Sitarz: Pierwsze kłopoty Evana Turnera

2
fot. Isaiah J. Downing/USA TODAY Sports
fot. USA TODAY Sports

Aklimatyzacja nie przebiega łatwo. Evan Turner w 147 minut gry jest -50, trafił 40% rzutów, stracił piłkę w co piątym prowadzonym przez siebie posiadaniu. Portland Trail Blazers przegrali 3 z 6 meczów, ich pierwszą piątkę oraz drugie, trzecie, czwarte lineupy bez Damiana Lillarda dzieli nieprawdopodobny dystans w kwestii porządku, skuteczności, decyzji, prezentacji gry, stylu. System pozostał. Blazers realizują ścięcia, podania hand-off, wymienność pozycji, motion-offense. Zaczęli jednak powoli – zdobywają zaledwie 103 punkty na 100 posiadań i na tym etapie sezonu więcej punktów generują nawet Milwaukee Bucks.

Od meczu z LA Clippers, po którym Turner mówił, że dostaje się tam gdzie chce się dostać (do swoich “spotów”) i oddaje rzuty jakie lubi oddawać, do piątkowego meczu z Dallas Mavericks (1 celny rzut z 8) trafił 15 z 24 rzutów grając w swoją grę – po niskich zasłonach na półdystansie, i w low-post. Stacjonował też w obu rogach bez piłki, co pokazuje jak daleko Portland Trail Blazers odeszli od gry na bloku. Turner to zawodnik, który w poprzednim sezonie w Bostonie grając w systemie Brada Stevensa, systemie zdecydowanie mniej ruchliwym, ale za to szerszym, który nie ryzykuje błędami w ustawieniu ogromną częstotliwością ruchu bez piłki, zaliczył na bloku 105 posiadań – więcej od każdego gracza Blazers z sezonie 2015/16 – będąc przy tym efektywny na poziomie najlepszych postujących guardów w lidze, ale też wysokich z pozycji 4/5. W meczu w Phoenix zawodnicy Suns przynajmniej w jednym posiadaniu podwoili Turnera na bloku, w pozostałych zdarzało się, że obrona z pomocy otaczała go gdy minął zasłonę i wymuszała stratę piłki, zatrzymanie kozła, piwotowanie na stopie w poszukiwaniu niekrytego partnera, pod presją dwóch obrońców. Turner nie jest graczem, który spokojnie wychodzi z takich sytuacji udanym podaniem. Nie wygląda na kogoś kto przewiduje zachowania obrony i potrafi wyprzedzić je decyzją. Nie jest zawodnikiem, którym warto poszerzać pole gry, kimś kogo opłaca się mieć na szczycie w razie szybkiego powrotu do obrony (Blazers są 10 najlepszym zespołem NBA w transition defense), wzrost i zasięg ramion nie premiują go do gry jako niski-power-forward mogący w ustawieniu 4-1 lub pełnym 5-0 z Meyersem Leonardem ustawionym na skrzydle, pełnić zadania wysokiego gracza – krótkie ścięcia, zasłony, walka o zbiórki, gra na bloku.

Evan Turner zarobi za ten sezon ponad 16 milionów dolarów. Po 6 meczach dwie rezerwowe trójki w skład których wchodzą: Turner, Allen Crabbe i wymiennie Damian Lillard lub CJ McCollum mają wskaźnik NetRating na zatrważająco niskim poziomie. Tercet Lillard-Crabbe-Turner -11.3, McCollum-Crabbe-Turner, w którym nie wiadomo kto pełni obowiązki rozgrywającego, a kto jest dwójką -10.5. Oba ustawienia grają przeciwko starterom, ale to drugie zwykle spędza czas na przełomie pierwszych i drugich kwart próbując na zmiennikach rywali zrobić szybki run, nie stracić łatwych punktów, prowadzenia, przyzwyczaić Evana Turnera do gry na pozycji numer trzy w dość niskich lineupach. W poprzednim sezonie Turner prawie jedną trzecią wszystkich minut spędził grając jako two-guard, będąc przy okazji wzrostowo faktycznie graczem z pozycji numer 2 w nie aż tak smallballowym zespole obok Jae Crowdera i dwóch wysokich ludzi, z których jeden był białym stretch-skrzydłowym.

Wielu większych od zawodników z Portland graczy biega w dzisiejszych czasach po parkiecie. Tylko Sixers zbierają mniej piłek w ataku i tylko Jazz (!) oraz Pelicans zdobywają mniej punktów drugiej szansy. Tylko Lakers, Magic i Nuggets oddają więcej punktów we własnym pomalowanym od Blazers i tylko Blazers notują tak dużo screen-assists w każdym meczu, grając przecież smallballem z Aminu lub Harklessem na pozycji numer cztery. Z pewnych rzeczy zespoły rezygnują, pewne zastępują efektywnością w innych elementach, pewnych nie potrzebują lub potrafią radzić sobie bez nich. Liderowanie w screen-assist to zasługa MVP formy Damiana Lillarda, dół tabeli w zbiórkach i punktach z ponowień jest wypadkową gry jednym wysokim, który i tak ma kłopoty z walką na tablicach, a dziura w paint wynika z braku bardzo dobrych obrońców w zasadzie na każdej pozycji. Blazers ratują się jak mogą. Zaskakująco efektywne powroty do obrony – 23. obrony w lidze – wynikają m.in z ustawienia dwóch-trzech ludzi na górze gdy na boku formuje się dwójkowa akcja:

fot. ILP
fot. ILP

Można odnieść wrażenie, że w Portland mają problemy ze spacingiem, ale to rezultat najpierw jednego ścięcia, a później ruchu pozostałych zawodników. Znakiem rozpoznawczym drugich i kolejnych lineupów Blazers – oprócz tych z Lillardem; jest częścią 13 z 15 najlepszych piątek Blazers w tym sezonie – jest gra w bocznym pick-and-rollu po ścięciu wzdłuż linii rzutów wolnych i ustawieniu graczy – strzelców – na słabej stronie. Na (1), (2) i (4) screenie mamy mniej więcej ten sam schemat w ustawieniu na początku posiadania (oraz podobny czas na zegarze 24 sekund). Mamy przestrzenie, w które wbiegają gracze, mamy – gdy piłka znajduje się w rękach gracza na łokciu – opcje podania z high-post (tak skończyło się posiadanie nr (3)). Pojawiły się jednak problemy w na pierwszy rzut oka prostych – efektywnych w poprzednim sezonie – akcjach (Blazers są 8 najefektywniejszym zespołem NBA w pick-and-rollu). Trail Blazers potrafią utknąć w posiadaniu, które kończy gracz uczący się podejmować decyzje z piłką albo gracz, któremu wypada oddać kilka posiadań w meczu, ponieważ zarabia więcej od Kawhia Leonarda:

To wciąż ofensywa w produkcji. Dodanie jednego zawodnika istotnego z punktu widzenia roli w drugiej fazie rozgrywek, zarobków oraz poprzedniego dobrego sezonu, nieco ją rozregulowało. Jakakolwiek wina nie leży tylko po jednej stronie. Blazers dostosowują się do gry Turnera – choćby oddając mu piłkę, gdy na parkiecie jest Lillard – a Turner do gry całego zespołu. Z jednej strony Turner wygląda na speszonego presją obrońcy przy próbie odbioru piłki w akcji hand-offy, z drugiej trafił 12 z 21 rzutów jako ball-handler. Jest za wolny, brakuje mu eksplozji w pierwszym kroku i dalej, slow-motion szybsze jednak od slow-motion Kyle’a Andersona pozwala przejść obronie pod zasłoną, zmienić krycie w ostatnim momencie, podwoić go, ale jest też urok w jego ruchach gdy spokojnie wychodzi do góry i trafia z lekko ponad 4 metrów. To jego gra. Oparcie obrońcy na plecach, szukanie faulu nagłym wyjściem w górę z krótkiego półdystansu po zasłonie wysokiego gracza, z którym w Portland Turner jeszcze nie znalazł wspólnego języka. Terry Stotts od początku preseason próbuje parować nowego gracza z Edem Davisem, ale póki co pomiędzy nimi nie dzieje się nic ponad to czego można było się spodziewać. Czyli błędów w pierwszych kilku, kilkunastu spotkaniach.

Davis ma problemy ze złapaniem piłki, wyczuciem “rolla” do obręczy gdy Turner mija swojego gracza, a Turner z podaniem w tempo (gra głównie na zasłonach od centrów). 15 strat w 6 meczach, kilka przeoczonych “okienek” na podanie do rolującego wysokiego, kilka pominiętych wolnych pozycji innych graczy np. na skrzydle, 21 penetracji i niemal tyle samo strat (7) co oddanych rzutów (8). Blazers wiedzieli o selekcji rzutowej Turnera, o słabym epizodzie w Indianie, o 26% za trzy podczas dwóch lat spędzonych w Bostonie, ale też o tym, że jest lepszym scorerem niż podającym.

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułCoraz trudniejsza sytuacja Pelicans, tracą kontuzjowanego Stephensona
Następny artykułDwunasty Gracz: Bitwa o AFC West w Oakland (zapowiedź Week 9)

2 KOMENTARZE

  1. Nie wiem, zupelnie nie czuje Evana w dzisiejszej NBA. Nie czuje tez Macka milosci do niego.

    Dla mnie wszystko powyzej 9-10 baniek za sezon to przeplacanie. Moze jego kontrakt przyda sie przy jakims wiekszym dealu, ale obawiam sie, ze malo kto bedzie chcial ryzykowac i zapychac sobie nim salary

    Lubię to: 1