Bielecki: Tułaczka po 100 milionów

4
fot. AP Photo

Zbliżała się godzina 22:00 polskiego czasu, 11 stycznia 2015 roku, na parkiecie hali Staples Center w Los Angeles, Clippers podejmowali Heat, kiedy w barwach tych drugich zameldował się szerzej nieznany, 213-centymetrowy środkowy. Sekundy później jego długie ręce pomogły mu przechwycić piłkę i z trudnością skończyć źle narzuconego alley-oopa. Zanim mecz dobiegł końca, nazwisko gracza Miami zdążyło obiec świat. Hassan Whiteside zanotował 23 punkty, trafiając 10 z 13 prób z gry, 16 zbiórek, dwie asysty, dwa bloki i żadnej straty. To był dopiero jego trzynasty mecz w sezonie i zaledwie drugi w całej karierze, kiedy przekroczył barierę 20 minut na parkiecie. Tak narodził się Hassanity, jak, wzorem historii Jeremy’ego Lina, nazwali pojawienie się z nikąd Whiteside’a amerykańscy dziennikarze.

Dwa tygodnie później, widzowie w całych Stanach Zjednoczonych i w wielu krajach na całym świecie, uświadczyli historycznego występu. W transmitowanym przez ESPN pojedynku Miami z Chicago, Whiteside osiągnął triple-double: 14 punktów, 13 zbiórek i 12 bloków, spędzając na parkiecie poniżej 25 minut. To było najszybsze triple-double z blokami od co najmniej 1983 roku, czyli dokąd sięgają dane Basketball-Reference. Po meczu skromnie mówił:

„Tylko staram się podnieść swój rating w NBA 2K”

Pięć dni później środkowy Heat w osiem minut pierwszej kwarty zebrał 14 piłek, kończąc mecz przeciwko Mavericks z 24 zbiórkami. Kolejne pięć dni później? Mecz przeciwko Minnesocie, na miarę 24 punktów i 20 zbiórek. Do końca sezonu jeszcze dwukrotnie przekroczył 20 zbiórek (24 z Atlantą i 25 z Lakers). Między styczniem a kwietniem osiągał średnio 11,5 zbiórki, a także blisko 14 punktów i trzech bloków. Droga do zaistnienia w NBA,  w przypadku bohatera tego tekstu, była jednak bardzo wyboista.

Hassan Whiteside przyszedł na świat 13-tego czerwca 1989 z dość niespodziewanej ciąży. Jego mama, Debbie – która grywała z Michaelem Jordanem w kosza – i ojciec, Hasson Arbubakarr – były defensive end w NFL – rok wcześniej spodziewali się bliźniaków. Debbie jednak poroniła, niemal wykrwawiając się na śmierć. Po kilku miesiącach udała się do lekarza z bólami brzucha, które, jak myślała, miały związek z poronieniem. Okazało się, że to nowa ciąża. Relacje między rodzicami od czasu utraty bliźniaków mocno się jednak zepsuły. Debbie rodziła Hassana już jako samotna matka, a sam poród był nie lada wyzwaniem. Zaraz po narodzinach bowiem, przyszły gracz NBA ważył pięć kilo i mierzył prawie 60 centymetrów. Lekarze przewidywali, że osiągnie 218cm.

Dzieciństwo Hassana – środkowego z siedmiorga dzieci Debbie – przebiegało spokojnie, poza kilkoma wypadkami. Dosłownie. Gdy miał kilka lat, wydawało mu się, że zna kung-fu, co skończyło się przecięciem achillesa, podczas jednej z bójek ze starszymi braćmi, kiedy zbił stopą szklane dekoracje. Zdaniem lekarzy, mógł kuleć do końca życia.

Innym razem, starszy brat, Danney, gonił przerażonego Hassana z homarem, którego ten bał się zjeść. Młodszy poślizgnął się i wpadł do…śmietnika. Tak niefortunnie, że kawałek puszki wbił mu się w udo. Efekt? 68 szwów i blizna na prawie osiem centymetrów.

Najgorszy wypadek przytrafił się jednak gdy miał 10 lat. Idąc z siostrą i jej koleżanką do sklepu, potrącił go pędzący ponad 100 na godzinę samochód. Hassan został natychmiastowo przetransportowany do szpitala i zoperowany. Miał złamaną nogę, a chrząstka nasadowa – miejsce, w którym kość rośnie – została odseparowana od kolana. W kolanie lekarze umieścili śruby, a żeby Whiteside’a przebudzić, potrzebny był defibrylator. Po wypadku, następne sześć miesięcy miał spędzić na wózku inwalidzkim i żyć z jedną nogą krótszą.

Z wypadkiem zbiegły się też cięższe czasy dla całej rodziny. Duża posesja, w Gastonii, w stanie North Carolina, w której mieszkali Whiteside’owie, musiała pójść na sprzedaż, gdy Eaton – amerykańska firma działająca w branży motoryzacyjnej (mająca swoją siedzibę także w Tczewie, na Kociewiu) – ogłosił cięcia etatów. Jedną z ofiar tych cięć padła Debbie Whiteside, pracująca na magazynie.

„Kiedyś kupię ci dom, którego nikt ci nie odbierze” – miał pocieszać mamę mały Hassan.

Nie miał jeszcze pojęcia, że w realizacji planu pomoże mu koszykówka. Whiteside trenował w tamtych czasach wrestling, dopiero jego brat, Anthony, koszykarz licealnej drużyny, namówił go na zmianę dyscypliny. Okazało się jednak, że w obraniu tej ścieżki, Hassanowi przeszkodził…wzrost.

Zapowiadany przy narodzinach na giganta, w dziewiątej klasie był za niski, by reprezentować swoją szkołę.

„Jest całkiem dobry. Kozłuje, ma niezły rzut, walczy. Ale ten gość tutaj ma dwa metry, a pani syn może z metr osiemdziesiąt. Nie można kupić wzrostu.” – odmawiał Debbie jeden z trenerów.

Za zrobienie koszykarza z Hassana wziął się więc jego ojciec, z którym spędzał do tej pory tylko wakacje. Arbubakarr przyjrzał się grze syna podczas jednej z gierek, gdy odwiedzał rodzinę na święta.

„To jest koszykówka, ale to nie jest zorganizowana koszykówka” – stwierdził były futbolista.

Za zgodą matki, Hassan przeniósł się do East Side High School w Newark, w stanie New Jersey, gdzie zamieszkał z ojcem. Całe dnie spędzał jednak na boisku w Ivy Hill Park, położonym przy murach liceum, do którego uczęszczał. Los sprawił, że nie było go tam czwartego sierpnia 2007 roku. Wtedy to, przy wspomnianych murach, dokonano egzekucji na trzech niewinnych studentach. Historia wstrząsnęła całą lokalną społecznością. Hassan przejął się tym do tego stopnia, że zdecydował się na powrót do rodzinnej Północnej Karoliny.

Tam trafił do koszykarsko najlepszej w USA szkoły na poziomie licealnym – Patterson Prep., gdzie trenerem był Chris Chaney. Ten był pierwszym, który w Hassanie zauważył talent na miarę NBA.

„Mamo, coach Chaney chyba zwariował” – nie dowierzał Whiteside.

Po sezonie 2008/09, 20-latka czekał wybór uczelni. Największe, ze sportowego punktu widzenia, uczelnie NCAA owszem, interesowały się centrem, który uplasował się na 19. miejscu wśród środkowych po liceum, według rankingu Scout.com, ale kazały na siebie długo czekać z ostateczną decyzją. Whiteside czekać nie chciał i zdecydował się dołączyć do Marshall University w Zachodniej Wirginii.

„Nie planowałem zostawać tam na pełne cztery lata. Naprawdę czułem, że po prostu chcę być zawodnikiem NBA. Idziesz do szkoły, żeby móc zostać w życiu kimkolwiek chcesz. Wszyscy starsi koledzy śmieli się ze mnie, każdy się ze mnie śmiał. Ale przestali się śmiać po kilku meczach” – wspomina początki swojej uniwersyteckiej kariery gwiazda Miami Heat.

Częstym zarzutem wobec Whiteside’a była i nadal jest jego niedojrzałość. Jeden z jego byłych trenerów stwierdził nawet, że Hassan jest jak dziecko w ciele 35-letniego weterana z NBA. O problemach związanych z wychowaniem, wspominał nawet Hasson Arbubakarr, który nie radził sobie z okresem dojrzewania swojego syna. Trenerzy Marshall University podeszli więc do tematu ostrożnie, nie chcąc, by wczesne sukcesy namieszały w głowie Whiteside’a. W pierwszych dziewięciu spotkaniach, Hassan wszedł więc z ławki, podobnie jak w ostatnich dwóch. Trener Darren Tillis mówił, że środkowego dzielą cztery lata od NBA. Ale talent zawodnika był trudny do ukrycia. W tych pierwszych dziewięciu meczach, Whiteside notował 12,1 punktów; 9,1 zbiórek i 5,2 bloków w 22 minuty na spotkanie. Skauci NBA z bliska oglądali dziewiąty mecz, w którym gracz Marshall osiągnął triple-double. Hassan jednak wciąż dziwił się, że musiał ciężko pracować na treningach, skoro grał dużo lepiej od zawodnika wychodzącego w pierwszej piątce.

Po roku na uniwersytecie, Whiteside zgodnie z zapowiedziami, zdecydował się przystąpić do Draftu 2010. Przyczyniło się do tego wiele czynników. Między innymi to, że agenci informowali jego rodzinę, że zostanie wybrany przez któryś z zespołów z loterii, a także przez fakt, że z uniwersytetu odeszli trenerzy Tillis i Jones, których Whiteside znał od wielu lat.

33-ci wybór Kings, w debiutanckim sezonie 2010/11 na parkiecie pojawił się tylko w jednym meczu, na łącznie minutę i 45 sekund. Większość tego i kolejnego sezonu spędził w Reno Big Horns – zespole NBDL – gdzie trafił na coacha Erica Musselmana. W 2012 roku, Kings dali mu jeszcze jedną szansę, ale tylko raz pozwolili mu zagrać blisko 20 minut w meczu (co Hassan wykorzystał, zbierając z tablic 10 piłek), po czym zdecydowali się na rozwiązanie kontraktu. Ale nawet w Reno niespecjalnie byli z Whiteside’a zadowoleni. Musselman kontaktował się z trenerem Tillisem, mówiąc, że Hassan nie daje z siebie wszystkiego na treningach. Niezadowolony z postawy młodszego brata, był też Anthony Whiteside – „Sprawiasz wrażenie, jakbyś nie był częścią drużyny” – wytykał.

Zdaniem osób z bliska znających sytuację, problem leżał w nastawieniu środkowego. Zamiast pracować nad swoją grą, by stać się lepszym, Whiteside ciągle się zastanawiał, dlaczego wciąż jest w D-League i narzekał na ten fakt. Dopiero wojaże zagraniczne ukształtowały prawidłowo jego charakter.

Po zwolnieniu z Sacramento, Whiteside szukał kontraktu poza Stanami i znalazł go w…Libanie, a następnie w Chinach, gdzie nie mógł liczyć na mentorską postawę trenerów.

„Twój tłumacz jest tam dla ciebie wszystkim” – opowiadał po powrocie.

Trudno było też o wsparcie kolegów z drużyny, bo ci z ligi chińskiej przeważnie spali i jadali w innych miejscach niż Amerykanie. W Libanie utrudnione było całe życie pozaboiskowe, bo ulice często blokowane były przez policjantów z kałasznikowami.

Po powrocie do Stanów, Whiteside współpracował z trenerem przygotowania fizycznego, Gabem Blairem, dzięki czemu wyraźnie schudł i wzmocnił ciało. W międzyczasie otrzymywał telefony od zespołów NBA, które wyrażały zainteresowanie jego osobą. Trener Tillis namawiał go jednak na pewne pieniądze w Europie:

„Możesz wyjechać, wrócić jako milioner i nikt się nie zorientuje co zrobiłeś ze swoim życiem” – argumentował były trener Whiteside’a.

W listopadzie 2014 roku, Whiteside podjął jednak decyzję o dalszym ściganiu za marzeniami i związał się umową z Iowa Energy, powracając do D-League. Trenerzy Eric Hazard i Bob Donewald, którzy dopiero objęli zespół, wiele słyszeli o potencjale Whiteside’a, a z własnego doświadczenia trenerskiego znali też ligę chińską. Nie mieli problemu z dogadaniem się z byłym graczem Sacramento Kings i obie strony zaczęły pracować, by Hassanity zaistniał w NBA.

„Po pierwszym treningu zorientowaliśmy się, że jeśli dalej tak pójdzie, to nie powinien walczyć tylko o miejsce w składzie drużyny NBA, a od razu o 20 milionowy kontrakt” – mówi Hazard.

W spotkaniu otwierającym sezon, Whiteside zanotował 30 punktów, 22 zbiórki i osiem bloków przeciwko swojej byłej ekipie z Reno. Efekt był natychmiastowy – zaproszenie na zamknięty trening w Miami.

„Myślę, że mogę walczyć o 40 milionów” – powiedział Hazardowi po powrocie.

Kilka dni później, Energy mierzyli się ze Sioux Falls Skyforce, zespołem powiązanym właśnie z Miami Heat. Whiteside zaliczył 24 punkty i 16 zbiórek w 29 minut, a po jednym z wsadów nad rywalem, krzyknął do Hazarda: „60 milionów!”.

Dalszą część historii już znacie. Whiteside podpisał kontrakt z Heat 24 listopada 2014, choć wcześniej, na jeden mecz, powołali go Memphis Grizzlies. W drużynie z Florydy dostawał początkowo małe szanse, aż nie objawił się całemu światu wspominanym na początku spotkaniem z LA Clippers. Ubiegłe rozgrywki zakończył ze średnimi na poziomie 14,2 punktów; 11,8 zbiórek; 3,7 bloków, zwieńczając sezon podpisaniem maksymalnego kontraktu o wartości blisko 100 milionów dolarów. Teraz pozostaje spełnić obietnicę i kupić mamie dom.

Jak więc się stało, że gracz, który może dominować w strefie podkoszowej w NBA został tak przeoczony?

„Naprawdę czuję, że mogłem pomóc drużynie NBA już lata temu, ale trafiłem w nieodpowiednie miejsce w nieodpowiednim czasie. Gdyby Heat mnie nie podpisali, byłbym teraz zagranicą i nikt by mnie nie poznał. Wciąż miałbym te same umiejętności, co mam teraz” – stara się odpowiedzieć na najbardziej nurtujące wszystkich pytanie sam zainteresowany.

Hassan wskazuje na jeszcze jedną rzecz, przez którą nie zaistniał już w Sacramento.

„Do dziś pamiętam dzień, w którym odbyłem trening dla Heat w 2012 roku. Pamiętam, że byłem bardzo zmęczony, usiadłem, a Ray Allen oraz Shane Battier podeszli i zaczęli po prostu ze mną rozmawiać. Nigdy wcześniej ich nie znałem, a oni po prostu podeszli i zaczęli udzielać rad i zachęcać do dalszej pracy. Nigdy wcześniej nie miałem treningu, w którym taka sytuacja miałaby miejsce.”

 

Poprzedni artykułSkarb Kibica 2016/17: Golden State Warriors
Następny artykułWake-Up: Jak Embiid z Bobanem. Dr Marc Gasol wystraszył, Kevin Durant za czy niepacząc

4 KOMENTARZE