Abdul-Rauf, zapomniany strzelec

10
fot. YouTube

Ile razy słyszeliście, że ktoś deprecjonuje dokonania graczy z przeszłości? Hej, ten gość był dobry, ale grał przecież w prehistorycznych czasach, kiedy koszykówka była archaiczna, wszyscy jarali szlugi, a telewizja była czarno-biała. Dzisiaj pewnie nie byłoby go nawet w lidze.

A co jeśli mamy do czynienia z sytuacją odwrotną i ktoś bezsprzecznie utalentowany trafia do ligi o 20 lat za wcześnie? Jednym z pierwszych przykładów, który przychodzi do głowy w erze smallballu jest Chris Jackson, lepiej znany jako Mahmoud Abdul-Rauf.

Porównywanie graczy i tworzenie rankingów to niezwykle trudne, niekiedy karkołomne i odpowiedzialne zadanie. Naprawdę nie jest łatwo oceniać dokonania, porównywać talenty, a przy tym pamiętać o wszelkich społecznych i ligowych realiach w jakich konkretni gracze uczestniczyli. Koszykówka zmieniła się nieprawdopodobnie na przestrzeni kilkudziesięciu lat. To właściwie zupełnie inna dyscyplina, niż na samym początku istnienia NBA. To temat długi i dobrze znany.

Zmieniają się również trendy, jeśli chodzi o samą taktykę, albo – jeśli ktoś woli taką wersję: obserwujemy kolejne etapy koszykarskiej ewolucji. Jeszcze ćwierć wieku temu każdy zespół marzący o tytule musiał rozpocząć budowę składu od klasowego centra. Ileż wyborów w draftach zostało przecież zmarnowanych w poszukiwaniu kolejnych Shaqów.

Dziś właściwie wszystko toczy się wokół rzutów za 3 punkty i obwodowych graczy. Kiedyś rozgrywający miał przede wszystkim za zadanie dostarczać piłkę partnerom. Zdobywanie przez niego punktów często schodziło na drugi plan. Obecnie nie wyobrażamy sobie, aby gracz z pozycji nr 1 nie potrafił wziąć na siebie ciężaru gry w ataku. Rajony Rondo tego świata są już nieco passé. Wszyscy chcą (muszą?) mieć w swojej krwi chociaż promil rzucającego obrońcy.

Chris Jackson nie musiał wcale marzyć o tym, aby mieć rzut Stephena Curry’ego. Jego talent ofensywny był z tej samej parafii. Phil Jackson (zbieżność nazwisk przypadkowa) miał tu absolutną rację, kiedy dorwał się do swojego konta na Twitterze przed kilkoma miesiącami. Wielu jednak przecierało oczy ze zdumienia po takich porównaniach. Nawet sam Curry początkowo nie bardzo chyba wiedział o kogo chodziło.

Ale Chris Jackson vel. Mahmoud Abdul-Rauf naprawdę istniał i kiedy był w gazie, pomeczowe protokoły były wypełnione imponującymi statystykami. Jeśli miał dzień, lepiej żebyś ruszał się w obronie szybciej niż młody Jason Kidd.

Nikt nie chciał go kryć, podobnie jak nikt nie chciał uprawiać seksu z Dikembe Mutombo. Abdul-Rauf nie był jakąś ligową atrakcją jednego sezonu. Miał jeszcze kilka podobnych występów. Ten najbardziej znany miał miejsce oczywiście przy okazji wizyty Nuggets w Salt Lake City. Po drodze – jeszcze jako Chris Jackson – odwiedził nawet konkurs wsadów przy okazji Weekendu Gwiazd w Salt Lake City, chociaż do tamtego momentu nie wykonał żadnego wsadu w meczu NBA. Nie poszło mu wtedy najlepiej (do jego tików nerwowych dojdziemy później) i zajął ostatecznie przedostatnie miejsce.

Abdul-Rauf imponował wyskokiem już w czasach liceum, ale nie to zwracało uwagę wszystkich obserwatorów. Choć Dick Vitale widział w nim nowego Isiaha Thomasa, chłopak z Gulfport w stanie Mississippi robił absolutną furorę jako miniaturowa machina do zdobywania punktów. Kiedy trafił do LSU w 1988 r. stał się największą sensacją od momentu, gdy mury uczelni opuścił „Pistol” Pete.

Tak zagrał już w swoim piątym meczu w NCAA, wywołując zapewne uśmiech pod wąsem Maravicha gdzieś w innym świecie

Chesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułDwunasty Gracz: NFL Podcast (odc. 2)
Następny artykułLance Stephenson trafił w końcu do New Orleans Pelicans

10 KOMENTARZE

  1. Ja akurat zawsze pamiętałem tego gracza – z dwóch powodów. Przede wszystkim idealnie nadawał się do hajlajtów, Szaranowicza i Łabędzia i jakichś tam sekundowych migawek z NBA. Po drugie, co ważniejsze – w tym czasie było dwóch graczy w NBA co się dziwnie nazywali: Mahmoud Abdul – Rauf oraz Shareef Abdur – Rahim. I mimo, że się starałem, często myliłem R i L w ich nazwiskach gadając z kumplem na przerwach w szkole i omawiając wyniki meczy ;)
    Ps. patrzę na wiki, ze w 2000-01 razem grali właśnie w Vancouver.Komentatorzy musieli mieć ciężko jak obaj byli na parkiecie razem ;)

    Ps. cool art bro

    Lubię to: 2
    • Miałem napisać że go pamiętam z trybu practice w NBA LIVE 2000 po tym jak doczytałem że był w Grizzlies, ale Twój komentarz uświadomił mi że chodziło o Shareefa. Dzięki za wyprowadzenie z błędu! ;)

      Lubię to: 1
  2. ten pierwszy film (vs Mavs) jest nieziemski. Nigdy nie widziałem, by ktoś kończył 3 pierwsze kwarty celnymi trójkami (przy poniżej 10 sek. do końca). Szkoda, że w czwartej nie pierdzielnął buzzer-beater game winnera :D

    Lubię to: 3
  3. Fantastyczny artykuł o tym niepowtarzalnym graczu. Zaciekawiła mnie Jego postać gdy przeczytałem o Nim w biografii Shaqa jak wspominał wspólną grę na uczelni. Opisywał Go w ten sposób, że miał niewyobrażalną łatwość w zdobywaniu punktów, ale przez swoje schorzenie psychiczne w ogóle nie podawał..obniżona percepcja czy coś w tym stylu.

    Lubię to: 2