Skarb Kibica 2016/17: Brooklyn Nets

15
fot. AP Photo
fot. AP Photo

Tu Maciek, mieszkam póki co w Warszawie i wiesz jaką czapeczkę NBA na ulicach spotykam najczęściej? Już wiesz. Nawet Skiba ma taką. Za każdym razem kiedy widzę kogoś w full-capie Nets – nawet jeśli jesteś 13-letnią dziewczynką, która stoi pod Costa Coffee z kubkiem kawy – mam ochotę podejść i powiedzieć „Czy wiesz, że równie dobrze mógłbyś/mogłabyś wsadzić głowę do niespłukanego sedesu, wyjąć ją i przeczesać?”. Ale na końcu jest to jedna z tych setek rzeczy, które masz ochotę komuś powiedzieć wprost, ale nie mówisz.

W Nets także liczy się ładna twarz i kultywowanie wrażenia, że wszystko jest okej. Kulty… kultura! Kultura San Antonio Spurs przeniesiona do Brooklynu przecież przez nowego GM’a Sean Marksa i wszczepiana przez nowego trenera Kenny’ego Atkinsona, który był asystentem Mike’a Budenholzera, który to Mike Budenholzer był asystentem Gregga Popovicha. Drzewo takie, że można się zaciągnąć.

A jeśli jesteś z pochodzenia Azjatą, to jest Twój team koszykówki! Jeremy Lin będzie jego liderem i pierwszym albo drugim najlepszym strzelcem. Jest tak dobrze, że nie trzeba nawet myśleć o Loterii Draftu. Przecież w gruncie rzeczy Nets oddają swój wybór do Boston Celtics. A potem jeszcze jeden.

Ludzie nie zdają sobie sprawy jak źle będzie na Brooklynie. Nie spodziewają się, albo o tym kompletnie nie myślą. Bo i kto ma myśleć? Ktoś w Nowym Jorku? Dzieci bogatych rodziców z Warszawy? Skiba? Daj mi znać przy zwycięstwie Nets w pierwszych dwóch tygodniach rozgrywek. Wyślij mi smsa, napisz na Twitterze. Nie mogę się doczekać. Na pewno nie usłyszę Cię już potem. mk

OFFSEASON

Przyszli: Jeremy Lin (Hornets), Greivis Vasquez (Bucks), Luis Scola (Raptors), Trevor Booker (Jazz), Randy Foye (Thunder), Anthony Bennett, Joe Harris, Justin Hamilton (Hiszpania), Chase Budinger (Suns), Caris LeVert (#20 draft)

Odeszli: Thaddeus Young (Pacers), Markel Brown (Cavs), Jarrett Jack (Hawks), Wayne Ellington (Heat), Willie Reed (Heat), Thomas Robinson (Lakers), Shane Larkin (Hiszpania), Henry Sims (Jazz), Donald Sloan (Chiny)

Palma o Nets

ROTACJA

bkn-depth

Niee. mk

W NAJLEPSZYM WYPADKU

Tylko Linsanity… Jeremy Lin ma praktycznie każdą minutę na parkiecie, dopóki nie padnie z sił i ma każdy rzut, poza tymi, które będzie musiał oddawać Brook Lopez. Czyli wszystkie pozostałe. Jest jedna szansa na milion, żeby Nets stali się kompletnym zaskoczeniem sezonu i włączyli się do walki o play-offy (i mam gęsią skórkę, gdy to piszę, bo „Linsanity” – oglądane mecz w mecz – było jedną z 5 najlepszych rzeczy w NBA, które kiedykolwiek widziałem). Lopez nie jest idealnym fitem do gry z Linem, który potrzebuje miejsca wokół linii rzutów wolnych, żeby atakować. Ani jeden, ani drugi nie są też dobrymi obrońcami (ani Scola, ani Booker, ani Bojan). I trudno takich znaleźć w składzie Nets, chyba, że bardzo się chce. Ale! No właśnie. Wszystko jest przeciwko nim i można napisać tutaj bajkę o budowaniu kultury drużyny, o budowaniu nowych Nets, moglibyśmy spędzić kilka zdań na pierdoleniu, co jeszcze pewnie w marcu zrobimy – nie mając co o Nets innego napisać – ale ten zespół pierwszy wybór w loterii draftu zobaczy dopiero w 2019 roku. Nie w 2017, nie w 2018, ale trzy lata od teraz. Chyba, że przehandluje Lopeza i spróbuje dociągnąć sezon, nie afiszując przy tym w sieci, prasie, w aplikacjach kiedy rozgrywa swoje mecze. Tylko Linsanity… mk

NAJGORSZY SCENARIUSZ

Drużyna mająca zdecydowanie najsłabszy skład w całej lidze, która w dodatku w kolejnym drafcie będzie musiała zamienić się pickiem z coraz silniejszymi Boston Celtics. To jest najgorszy możliwy scenariusz dla każdej drużyny i on jest rzeczywistością na Brooklynie. Nets są w głębokiej dupie, a żeby wyjść na prostą przed nimi bardzo długi i bolesny proces przebudowy, którego nie udało im się nawet choć trochę przyspieszyć, ponieważ w wakacje podpisywanie wysokich kontraktów nie pomogło im przechwycić młodych zawodników z rynku. Trudno więc w tej sytuacji szukać dla nich jeszcze gorszych scenariuszy na ten sezon. Ale jeśli coś miałoby jeszcze dobić Nets, to nawet nie jakiś rekordowo słaby wynik, a brak nadziei, że powoli coś się poprawia i że mają już zawodników, z którymi mogą wiązać przyszłość. A to może się stać jeśli będzie opóźniał się powrót do gry wybranego z 20-stką w drafcie Carisa LeVerta, który nadal leczy operowaną stopę, albo jeśli Rondae Hollis-Jefferson znowu będzie miał kłopoty z kostką, która wykluczyła go z gry na 53 mecze w sezonie debiutanckim. Jeśli oni okażą się niewypałami, Nets pozostanie tylko przenieść się do D-League. as

BREAKOUT PLAYER: Bojan Bogdanovic

Grając z reprezentacją Chorwacji na Igrzyskach, w sześciu meczach Bogdanovic tylko raz nie przekroczył bariery 20 punktów i zakończył występy w Rio jako najlepszy strzelec turnieju ze średnią 25.3 punktów na mecz. Teraz czas, żeby swoje umiejętności strzeleckie zaczął też regularnie prezentować w NBA. Po udanym pierwszym roku na Brooklynie, w poprzednim sezonie miał fatalny start i był dużym rozczarowaniem, zanim z czasem zaczął się rozkręcać i dobrze zakończył rozgrywki. Przede wszystkim rzucając swoje rekordowe 44 punkty w starciu z Sixers udowodnił swoje możliwości, a w sumie po przerwie na All-Star Weekend, kiedy został na stałe przesunięty do pierwszej piątki zaliczał średnio 15.1 punktów przy 43.9% z gry i aż 40.6% za trzy. Nadal jednak zdarzało mu się przeplatać dobre występy z tymi bardzo słabymi i ustabilizowanie formy, to jedna z najważniejszych rzeczy jaką musi poprawić. Teraz jego rola znacznie wzrośnie, nie tylko od początku będzie starterem, ale też obok Lina i Lopeza najważniejszą opcją w ataku. Będzie miał znacznie więcej okazji, żeby pokazać na co go stać. Nets będą potrzebowali jego dobrej gry, jego punktów, ale także tego, że w mnieszym stopniu będzie opierał się na dograniach kolegów, a zacznie częściej sam kreować akcje. To dla niego również ważny sezon, ponieważ będzie w contract-year jeśli do końca października nie dogada się w sprawie przedłużenia, więc już podczas preseason musi walczyć, żeby potwierdzić swoją wartość. as

TYP

Adam Szczepański: Lopez i Lin w roli gwiazd drużyny, a potem długo, długo nic. Poza nimi jest jeszcze tylko trzech zawodników, którzy mają jakieś doświadczenie bycia starterem w NBA i grupa młodych graczy, wśród których tylko bust Anthony Bennett był wybrany w top-15 draftu. Do tego ich teoretycznie najbardziej obiecujący młody talent LeVert nie jest nadal zdolny do gry po operacji stopy. I jeszcze na ławce trenerskiej mają debiutanta. To bardziej przypomina drużynę D-League, niż zespół NBA. Nets są najsłabszą drużyną na papierze i mogą okazać się nawet najsłabszą w historii ligi.  Z ogromnym trudem będą przychodziły im zwycięstwa, ale po cichu liczę, że będzie tu kilka małych kopciuszkowych historyjek, kilkanaście meczów, w których swoją walką, zaangażowaniem, zespołową grą, albo odrodzeniem Linsanity zaskoczą rywali. Tak jak Warriors mają mnóstwo hejterów, bo są za mocni, tak Nets są drużyną, której chce się kibicować, ponieważ są skazani na porażkę i jest mi ich naprawdę żal, kiedy patrzę na ten skład. 16-66, 15. miejsce w Konferencji Wschodniej

Piotr Sitarz: Myślę, że Nets nie będą, aż tak fatalnym zespołem jak wielu się wydaje, ale w ich przypadku łatwiej typować mi ostatnie miejsce na Wschodzie, niż jakiekolwiek lepsze. Nawet sezon 76ers zapowiada się lepiej, plus wydaje mi się, że jeśli chodzi o presję wygrywania, to na pewno większą już teraz odczuwa się w Filadelfii. Nets mają team złożony z weteranów, którzy swoje w NBA przeżyli i młodzieży, ale niestety z nizin talentu w porównaniu do innych teamów z miejsce 25-30 w NBA. Caris LeVert wciąż dochodzi do pełni sprawności, Anthony Bennett nie wygląda na kogoś, kto może mieć chociaż dobry preseason, Chris McCullough i RHJ, to zawodnicy dla których ofensywne „touches” nie będą priorytetem w zespole z Brookiem Lopezem i Jeremym Linem, a i ciężko mi złożyć jakiś potencjalnie efektywny w czymkolwiek lineup z najmłodszych perspektywicznych gracz. Bogaty w kontrakty dla zawodników offseason, którzy mogą wygrać kilka meczów więcej, niż w poprzednim sezonie, to niestety za mało aby mówić o jakimś wielkim postępie, zmianie kursu czy budowaniu szkieletu na kolejne 3-4 sezony. Na pewno obejrzę kilka do kilkunastu spotkań Brooklynu, głównie dla trenera Kenny’ego Atkinsona, który przez 3 lata asystował Mike’owi Budenholzerowi w Atlancie, ale niestety zapowiada się zespół z być może najgorszą obroną w całej lidze. I to nie przez mam nadzieję grającego na miarę występu w Meczu Gwiazd Brookowi Lopezowi, ale przez minuty graczy za wolnych, za starych – 36 letni Scola i 33 letni Foye – i zbyt nieatletycznych – Vasquez i Budinger. Sukcesem dla tego teamu powinna być nominacja dla Jeremy’ego Lina na gracza tygodnia, plotki o zainteresowaniu Lopezem i przegrywanie meczów przez braki, a nie celowe uniknięcie zwycięstw – chociaż wybór w pierwszej rundzie Draftu’17 też należy do Celtics (Boston ma prawo do zamiany własnego pierwszorundowego picku na wybór Nets). 15. miejsce w Konferencji Wschodniej.

Maciej Kwiatkowski: Ten zespół, który wygrał tylko 21 meczów w zeszłym sezonie i w 45 ostatnich – granych pod Tony’m Brownem – grał Top-25 atak ligi (albo nie Low-5…), ten zespół był OK. Naprawdę był okej. Zaczął grać normalnie, zaczął kreować trójki, miał spacing, którego nie miał pod Lionelem Hollinsem i starał się w obronie, mimo niszowego talentu. Mogłeś mieć go w dupie i śmiać się z Nets, ale ten niszowy talent myszkował po tym prostokącie i próbował do the right thing. Nie wydaje mi się, żebym w tych 45 meczach inny team oglądał częściej i Nets jak każdy team mieli swoje małe rywalizacje, swoje sekrety, swoje progresy. Ale to była już druga część sezonu regularnego – ta która większego znaczenia nie ma. Po prostu koszykówka. W pewnym momencie zżyłem się z tym teamem – z progresem Shane’a Larkina, który grał w końcu w pick-and-rollu, z Markelem Brownem, potem z nagle gorącym Seanem Kilpatrickiem, czekałem na powrót po kontuzji Chrisa McCullough, generał Henry Sims w tych czterech ścianach zawsze na propsie – ale kiedy sezon się skończył, zdałem sobie sprawę, po co to wszystko? Po to by nie mieć wyboru w drafcie? To tak nadal będzie? Jeszcze dwa lata? Do tego off-season był dla Nets pechowy, bo nie wyciągnęli ani Tylera Johnsona, ani (tu mniej pechowy) Allena Crabbe’a, mimo wysokich ofert dla nich (dla Crabbe’a zwłaszcza). Potem przyszli Scola, Foye, Bennett… Ten skład, na który patrzę… Beau Beech to stretch-4 i miał dobrą Ligę Letnią, Yogi Ferrell jest do zakochania się… Hollis-Jefferson to trzeci najlepszy gracz w tym teamie. Potem Bojan Bogdanović, następnie Sean Kilpatrick, Greivis Vasquez, Luis Scola i co dalej? Tylko minusowi albo niesprawdzeni gracze. To może być najgorszy zespół zebrany od lat, który za zadanie ma założyć te same stroje, nie pomylić się przy tym, wyjść na parkiet i grać w NBA. Będę skakał do góry pierwszy, gdy wydarzy się „Linsanity”, ok. Będę skakał najwyżej, jeśli sprawią, że zapomnę o Charlotte Bobcats 7-59 z lokautowego sezonu. Trzymam za to kciuki. To może się zdarzyć, w ich konferencji nagle nikt nie tankuje i sporo zespołów, nawet Sixers, wygląda na przytomne. 7-75, 15. miejsce w Konferencji Wschodniej.

Poprzedni artykułBilet w jedną stronę
Następny artykułBartek Mówi Jak Jest: Złote cytaty z Media Day

15 KOMENTARZE

  1. Szkoda tego teamu. Szkoda Lopeza męczącego się w drużynie grającej o nic. Lin będzie miał swój cyrk, ale też mógłby się przydać jako backup gdzieś u kontendera (Cavs nie stać, ale w sytuacji emerytury Mo…).

    Lubię czasem małe tortury, ale chyba dam sobie spokój z oglądaniem Nets w nadchodzącym sezonie.

    Dzięki za napisanie.

    Lubię to: 2
  2. Jezeli szukacie ciuchow ze znaczkiem jakiegos klubu z NBA, to na allegro najwiecej bluz, czapek i t-shirtow to wlasnie te z logo Brooklyn Nets… Czemu nie Timberwolves? Dlaczego nie Pelicans, 76ers, albo chociaz Memphis Grizzlies…? ;)

    Lubię to: 0
    • Ja nie mam! Mam ich zaraz nad drużyną która w styczniu jako pierwsza zacznie tankować, a i nie wydaje mi się żeby 76ers na koniec byli jakoś specjalnie lepsi od Nets. Ale mogę być nie obiektywny ;)

      Tu trzeba brać pod uwagę że Nets nie będą odpuszczać żadnego z 82 meczy sezonu, bo i po co? Nie będzie tu ani ostatniego miejsca, ani najgorszego rekordu ligi, po prostu dla nich każdy mecz będzie po prostu meczem o wygranie. No i pewnie nadrobią bilans w drugiej części sezonu kiedy reszta drużyn zacznie odpuszczać.

      Najlepszy możliwy scenariusz dla Nets? To zmasowana plaga kontuzji w Bostonie i wypadnięcie Celtów z PO. Szkoda tylko że to mało prawdopodobne.

      Czekam na rozwój RHJ, zachwyty nad Kilpatrickiem, jaram ponownym Linsanity w NY, ściskam kciuki aby Lopez się nie połamał, sprawdzam co tam potrafią LaVert, Ferell i Whitehead i byle do 2019! ;)

      Dzięki za wstęp. Na marginesie wyszło z tego że chyba mam jakieś azjatyckie korzenie, no bo ani nie mam bogatych rodziców, ani nie mieszkam w NY a i Skibą też nie jestem.

      Odezwę się Maciek na twitterze jeszcze w październiku.

      Lubię to: 4