „Trump Clinton” w google i po zobaczeniu wyników po zliczeniu 72% głosów, dałem się znowu w to wciągnąć. A wcześniej bardzo uważnie już półtora roku temu – gdy Donald Trump był dopiero trzecim-czwartym kandydatem Republikanów i jednocześnie już zajmował praktycznie cały coverage amerykańskich, liberalnych mediów – zacząłem śledzić kampanię w USA. Po zliczeniu 75% głosów Trump prowadził z Clinton.

fot. AP Photo
fot. AP Photo

Teraz, gdy to piszę nie wiem jakim wynikiem skończą się wybory w Stanach i rozumiem tych, którzy piszą „dajcie spokój z tym żeby o tym myśleć” (i tych, którzy myślą teraz 'Wolałbym poczytać o 0-8 Pelicans’), ale jako poczwara socjologów i ból głowy sondażystów partii, którym chyba jestem – nie lubię ingerencji Kościoła w życie publiczne, lubię za to bardziej jakąkolwiek wspólnotę duchową, szydzę z przesadnej tolerancji, jestem mocno za LGBT – czuję, że jestem po środku i mam jedną myśl.

Ile razy jeszcze partia demokratyczna pod osłoną pompujących morale i sympatyzujących mediów nie doceni rywala z prawej strony i wystawi na przeciw niego nudnego do bólu kandydata – łagodnego niedźwiedzia z uniesioną brodą lub dwiema jak w Polsce, czy technokratkę/business-woman jak w Ameryce?

Kto jak nie sztab partii demokratycznej ma czuć puls przemian, za którymi naprawdę nie trzeba jechać do Worka Bieszczadzkiego czy do Fort Barrow w Alasce, ale da się je odczuć nawet po jednym czy dwóch kliknięciach myszką, gdy poczyta się komentarze w sieci?

Ile razy jeszcze partia demokratyczna pozwoli się zdominować przez coverage kandydata drugiej strony w czasach, gdy 'nieważne jak o nas mówią, ważne że mówią’ nigdy nie było tak zasadne, a życie dotarło do końca internetu, razem z całym jego trolowaniem, memami i ofensywnymi żartami?

Trump jest Internetem, dlatego nawet jeśli nie wygra, to już pokazał, że pobudka, halo.

Czy to naprawdę takie trudne? Myślisz, że np ktoś taki jak Barack Obama mógłby przegrać wybory z Trumpem? Myślisz, że np ktoś taki jak Donald Tusk mógłby przegrać pojedynek z Andrzejem Dudą?

Nie oceniaj tego tylko proszę przez pryzmat moich sympatii, bo nigdy nie głosowałem na partię demokratyczną. Głównie z powodu postawy tej partii, poczucia wyższości, niedoceniania przeciwnika.

Bo tak poza tym nie czuję, aby to co się dzieje miało bezpośredni wpływ na moje życie i nigdy na to nie pozwolę. Życie jest tu, o tu gdzie siedzę i wokół mnie. Ale ta indolencja przy doborze kandydata, to raz jeszcze buta i coś co sprawia, że na koniec nie wiem naprawdę czy lepiej nie byłoby wrócić do systemu Królów, koni, księżniczek i zamków.

Dziękuję i przepraszam za przeczytanie.

Poprzedni artykułWake-Up: Pierwsza porażka Cavs. Game-winner Marca Gasola
Następny artykułMiędzy Rondem a Palmą (432): America, Fuck Yeah!

22 KOMENTARZE

  1. Wiem że w tym wpisie skupiasz się na Wolves, ale tak od niechcenia odpaliłem dziś ten mecz i jestem pod wrażeniem Nets. Świetny trener, niezła ławka, dużo młodego talentu (a jeszcze nie widziałem minuty LeVerta, który ma być stealem) i Lopez robiący kolejny krok. A przede wszystkim intensywność, której jest tak z 5 razy więcej niż rok temu. Dodając do tego jednych z lepszych komentatorów w lidze, to może być taka mała leaguepassowa perełka w styczniowe poranki. Nawet jak wygrają 15 meczów.

    Lubię to: 9
  2. Tak, Trump wygrałby z Obamą, tak Duda wygrałby z Tuskiem. Mniej skompromitowany wygrywa z tym, który już porządził i skompromitował się na tyle, że dał się we znaki wystarczająco. Charyzma przewagą ? Nie w tym przypadku.

    Lubię to: 18
    • nie masz racji. Obama zmobilizował kolorowych amerykanów i wygrał dzięki nim. W tych wyborach ten elektorat został w domu. Poza tym nie jest on tak znienawidzony jak Hillary.

      Tak samo Tusk. Komorowski i jego sztab zrobili podręcznikową akcję, jak poprzez beznadziejna kampanię przepierdolić olbrzymią przewagę. Tuskowi można wiele zarzucić, ale jest on zwierzęciem politycznym, które żyje w ogniu kampanii wyborczej, na spotkaniach, wiecach i debatach. On nie dawał się sprowokować jak Komorowski do głupich tekstów typu „weź kredyt”

      Lubię to: 20
      • Krótką masz pamięć. Tusk przegrał przecież walkę o fotel prezydencki z Lechem Kaczyńskim. Co do Obamy – fakt, wcześniej żerował na instynktach rasowych, gdzie umówmy się afroamerykańska część USA jest bardziej rasistowska niż biała. Teraz każdy się na nim poznał, że to po prostu socjalista i słaby prezydent. Kolor skóry nawet by mu nie pomógł.

        Wybory na pewno wygrałaby czarna homoseksualistka.

        Lubię to: 11
          • Opierasz zdanie na sondażach reżimowych telewizji, które przed wyborami jeszcze 2 miesiące temu dawały Hiliarii 70 % ? Poczytaj dziś internety, jakie są nastroje w US, jak wszyscy stracili zaufanie do mediów i sondażowni.

            Lubię to: 5
        • nie mam krótkiej pamięci.
          Lech Kaczyński w momencie wyboru na prezydenta grał w Ekstraklasie. Wypromował się jako minister sprawiedliwości dzięki czemu wygrał prezydenturę w Warszawie. Miał za sobą bogatą przeszłość jeśli chodzi o działanie w „podziemiu” i był w centrum polityki od 1989 r.

          A kim był Andrzej Duda przed wyborami ??

          Lubię to: 18
          • Duda to pionek. Proste. Kim był Obama przed wyborami ? Kenijczykiem. Murzynem ;) Kimś, kto przeciągnął kolorowych wyborców na stronę demokratów. Tak samo Duda wygrał, bo Komorowski się kompromitował, tak, że wstyd przed Ryśkiem.

            Lubię to: 1
          • Po pierwsze primo – nieładnie pisać o Panu Prezydencie per pionek :)
            Po drugie primo – sam sobie przeczysz twierdzisz, że Duda wygrał dzięki błędom Komorowskiego, a jednocześnie nie dajesz szans Tuskowi

            Po trzecie- to, że dla Ciebie Obama przed wyborami był nonejmem świadczy jedynie o ignorancji w dziedzinie polityki amerykańskiej. Nie będę opisywał jakie funkcje pełnił bo to możesz sobie sprawdzić, ale już podczas prawyborów 2004 (a właściwie nawet przed) mówiło się wśród demokratów, że to.Obama powinien być ich twarzą, ale ze.względu na wiek i kolor skóry w 2004. była to zbyt kontrowersyjna kandydatura.
            o potencjale politycznym porownanych przez Ciebie prezydentów z litości nie wspomnę.

            Lubię to: 10
  3. Maciek, ze wszystkim zgadzam sie w calej rozciaglosci, co piszesz tutaj o polityce itd., ale „o tak poza tym nie czuję, aby to co się dzieje miało bezpośredni wpływ na moje życie i nigdy na to nie pozwolę. Życie jest tu, o tu gdzie siedzę i wokół mnie.”

    Chcesz czy nie, ale polityka ma bezposredni wplyw na Twoje i moje zycie. Na to, czy kupisz rano kajzerke czy chleb pelnoziarnisty. Czy przeprowadzisz sie na Mokotow, czy do Nowej Zelandii. I takie tam.

    Niemniej jednak, chcialbym, zeby bylo tak jak mowisz.

    Pozdr!

    Lubię to: 6