Flesz: Anthony Davis uwięziony w Ziemi Świętych, The Death of Grit & Grind

32
fot. AP Photo
fot. AP Photo

To był pierwszy mecz sezonu w Nowym Orleanie. I podczas gdy do innych hal NBA kibice przyszli tłumnie, oto był on – Anthony Davis rzucający 50 punktów dla nikogo.

Pamiętasz – oczywiście, że pamiętasz – kiedy w grudniu 2011 David Stern z „koszykarskich powodów” zawetował wymianę Chrisa Paula do Los Angeles Lakers. Pamiętasz dlaczego to akurat komisarz ligi mógł wtedy podjąć taką decyzję. Pamiętasz, że to NBA zawiadywała wówczas klubem z Nowego Orleanu, trzymając go w poczekalni, aż przyjdzie ktoś i w końcu go kupi. Patrząc ostatniej nocy na świecące pustkami trybuny Smoothie King Center, jeszcze raz można było uzmysłowić sobie, że Anthony Davis gra w koszykówkę nie tylko w tzw. małym rynku (Nowy Orlean jest mniejszy niż Szczecin), ale na ziemi, którą włada akademicki futbol i ofensywne eksplozje zawodowych New Orleans Saints. Pelicans nie tylko nazywają się jak żart (bo tak serio serio, po latach – Pelikany? Poważnie?), ale pięć lat później pod władaniem Toma Bensona, bossa Saints i jego futbolowej prawej ręki Mickey’a Loomisa, stali się klatką, w której zamknięty jest jeden z najbardziej utalentowanych graczy ligi.

Chesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułWake-Up: 50 punktów Davisa w porażce. 40 punktów DeRozana. Pierwszy mecz Embiida
Następny artykułDniówka: Dennis Schroder podpisał przedłużenie. Hawks, Wizards, Clippers i Bulls zaczynają sezon

32 KOMENTARZE

      • Tekst dosyć krótki. Opisana ilość meczów niezbyt imponująca. Ale pomimo czytania tego z na wpół zamkniętymi oczami stwierdzam, że jest świetny. Za Rudy’ego Fernandeza i za przeprosiny dla Vince’a.

        Lubię to: 2
        • W preseason, już przed miesiącem, zrobiliśmy „pokaz” tego jak będzie wyglądać teraz WakeUp i Flesz. Przypominaliśmy o tym później, we wtorek w Dniówce i wczoraj w komentarzach. Więc domyślam się, że przeoczyłeś. We Fleszu będę obracał się wokół dwóch meczów, czterech drużyn, nie więcej. Tylko dwa mecze w całości jestem w stanie zobaczyć od 4 rano do 7 (poza tymi, które oglądam popołudniu i do których też będę się odnosił, jak i do wszystkiego co się dzieje, więc nie zawsze to będą mecze. Sezon jest długi…).

          Za krótkie podsumowanie dnia robi teraz Wake-Up, który będzie codziennie. Flesz od wtorku do piątku. Postaram się pisać dłuższe teksty, żebyś był zadowolony. Do tego zacznę z czasem pisać popołudniu dodatkowe teksty. Myślę, że im dłuższy będzie sezon, tym większa będzie próbka do omawiania i to wydłuży teksty. pzdr!

          Lubię to: 43
          • Nic nie przeoczyłem tyle, że to była podstawa poranka w pracy. Kawe zrobiłem, rozsiadłem się i po łyku po fleszu. Ale i tak sie fajnie czytało wiec + ;)

            Lubię to: 1
          • Zmieniliśmy ten układ dlatego, byście już o godz. 7 – a nie jak wcześniej po 8-mej – mogli przeczytać o tym co się wydarzyło. I aby forma była krótsza. Tak, by można było w 5 minut sprawdzić co się stało w nocy. Ja domyślam się że moje Flesze mogły mieć dla niektórych uciążliwą formę i bywały zbyt długaśkie, aby złapać pełny kontekst nocy.

            Drugim powodem dla którego zmieniliśmy układ, jest niemożliwość obejrzenia przeze mnie wszystkich spotkań przed godziną 7 (a wstaję i tak godz. 3/4). Tym bardziej, że nawet w takie czwartki NBA dopakowuje teraz dodatkowe spotkania i już prawie nie ma czwartków, w których rozgrywane są 2 mecze. Pisałem więc Flesze, które jak to określił Siepu w komentarzach pod wczorajszym Fleszem, były „strumieniem świadomości”. Nie podobało mi się to co robiłem z kilku względów. Po pierwsze: nie mogąc opierać swojej wiedzy na skrótach, oczywiście oglądałem potem każdego dnia pod koniec pracy przynajmniej 2 spotkania. Ta wiedza jednak trochę przepadała, bo następnego dnia rano znów pisałem Flesz o 10-11 meczach, z których żadnego nie widziałem w całości. I tak w kółko.

            Zmieniliśmy ten układ m.in. z powodu popularnego komentarza Dr Ćmy, który policzył moje teksty, sugerując, ze powinno być ich więcej. Nie oglądam więc już dwóch meczów na koniec dnia, tylko na początku i myślę, że ten dodatkowy czas na końcu dnia pracy zastąpię z czasem dodatkowymi tekstami/analizami. Jak na razie, drugi dzień z rzędu odpowiadam na komentarze:) pzdr!

            Lubię to: 42
          • „myślę, że ten dodatkowy czas na końcu dnia pracy zastąpię z czasem dodatkowymi tekstami/analizami.”
            Weź przestań, idź z dziewczyną na spacer/na kawę, nie samą pracą żyje człowiek.

            Lubię to: 18
          • Doceniam wszystkie zmiany. Jak widać, małe ukłony w stronę czytelników budują lojalność i zaangażowanie, a co za tym idzie – zasilają Wasze portfele. I na zdrowie, i oby jak najwięcej.

            Lubię to: 18
          • Ja za to chyba przeoczyłem. Tak czy siak dzięki za przypomnienie. Już nie będę narzekać.

            Lubię to: 0
  1. Patrząc dzisiaj na Wolves miałem wrażenie, że to jest ten sezon, w którym regularnie będą doprowadzać do wyrównanych końcówek i większość z nich przegrywać. Następny sezon to będzie już to :P.

    Lubię to: 2
    • Jako, że rano do pracy to obejrzałem tylko pierwszą kwartę Minnesoty. Rewelacyjny początek 16:1, potem trochę Memphis ich dojechało ale wyglądało to dobrze. Towns świetny, Wiggins bierze grę na siebie, Dieng mocny na półdyszce a LaVine widzę ładnie siepie trójki. No i zadowolony poszedłem spać myśląc sobie, że dobrze wybrałem nową drużynę, której będę kibicował. Typowo fun to watch. No i niestety rano się budzę a tu mecz jednak w plecy… No cóż mam nadzieję, że pierwsze śliwki robaczywki i im dalej w sezon tym będzie lepiej! No i oby w końcu play offy zawitały do mroźnej Minnesoty!

      Lubię to: 1
  2. „(…) trener Pelicans Alvin Gentry ustawił dwóch graczy przy linii końcowej z lewej strony boiska i po ich następujących po sobie zasłonach, niczym Richard „Rip” Hamilton, obciął się, wyszedł po piłkę, chwycił ją, obrócił się i trafił do kosza mierzący 211/213 cm atletyczny świr.”

    W Pelicans jest tak źle, że sam trener musi wychodzić na boisko i trafiać jumpery jako atletyczny świr :)

    Lubię to: 9