Dwunasty Gracz: Swojskie sędzia ch… w Londynie (Podsumowanie Week 8)

3
fot. Paweł Kapuściński

Maciej Kwiatkowski

NFL is trochę back. Niedziela Week 8 była chyba dotychczas najlepszą w tym sezonie, nie tylko jeśli chodzi o ilość crunchtime’ów, ale przede wszystkim poziom spotkań. Na ten można było narzekać przez ostatni miesiąc. Niedziela to trochę zrekompensowała.

Karol Górkiewicz

To była naprawdę dobra niedziela. Zaczęliśmy od kolejnego remisu – tym razem w Londynie – ale jednocześnie dość atrakcyjnego ofensywnie remisu, co już było poprawą w porównaniu do poprzedniej niedzieli. Od 18-tej mieliśmy ofensywny popis Twojego-nowego-MVP-Rogerze-G, powrót do żywych kiciusiów Carolińskich, koncert Dereka Carra + rekord penalties TYCH Raiders, którzy są super-fun to watch.

Maciek

A już w poniedziałek mieliśmy niespodziewany trade – Patriots oddali weak-side linebackera Jamie’ego Collinsa do 0-8 Cleveland Browns, w zamian za zastrzeżony pick w III rundzie.

Collins to zeszłoroczny second All-Pro, a obrona Pats jest tylko przeciętna, więc ten deal budzi kontrowersje. Collins nie miał jednak dobrego sezonu i po jego zakończeniu miał stać się wolnym agentem. Od razu pojawiły się doniesienia, że chciał od Pats „pieniędzy Vona Millera”, czyli 18-19 mln dolarów za rok gry. Za dużo dla Patriots – oferowali mu 11 – i zdecydowali się go odciąć, by nie grał dalej z dolarami w oczach.

Dziś trade-deadline i zobaczymy czy Browns wykonają jeszcze jeden ruch. Minnesota, Arizona i Seattle błagają o pomoc w ofensywnej linii, a Joe Thomas wydaje się być do wyjęcia za drugorundowy pick.

Wróćmy do Week 8. Dziś dwukrotnie w naszej kolumnie pojawia się Paweł, który był na meczu w Londynie i ma pewne spostrzeżenie dotyczące Aarona Rodgersa.

Jeszcze tylko podsumowanie naszych betów i ruszamy. Obaj byliśmy do przodu! 3-2:

Karol 3-5-2
Dobrze: Saints +2,5, Raiders, Cowboys -4.5
Źle: Chargers +4, Vikings -4.5

Maciek 7-2-1
Dobrze: KCCHiefs -3, Broncos -4, Bears +4.5
Źle: Buffalo +6.5, Bucs +1

Po trzech tygodniach:

Karol 5-8-2

Maciek 10-4-1


 Paweł Kapuściński

Pocztówka z Londynu

4 godziny na Wembley podczas meczu Bengals z Redskins to najlepszy sport jaki przeżyłem na żywo – porównując z Ligą Mistrzów, meczami NBA, meczami w kosza na poziomie ligi/reprezentacji/turniejów szkolnych, UFC, hokejem i meczem Śląska z Legią w piłkę.

Publika, która potrafiła dostosować się do sytuacji – cały mecz za teoretycznym gospodarzem czyli Bengals, aż do momentu, gdzie ważyły się losy spotkania i Redskins potrzebowali kilku dobrych zagrań by doprowadzić do dogrywki. Gdy do niej doszło, publiczność znów próbowała zagłuszyć huddle Kirka Cousinsa i wesprzeć Bengals. Niesamowite emocje przy spudłowanym FG. Kibice Redskins dookoła właściwie celebrowali zwycięstwo. Kilka wielkich, niesamowitych zagrań, niezależnie od tego, dla której strony, tłum potrafił nagrodzić odpowiednim dźwiękiem. Stadion wypełniony po brzegi – 84 tysiące ludzi, rekord NFL w Londynie.

Przeważał brytyjski akcent, ale sporo Amerykanów, Niemców, a gdzieś z mojego sektora poleciało też swojskie 'sędzia chuj’, gdy któryś z secondaries Skins kolejny raz położył swoje ręce na twarzy A.J’a Greena.

Nie wiem czy jest obrona, która zachowuje się głupiej niż ta Bengals, tyle niepotrzebnej, niebezpiecznej agresji wylewa się z dredów 3 głównych postaci tej (Jones, Burfict, Kirkpatrick) formacji, że zaczynam wierzyć w teorie o tym, że ten zaczes jest w stanie przejąć kontrolę nad mózgiem.


Karol

(4-3-1) Washington Redskins – (3-4-1) Cincinnati Bengals 27-27 OT (Londyn)

Aaaaagh znowu remis. Ale jaki remis! To się nawet całkiem sympatycznie oglądało, ale amerykanie pokazali raz jeszcze, że nawet grając na wyspach brytyjskich nie potrafią kopać piłki. Dustin Hopkins, kicker Redskins miał możliwość wygrać ten mecz na 2,13 min. do końca dogrywki i nie trafił króliczka z 34 yardów.

Ale przejdźmy do pozytywów – Kirk Cousins był NAPRAWDĘ dobry w tym tygodniu i regularnie obsługiwał swoich receiverów podaniami na 458 yardów, 2 TD i jedno INT, które w praktyce było puntem przy 3rd & long. Zaczął ten mecz od świetnego drive’u, który trwał ponad 7 minut i Redskins zakończyli go touchdownem na ziemi rookie RB Roba Kelleya.

Sam Kelley prezentował się całkiem nieźle, łapał yardy po kontakcie i dobrze utrzymywał się na nogach – w sumie w 21 carries uzbierał 87 yardów. Ale Redskins nie byliby sobą, gdyby przy okazji od razu czegoś nie spieprzyli i pozwolili na return kickoffa aż na swój 36 yard, co doprowadziło do TD Gio Bernarda.

Mecz był dość wyrównany, z jednej strony agresywna i dość zrównoważona gra ataku Redskins, z drugiej dość zachowawczy i często niedokładny Andy Dalton, z okazyjnymi bombami do A.J’a Greena (9 rec./121 yds) – który wygląda czasami jak najlepszy WR w lidze. Gość jest niesamowity i tylko można się zastanawiać co byłby w stanie robić z lepszym QB i w lepszej drużynie. Jego matchup z Joshem Normanem był ozdobą meczu – serio, Norman czasem wyprzedza ofensywne calle i jakby wiedział lepiej gdzie zaatakować receiverów, czy nawet running backów przy ich carries. Bengals próbowali uwalniać Greena od Normana – mimo tego, że Green często wygrywał te pojedynki – dlatego ten często operował z pozycji slot-receivera (receiver ustawiony między tight endem, czyli po silnej stronie O-lane – a głównym receiverem) – a tam Normana nie było. Ten pojedynek zakończył się pięcioma penalties Normana, kilkoma złapanymi podaniami przez Greena i trzema dropniętymi INT’ami, gdzie Norman mógł wygrać mecz, ale powstrzymywał podania. Ale Norman nie był happy z sędziowania i mimo tego, że sędziowie prawdopodobnie mieli rację, to kupił mnie tym, że miał na sobie szalik Man United.

Do gry wrócił Jordan Reed i Redskins często ustawiali go na boisku razem z jego backupem Vernonem Davisem (5/93) – weteranem, który ostatnimi tygodniami przeżywa drugą młodość. Zastanawiam się czy liga nie doszła do wniosku, że dwóch TE do podań to o dwa matchup-problemy za dużo dla defensyw, na przykład oglądając to co Tomek robi z Gronkiem i Bennettem. Reed (9/99 i TD) oraz Jamison Crowder (9/107) byli głównymi broniami Kapitana Kirka, po tym jak DeSean Jackson został poobijany na początku meczu przez ekipę Burfict Strangers.

W Bengals warto podkreślić powrót do pełnej roli Tylera Eiferta – tight enda, który jest ulubioną obok Greena bronią Daltona, szczególnie w red-zone. W tak naprawdę pierwszym meczu po kontuzji Eifert miał 9 receptions na 109 yardów i touchdown. W grze na ziemi nieco lepiej się prezentował Gio Bernard (11/52 i TD), niż Jeremy Hill (20/76 i TD), ale jako duo nie zawiedli.

Maciek

(4-3) Philadelphia Eagles @ (6-1) Dallas Cowboys 23-29

Fumble Ryana Matthewsa w czwartej kwarcie przy prowadzeniu Eagles 20-10 i throw do tyłu, który w kolejnym drivie utracił potrzebne jardy do field-goala, zmienił pierwszy pojedynek „Dak Prescott vs Carson Wentz” i zmienił też narrację.

Ta przez trzy kwarty zaczęła się ustawiać: Wentz > Prescott, Tony Romo może jednak wróć, huh? Nie byłem na Twitterze, słyszałem tylko tu i tam.

Na koniec Eagles dopadło to, że grali zbyt konwencjonalnie. Big-plays należały tego wieczora do nagle całkiem realnego kandydata do wygrania sezonu regularnego w NFC (acha). 5-jardowy touchdown Prescotta, który spinem wydłużył akcję, do niepilnowanego w end-zone Jasona Wittena w dogrywce skończył wielki comeback Cowboys.

Ale przez trzy pierwsze kwarty tylko dropy receiverów Eagles (aż 6) powstrzymywały Wentza przed perfekcyjną, chirurgiczną operacją na średniej-do-słabej obronie Dallas (razem 32/44 licząc dropy, 202 jardy i touchdown). Ta w dodatku straciła w pierwszej połowie kluczowego safety Barry’ego Churcha (złamał rękę), a w drugiej swojego najlepszego cornera Morrisa Claiborne’a. Church opuści trzy tygodnie, Claiborne może nawet już nie wrócić w tym sezonie i to może być duży kłopot.

Wróćmy do meczu – fumble Matthewsa w czwartej kwarcie podpalił Daka, który do tego momentu meczu/sezonu grał ostrożnie i nie był znany z długich throwów. Były snapy w czwartej kwarcie, gdy defensywny koordynator Eagles Jim Schwartz rezygnował z presji na ofensywnej linii Dallas (Brandon Graham jadł cały mecz zdecydowanie najgorszą część linii Cowboys, czyli prawego tackle’a Douga Free), po to by zostawić z tyłu więcej ludzi kryjących podania. I robił to przeciwko Prescottowi.

Prescott wrócił z niebytu na 287 jardów (19/39) i trzy touchdowny, w tym jeden dołem, ale game-changerem był powrót po miesiącu przerwy Deza Bryanta. Już w pierwszej kwarcie Dez oszukał cornera Eagles Leodisa McKelvina i złapał 53-jardowe podanie (najdłuższe w karierze Daka), a w czwartej złapał 22-jardowy touchdown, który wyrównał mecz na 23-23.

Pojedynek rookie-QB’s pojedynkiem rookie-QB’s, ale w tym starciu trzech kandydatów do nagrody Offensive Rookie of the Year, to Ezekiel Elliott wypadł najlepiej, aż 89 ze swoich 96 jardów zaliczając po kontakcie. Kolejny raz Elliott rósł w siłę z biegiem meczu i plus dla trenera Cowboys Jasona Garretta za to, że w końcu luzował go Alfredem Blue. Elliott niósł piłkę tylko 22 razy.

To był mecz, który z każdą kwartą był lepszy i pokazał, że w sezonie, w którym brakuje w NFL wielkich drużyn, te dwie bardzo dobre z NFC East mogą namieszać, nawet w styczniu.

Patrząc w terminarz, Cowboys wyglądają powoli jak faworyt do posiadania przewagi boiska przez całe play-offy NFC. Jerry Jones po meczu zapowiedział, że Prescott będzie starterem w Week 9, Tony.

Karol

(3-4-1) Arizona Cardinals @ (2-5) Carolina Panthers 20-30

Kiciucie są back! Nie obyło się bez zgrzytów po meczu, ale o tym później. W końcu to było coś co przypominało tych Panthers, którzy pożerali ligę w całości sezon temu (15-1) nie przejmując się zbytnio niczym. Tylko Superman, celebracje i flow.

Teraz zaczęli od dominacji w pierwszej kwarcie, gdy Star Lotulelei zjadł RG Arizony Earla Watforda i wymusił fumble Carsona Palmera, po którym z piłką do pola punktowego Cards wrócił, po raz pierwszy w karierze, Thomas Davis.

Po kolejnym drive’ie byli już 14-0 po TD rushu Jonathana Stewarta, a na początku II kwarty 21-0 i też Stewart skończył zabawę.

Dopiero na koniec połowy obudzili się Cardinals i tuż przed przerwą TD złapał JJ Nelson, po sporym błędzie w secondary. Po kolejnych trzech FG Grahama Gano mecz się skończył.

David Johnson miał tylko 10 carries na 24 yardy, ale nadrobił to grą jako receiver i złapał 7 piłek na 84 yardy i w dalszym ciągu momentami był genialny. Pod koniec meczu mieliśmy jeszcze po jednej stracie obu drużyn, najpierw piłkę stracił Stewart i gdy wydawało się, że jeszcze możemy mieć emocje, Carson Palmer rzucił interception.

Obie drużyny są na ten moment równie daleko od playoffs, a Cardinals mają kolejny problem – Tyrann Mathieu wypada na 3-6 tygodni z kontuzją barku.

Maciek

(7-1) New England Patriots @ (4-4) Buffalo Bills 41-25

Oczywiście, że była dildo-kontrowersja w tym meczu i tu zaczniemy, bo reszta to jest to samo co zwykle, czyli Tom Brady je mój bet (Chiefs zagrają w SuperBowl, btw).

To będzie bardzo prosty żart teraz, więc trzymaj się. W Polsce rzuca się z trybun kurwami, a w Buffalo:

Dziękuję, dobranoc.

Trwa Tour De Force Toma Brady’ego.

Patriots dotarli do swojego bye-weeku, mając najlepszy bilans w NFL. 39-letni Brady rzucił 4 touchdowny, miał 87% completions, 315 jardów, jadł cornera Bills Stephona Gilmore’a (oddał 105 jardów) i w drugim drivie Pats „MVP” rzucił dwa z najlepszych throwów w tym sezonie.

Bill Belichick wziął rewanż za 0-16 u siebie w Week 4, jeszcze z Jacoby’m Brissettem na rozegraniu. Pats wygrali w Buffalo od startu do końca, prowadząc już 14-3 po pierwszej kwarcie.

Przez (ech) Deflate Gate Brady opuścił cztery pierwsze mecze i od kiedy wrócił czwarte kwarty meczów Pats to już czas garbatych. Jego throw na drugi touchdown i 53 jardy do Chrisa Hogana to było mistrzostwo świata i okolic. Poprzedził go cudowny 30-jardowy throw po odchyleniu i odejściu w lewo, rzucony w prawo na potencjalny touchdown do Juliana Edelmana, skasowany tylko przez fakt, że OT Marcus Cannon wyszedł poza swoją strefę.

Bills próbowali nadać temu pojedynkowi bardzo fizyczny rys. W trzecim i czwartym drivie Pats pobrudzili Brady’ego sackami i hitami, ale Brady był jak potwór – fenomenalny na 3rd downach, a to Bills tracili kolejnych graczy przez kontuzje, m.in. już w pierwszej połowie OLB Lorenzo Alexandera, który lideruje NFL w sackach w tym sezonie.

Bez LeSeana McCoy’a i Sammy’ego Watkinsa, Tyrod Taylor robił co w jego mocy by Bills przesuwali swój atak jard po jardzie, ale odpowiedzi Patriots to znów były eksplozje, jak jeszcze jedna Brady 2 Gronk koneksja środkiem w trzeciej kwarcie. 69 touchdownów Roba Gronkowskiego to nowy rekord Pats. 118,3 jardów na mecz od czasu powrotu Brady’ego.

136-71 dla Pats od powrotu Brady’ego: +20 z Cleveland, +18 z Bengals, +11 ze Steelers i teraz +16 z Buffalo. 12 touchdownów, 0 interceptions.

A propos tej wciąż przeciętnej obrony Pats – nowy corner Eric Rowe był najgorszym graczem na murawie. Pozwolił na 3 z 6 catchy i 54 jardy, gdy był targetowany i dostał aż trzy flagi (!) za pass-interference. Zwykle, gdy obrona zawodzi, najlepiej jest oddać kogoś z niej za trzeciorundowy pick, tak słyszałem.

Karol

(4-2-1) Seattle Seahawks @ (3-4) New Orleans Saints 20-25

A nie mówiłem!

Chociaż zaczęło się od małego boom od Legion of Boom, a później Pete Carroll wyciągnął z rękawa trick-play, w którym to nie Russel Wilson podawał, to Saints nie odstawali i nawet ich obrona postawiła się QB gości.

Skoro wspomniałem Wilsona – zawodzi on nieco w tym sezonie, to już trzeci kolejny mecz bez TD i trzeba się spytać czy Seahawks nie powinni pozwolić mu odpocząć i w końcu wyzdrowieć. Facet ma trzy kontuzje jednocześnie i dziurawą linię ofensywną – z definicji recipe for disaster.

W Saints niespodziewany występ Tima Hightowera w backfield na 102 yardy z 26 prób i może nie tak spektakularny jak ostatnio, ale dalej bardzo dobry Drew Brees (77%, 265 yds, TD i rush TD) przeważyli na korzyść Saints. Na sam koniec było jeszcze ciekawie, gdy swój ostatni drive prowadził Wilson, ale przy ostatniej próbie na 2 sekundy do końca rzucił nieco za dalekie podanie do Jermaine’a Kearse’a, który nie złapał piłki w boisku i Seahawks wracają do domu z niczym.

Maciek

(5-2) Minnesota Vikings @ (2-6) Chicago Bears 10-20

Skoro już jesteśmy Karol przy prężeniu muskułów po udanych typach na underdogów…

Nie pamiętam zbyt wiele z pięciu sacków Sama Bradforda i dławienia  się ataku Vikings (którego nie ma), bo liczyłem dolary i wsadzałem je w malutkie walizeczki, które wywoziłem malutkimi taczuszkami do malutkiej piwnicy, gdzie malutkie elfy wydały mi resztę: 4 zł i 10 groszy.

Pipy rekolekcje. Kiedyś kupię sobie najmniejszą wyspę świata.

Vikings powinni kupić sobie za to do linii ludzi wokół centra Joe Bergera. Gdy ich obrona nie jest w stanie wygrywać meczów, Vikings nie są w stanie wygrywać meczów.

Jay Cutler wrócił i w kasku nie było widać, że wygląda jak 180 dni z rzędu recapowania NBA (wolę go bez kasku – to nie gejowski żart, to większość fanów Bears). Alshon Jeffery dostał w głowę piłką, potem w ręce, raz obok, ale to głównie RB Jordan Howard (158 jardów dołem, 202 razem) wybiegał to dla Bears (13 z 26 jego biegów poszło na zewnątrz, by ominąć Bergera i środek linii Vikings, czyli tę lepszą część linii). Bears zagrali bez dwóch z pięciu swoich najlepszych graczy lewego guarda Josha Sittona i prawego Kyle’a Longa, a mimo tego pass-rush Vikings nie był w stanie zjeść linii Chicago.

(3-5) San Diego Chargers @ (6-2) Denver Broncos 19-27

Na 2 min. przed końcem obrona Broncos zatrzymała Philipa Riversa 2 jardy przed end-zone jak „okej, dotąd” i król Denver Rivers jest teraz 6-6 na wyżynach w Mile High City.

Nie zagrał Top-3 corner tego sezonu Aqib Talib, ale został świetnie zastąpiony (trochę to standard w Denver). Bradley Roby zaliczył pick-six, który dał Broncos prowadzenie 10-7, a potem rezerwowy corner Broncos Lorenzo Doss wymusił interception i w decydującym drivie Chargers obronił podanie w end-zone przy 4th down.

Historią wieczoru był cios jaki na aucie przyjął od Melvina Gordona Wade Phillips, który został staranowany. Defensywny koordynator Broncos, współautor runu Denver po ostatni Super Bowl został wywieziony na noszach w drugiej kwarcie, ale na szczęście wszystko z nim w porządku.

5 interception rzuconych zostało w tym meczu (Rivers 3, Trevor Siemian 2), ale winę za nie w dużej mierze ponosili adresaci tych podań. Obie drużyny zdobywały punkty po stratach (Broncos 14, Chargers 12) i różnicę zrobiły dwa długie throwy Siemiana – z których nie jest znany – do Emmanuela Sandersa i Demaryiusa Thomasa, które ustawiły atak Broncos kilka jardów przed end-zone.

Rivers był przez cały mecz pod presją (4 sacki, 13 hitów), zwłaszcza z prawej strony (RT Joe Barksdale był jedzony) i przez to wyjątkowo mniej precyzyjny przy podaniach.

Zresztą jak tu być precyzyjnym, gdy defensive-end rywali Derek Wolfe grozi, że zje twoje dzieci:

„Don’t like him. Not the kind of guy I’d hang out with. Ever since I told him I’d eat his kids, just hasn’t been the same.”

Ale najpierw cudowny catch prawą ręką Travisa Benjamina zmniejszył straty do 13-17, a potem jeden drive w czwartej kwarcie, sponsorowany przez rushującego Melvina Ingrama przybliżyły Chargers do end-zone Denver. Chargers nie potrafili jednak wykorzystać okazji na touchdown i obrona Broncos zaliczyła jeszcze jeden stop w ostatniej minucie.

To wciąż światowej klasy obrona i to dzięki niej Denver lideruje NFL w punktach po stratach i w point-differential w czwartych kwartach (+63)

(4-3) Green Bay Packers @ (5-3) Atlanta Falcons 32-33

Matt Ryan wyprowadził Falcons ze spirali przypominającej ubiegły sezon i uchronił przed trzecią kolejną porażką w crunchtime. Ryan poprowadził zwycięski drive i jego touchdown na 31 sek. przed końcem do Mohameda Sanu wyrównał wynik (50 jardów w chwytach w ostatnim drivie), a konwersja z field-goal dała Falcons zwycięstwo w jednym z kilku bardzo dobrych spotkań Week 8.

Julio Jones grał na skręconej kostce i w drugiej połowie był targetowany tylko raz (5 razy w meczu), ale niespodziewanie błysnęli właśnie Sanu (9/10, 84 jardy) i rookie TE Austin Hooper, który zastąpił kontuzjowanego do przerwy Kubę Tamme’a. To nie był zresztą pierwszy mecz, tylko drugi czy trzeci w tym sezonie, gdy obrona była skupiona na Julio, a Ryan i jego receiverzy żyli.

Aaron Rodgers zagrał swój najlepszy mecz w tym sezonie – 28/38, 246 jardów (170 do przerwy), 4 touchdowny, sześć rushów na 60 jardów (career-high) i jedna konwersja za dwa. Był elektryczny i dużo szybszy w kieszeni, grając bez running-backów Lacy/Starks  i bez receiverów Randalla Cobba i Ty’a Montgomery’ego (mieli razem 162 jardy tydzień temu w Chicago), za to z Jordym Nelsonem, Jeffem Janisem (94% snapów) i z jeszcze jednym zupełnie nowym człowiekiem, ale nazwiska nie pamiętam. Dwoma – Trevor Davis i Geronimo Allison złapali swoje dwa pierwsze podania jako Packersi i w tym samym meczu mieli pierwsze touchdowny.

Może Packers powinni zmienić receiverów na nowych?


image

Paweł Kapuściński

Aaron Godgers is back. 32 punkty po przyłożenach 4 różnych graczy. Wreszcie można było zobaczyć timing i prezycje jakiej wymagamy  (i znamy) od najlepszego zawodnika w NFL.

246 jardów przy 73% skuteczności, 60 wybieganych jardów (najlepszy wynik w drużynie). Miło Cię znów widzieć. Wciąż jednak pewna niedoskonałość męczy moją głowę.

Rodgers zmienił technikę rzutu. W zeszłym sezonie wykonał ogromną ilość dziwnych rzutów z biegu, albo backfoot throws uciekając przed presją. Demolowany przez passrusherów poświęcił swoją naturalną formę rzutu i zmodyfikował swoje 'motion’ rzucając pod dziwnym kątem. Dalej to robi (szczególnie widać przy podaniu do Jordy’ego Nelsona w połowie pierwszej kwarty). Porównałem sobie rzuty z sezonu 2014 do tego co robił w niedzielę przeciwko Atlancie. Zasłaniając twarz, barwy, numer i wyłączając świetne czucie kieszeni wydaje się, że rzuca inny gracz.

Jasne, nie jest to problem w meczu, gdzie rzuca się cztery Al Bundy przyłożenia. Rzecz w tym, że na przestrzeni całego sezonu, oglądając Rodgersa ma się wrażenie, że stracił komfort rzutu, że bez presji nie potrafi znaleźć optymalnego ruchu ciała (przez co cierpi jego timing i dokładność).


Maciek

(6-2) Oakland Raiders @ (3-4) Tampa Bay Buccaneers 30-24

To był jeden z najgorszych występów defensywnych jednej drużyny w tym sezonie i Bucs prawie wygrali, bo Raiders pobili niechlubny rekord kar w tym meczu.

Sebastian Janikowski nie trafił z 50 jardów FG na sekundę przed końcem czwartej kwarty, potem nie trafił z 52 w dogrywce, ale w jej 13. minucie Seth Roberts złamał dwa tackle i wbiegł do end-zone Tampy kończąc mecz.

Nie lubię meczów Tampy, mi się strasznie ciężko ogląda.

W 74 minuty gry Derek Carr, który w crunchtime czwartej kwarty poprowadził comeback Raiders z 17-24, rzucił podania aż na 513 jardów. To najlepszy wynik w tym sezonie i 9. wynik w historii NFL. Carr był cold-blooded, znajdując nie tylko Amariego Coopera (przeżuł rookie-cornera Vernona Hargreavesa na 123 jardy i miał career-high 173 swoich) ale jeszcze kilku innych receiverów w czwartej kwarcie i dogrywce. I w ten sposób Raiders są 6-2 i są chyba jedną z najsłabszych 6-2 drużyn w ostatnich latach (czy są w AFC West lepsi od 3-5 San Diego?), biorąc pod uwagę to z kim grali, ale są 5-0 na wyjazdach w tym sezonie i wygrali kilka wielkich końcówek. Trzeba im to oddać, nawet jeśli nie kupuję ich nic a nic. Karol czy możesz zabrać mi Raiders?

Rekord Carra idzie w świat, ale nie można było zagrać gorzej niż defensywna linia Tampy. Edge-rusher William Gholston i DT Akeem Spence nie wygenerowali przez cały mecz żadnej, jakiejkolwiek presji, a Hargreaves i safety Chris Conte zostali pierwszymi futbolistami w tym sezonie, którzy zagrali w czarnych przepaskach na oczach.

Buccs są tak słabi (i jest szansa, że przez dwa kolejne miesiące będę pisał o nich częściej niż o Brooklyn Nets), że nie byli w stanie pokonać teamu, który pobił w tym meczu rekord NFL w karach (23 na aż 200 jardów). Ciekawostka – rekordziści pod względem jardów oddanych przez kary, czyli Tennessee Titans 1999 też wygrali tamten mecz (14-11 z Ravens).

Słabo zagrał RB Tampy Jacquizz Rodgers (69 jardów z 19 carries) i w końcówce kontuzjował stopę. Może nie zagrać w Week 9 u siebie z Falcons, a przecież kontuzjowani są Doug Martin (od Week 2) i Charles Sims (od Week 4). Karol, zabierz mi Tampę, prosz…

Hello, Khalil Mack, gdzie byłeś? 3 sacki, 2 hity i 5 hurries przeciwko Tampie w najlepszym meczu zawodzącego do Week 8 pass-rushera Raiders.

Karol

(5-2) Kansas City Chiefs @ (3-5) Indianapolis Colts 30-14

Dobra gra ofensywnej linii Chiefs i solidna postawa drugiego QB gości – Nicka Folesa – zapewniła spokojne zwycięstwo Andy’emu Reidowi, mimo problemów Alexa Smitha. Dodać do tego świetny (w końcu) pass-rush i Andrew Luck w ponad 50% prób podań był pod presją, co przełożyło się na jedynie 210 yardów, 2 TD, INT i aż 6 sacków. Sam Dee Ford – linebacker Chiefs miał 3.5 sacka, co wyrównało jego dotychczasowy wynik w całym sezonie.

Alex Smith dwa razy schodził z boiska po tym jak spóźniał się ze ślizgami w swoich akcjach biegowych i dostawał od obrońców w łeb – drugi raz już na dobre. Zastanawia mnie po co Andy Reid pozwolił na ten drugi raz, Smith grał read-option i przez moment to naprawdę groźnie wyglądało. Tymczasem Nick Foles, który poprzedni sezon spędził w Rams, zagrał bardzo dobrze jako backup i miał 223 yardy, 2 TD i 73% skutecznych podań. W całym meczu opcją ofensywną nr 1 był tight end Travis Kelce, który jest ogromnym mismatchem i teraz miał 7 rec. na 101 yardów. Objawieniem tego sezonu w Chiefs (którzy nie będą w SuperBowl Maćku) jest ekspert of special teamswide receiver Tyreek Hill, który miał średnio po 20 yardów na return, a w ofensywie 5 rec na 98 yardów i TD. W obronie obok wspomnianego wcześniej Dee Forda, kluczową rolę odegrał po raz kolejny Daniel Sorensen – hybryda linebackera i safety, który wymusił fumble i pozwolił na jedynie 3 yardy na 4 targety w swój coverage.

W Colts sprawą kluczową jest ochrona Andrew Lucka i w momencie, gdy co drugi raz jest pod presją i jest sackowany aż 6 razy, Colts nie są w stanie wygrać. Wystarczy powiedzieć, że rookie C Ryan Kelly był jedynym z ofensywnej linii, który nie dopuścił w tym meczu do sacka lub hita na Lucku.

(4-4) Detroit Lions @ (5-3) Houston Texans 13-20

Całkiem solidny występ Brocka Osweilera i kontrolowana wygrana Texans. Wynik jest nieco mylący, Theo Riddick zdobył jedyny TD dla Lions na początku IV kwarty, a ja ani przez moment nie czułem, żeby Texans byli pod presją.

Zaskoczył Osweiler, który będąc po presją w 62,5% dropbacków, miał w tych sytuacjach prawie 65% skuteczność na 122 yardy. Texans wydają się w końcu ułatwiać pracę swojemu QB i częściej grają swoimi tight endami Ryanem Griffinem i CJ’em Fiedorowiczem – ten drugi złapał TD. DeAndre Hopkins nie był szczególnie widoczny, ale miał momenty i cały czas pokazuje, że ma wielkie umiejętności. Texans mieli niezły defensywny plan na ten mecz – postanowili odebrać Matthew Staffordowi dłuższe podania, wręcz zapraszając do tych krótszych i wtedy skutecznie tacklowali (tylko 4 miss tackle w meczu). Wpłynęło to na jedynie 240 passing yards Stafforda z 27 skutecznych podań. Gra biegowa Lions była siłą rzeczy ograniczona, ponieważ Ci przez prawie cały mecz gonili wynik.

(3-5) New York Jets @ (0-16) Cleveland Browns 31-28

Shootout, beznadziejna obrona i Kevin Harlan. Zobaczcie sami, ale to był jeden z pierwszych meczów zupełnie o nic, w tym sezonie i nie będziemy się na nim zatrzymywać. Przy okazji, Brown pozyskali z Patriots Jamie’egogo Collinsa, który miał spore problemy z motywacją do gry, tak? W Browns myślą, że będzie lepiej?

Poprzedni artykułGobert, Adams, Oladipo, Dieng i Zeller podpisali przedłużenia kontraktów przed deadlinem
Następny artykułWake-Up: Curry rzucił 23 punkty w kwarcie, Jazz pokonali Spurs

3 KOMENTARZE

  1. Zanim zleca sie malkontenci probujacy tlumaczyc autorom portalu od czego powinien byc 6G – spiesze napisac: dawac wiecej! nie przestawac!

    Vikings mnie wczoraj zalamali… naprawde slaby mecz w ich wykonaniu. Prawie nic od Bradforda, na dodatek kiepsko w obronie jak na Minny.

    (0-16) Browns. LOL :)

    Lubię to: 10