Decyzje, argumenty, powroty do domu

26
ZUMAPRESS.com
ZUMAPRESS.com

To taka straszna sztampa, ale wszystko mówi mi, że tak właśnie muszę zacząć.

Był początek lipca 2010 roku. Siedziałem w moim pierwszym mieszkaniu w Barcelonie. W salonie, bo w Barcelonie są salony. Oglądałem „Decyzję”. Po cichu, bo kartonową ścianę dalej spali moi współlokatorzy z Chile. To było kiepskie mieszkanie. Okno w moim pokoju wychodziło na kuchnię, a po niej biegały karaluchy. To nie istotne dla dalszej części tej historii.

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułChris Bosh zostaje w Miami za $118 milionów
Następny artykułIsaiah Thomas przenosi swoje talenty do Phoenix

26 KOMENTARZE

  1. Woah! Przemku!

    Gdy czytam tego typu teksty, tego właśnie autora mam wrażenie, że siedzimy gdzieś w fajnym lokalu przy piwie, a Przemek opowiada – tu o swoich osobistych sprawach, tu o koszykówce i czas spędza się bardzo przyjemnie.
    Świetnie! -> No to „myk” i do ulubionych! ;)

    Lubię to: 0
  2. Rozumiem i przyjmuję argumentację, ale pominięta została jedna rzecz, która w mojej opinii jest w sporcie bardzo ważna – lojalność. Ok, rozumiem, że Cavs podejmowali gorsze decyzje i LeBron nie chciał dłużej czekać na tytuł w Cleveland. Niemniej graczy, którzy spędzają w jednym klubie całą karierę jest coraz mniej, a my jeszcze w dodatku przestajemy ich doceniać. Wręcz przeciwnie – tłumaczymy „biznesowe” decyzje i szukamy argumentów, żeby ich bronić. Jak dla mnie za dużo kalkulacji jest w dzisiejszej NBA. Dogadywanie się z kolegami All-Starami, zaniżanie kontraktów, pójście gdzieś na chwilę, żeby w razie czego mieć chociaż jakiś pierścień, jechać czy nie jechać na kadrę (ostatnio o tym myślałem – niektórzy śmieją się z „piłkarzyków”, ale oni wszyscy na międzynarodowe imprezy jeżdżą!) itd. Masz rację, to jest świat LeBrona i on poniekąd ustala reguły. Jest w tym momencie 1 z 2 najlepszych koszykarzy, ale wolałbym, żeby za wzór do naśladowania mój dzieciak wziął sobie np. Jordana, Bryanta, Wade’a. Za dużo racjonalizmu, a za mało przywiązania do rzekomego „domu”…

    Lubię to: 0
    • „Jest w tym momencie 1 z 2 najlepszych koszykarzy”

      Skoro nie przechodzi Ci przez gardło, że jest najlepszy na świecie to cały wywód traci sens, bo widać że nie podchodzisz do niego całkiem obiektywnie. Nie żyjemy w idealnym świecie, zejdź na ziemię. Bryant chciał spadać na Pluton, a i mówił że nie zagra w drużynie, która go wydraftowała. Wzór lojalności

      Lubię to: 0
      • Nie jestem na tyle kompetentny, aby stwierdzić kto jest lepszy – Durant czy James. Skoro Ty to potrafisz, to fajnie ;) Bryant? Przeżył Shaqa, Jaxa, Gasola i nadal siedzi w Lakers mimo ch****ej sytuacji. A czemu wg Ciebie wybór w Drafcie ma zobowiązywać do lojalności skoro nie spędził z tymi ludźmi ani chwili? Zresztą podałem go tylko jako jeden z przykładów. A to, że świat nie jest idealny to fajny banał, ale na szczęście można jeszcze mieć swoją opinię i hierarchię wartości ;)

        Lubię to: 0
        • „Przeżył Shaqa, Jaxa, Gasola i nadal siedzi w Lakers mimo ch****ej sytuacji.”

          To jego ego doprowadziło do konfliktu i odejścia Shaqa. To on chciał JAWNIE opuścić LA (choćby na Pluton) i dopiero trade Gasola go przekonał do zostania. Miałby odejść teraz po tym jak wziął nie-trade’owalny kontrakt na 30 baniek? Żaden zespół z czołówki by go nie wziął a do innego by nie poszedł.

          Wzorem lojalności to może być Duncan czy Pierce. Kobe gra całą karierę w LA tylko dlatego, że ma przez większość czasu dobry zespół. Gdyby nie trade Gasola już dawno by go tam nie było.

          Lubię to: 0
          • Oczywiście Duncan jest chyba najlepszym przykładem. Tych trzech wymieniłem po prostu na prędce. Kobe to akurat rzeczywiście specyficzny przypadek, ale też przykład tego, jak można wpływać na decyzje kierownictwa.

            Lubię to: 0
          • Przy kasie jaką tuli Bryant lojalność i całe to biadolenie o niej przychodzi, jak mniemam, całkiem łatwo.
            W ogóle śmieszą mnie te wszystki dyskusje o lojalności. Ciągle ten temat wraca, ciągle jest wałkowany i cały czas jest tak samo bezsensowny jak wcześniej. Większość ludzi wypowiadających się o lojalności sportowca ma zapewne prace, którą zamieniłby bez mrugnięcia okiem na inną, gdyby tylko: więcej płacili/ oferowali ambitniejsze wyzwania/ była bliżej mieszkania/ miałby lepszych kolegów etc. Jakie więc ci ludzie roszczą sobie moralne prawo do krytykowania sportowca który zmienia pracę? Nie kumam.

            Wiadomo, sport to troszeczkę inna para kaloszy, są drużyny którym się kibicuje, są kibice, którzy wspierają swoich graczy oczekując w zamian poświęcenia i lojalności, ale w gruncie rzeczy wszystko i tak sprowadza się do tego, że to jednak jest praca. Zawsze pracę możesz zmienić inaczej byłbyś niewolnikiem, a powód dla którego to robisz powinien byc już tylko i wyłącznie twoją sprawą… a na pewno nie sprawą tysięcy randomowych kolesi którzy oglądają cie w telewizji od czasu do czasu i cos tma przeczytaja na twój temat w necie czy na papierze…

            Lubię to: 0
  3. Panie, Panowie gdy mówimy o NBA budujemy rycerskie filozofie. Podniecamy się zasadami, skrupułami, etc. Mamy komuś za złe, że zmienia klub, obrażamy się, nie rozumiemy. Dużo dyskusji w sumie o czymś czego np w piłce nożnej nie ma.
    Otóż, w europejskim futbolu kluby sprzedają, kupują, zawodnicy przechodzą jak chcą, wymuszają, etc. Nikomu to nie przeszkadza, nikogo to nie wzburza, a przecież nie dojść, że w czołowym klubie zawodnik dostanie 20 mln za rok, to jeszcze klub musi a niego płacić powiedzmy 50-100 mln. Jest OK? Jest. Więc?

    LBJ zmienił klub i tyle. Ma prawo? Ma? Świat się zmienia. Każdy ma prawo do decyzji ot tak sobie. W NBA trzeba do kosza wrzucić filozofię przywiązania do klubu.
    Dziennikarze w NBA mają tylko 30 klubów, kilkuset zawodników, wiele kontraktów jest na lata i nie ma co pisać czasami.

    Dla mnie to nie jest D2,0 to zwykły fakt, zwykłego gościa, który jest dobry i podjął decyzje o zmianie pracodawcy.

    Przemku –> Nie rozumiem tej decyzji pod względem sportowym
    Dlaczego nie? Może LBJ potrzebuje wyzwań? Nowych. On już wszystko w NBA osiągnął w wieku 29 lat, rok temu, miał 2 tytuł, obroniony, poza tym MVP, występy w Allstar itd itp.
    Może potrzebuje czegoś więcej, może potrzebuje zmierzyć się z demonami przeszłości? Może chce być mentorem dla młodych? ;)

    Lubię to: 0
    • ” Nie rozumiem tej decyzji pod względem sportowym
      Dlaczego nie? ”

      No dlatego, że sportowo (nie emocjonalnie, mentalnie itp.) na tym traci. Zostało mu powiedźmy z 6 lat prime’u, gdzie z MIA spokojnie by doszedł ze 4 razy do finału i pewnie coś ugrał. W CLE co by nie mówić jak wygra 1 mistrzostwo to i tak będzie sukces.

      Czemu też na tym traci? Bo interesuje go GOAT i Mount Rushmore. Nie dostanie się tam mając ledwie 2 tytuły i kilka przegranych finałów. Już teraz ludzie wypominają mu wszystkie przegrane Finals (nawet tegoroczny, gdy przecież zagrał indywidualnie dobrze).

      Także jak najbardziej ma powody, żeby wrócić, ale „rozprawienie się z demonami” czy „bycie mentorem” to raczej nie są specjalnie sportowe powody. A skoro MVP, pierwsze piątki, all star games mógłby osiągać w MIA to sportowo traci idąc do gorszego teamu.

      Lubię to: 0
  4. Przemek,wierzysz że James sam napisał ten 'esej’? Wyobrażam sobie grupę najlepszych ludzi od PR siedzącą w jego domu i układającą treść, tak jak Ty wyobrażałeś sobie zebranie prawników w sprawie obrony D.Sterlinga;)

    Lubię to: 0
  5. Decyzja to woda na młyn dla Martina Williama Harrisa, chyba już pisze drugą cześć…. albo i nie, w końcu pierwsze statystyki będą dostępne dopiero w październiku:)

    Lubię to: 0
  6. Czy ja wiem czy nie jest racjonalna zamiana rozsypanych kolan Flasha i fryzury Cole’a na Irvinga, Diona i Wigginsa lub nawet Love? Powrót do domu może dobrze się sprzedaje ale nie sądzę żeby LBJ wracał gdyby nie było tam ekipy zdolnej natychmiast zostać kontenderem po dodaniu go do składu.

    Lubię to: 0
  7. kolejny bardzo solidny artykuł Przemka, brakuje mi tylko podkreślenia tego o czym w liście wspomina LBJ (choć chyba bardziej to pióro samego Lee Jenkinsa) – to że jego gra w Miami była jak nauka gry w collegu dla innych zawodników. nieopierzony Chosen One trafił do NBA prosto ze szkoły średniej, stracił 5 lat w Cavs pod okiem cieniasa Mike Browna walcząc z wiatrakami i niebotycznymi wymaganiami opinii publicznej i bardzo przemawia do mnie ten argument z Heat jako alma mater rozwoju jego gry. Pat Riley i organizacja jaką stworzył było dla LBJ jakby takim opóźnionym obozem i nauką jaką inni wielcy zawodnicy mieli okazję obierać u np. Deana Smitha, Calipariego czy Krzyzewskiego.
    a teraz dopiero zacznie się prawdziwy sprawdzian dojrzałości.. fascynujące będzie jego oglądanie :)
    za Billem – „It’s the right move at the right time for the right guy. This will be fun”

    Lubię to: 0
  8. Zostawanie w Miami Heat bez składu i z przepłaconymi kolegami po swoim prime nie byłoby racjonalną decyzją. Powrót do Cavs być może też nie jest, ale jeżeli dołożyć do tego Love’a lub kogo Lebron sobie zażyczy drużyna będzie prezentować na pewno lepszą jakość niż to co mogli zaoferować Heat. Managment Heat popełnił masę błędów w zeszłym sezonie i Pat Riley na konferencji prasowej wyglądał na człowieka zupełnie bez planu i zarówno on jak i Wade i Bosh liczyli, że może Lebron jednak będzie rzucał 60pkt co drugi mecz i będzie fajnie. Zgadzam się z Simmonsem.

    Lubię to: 0
  9. Wielki szacun dla Jamesa.

    Pokazał tą decyzją klasę, mogl isc do Houston, do Dallas, mogl isc wszędzie, wybrał parszywe Cleveland, które paliło jego koszulki kilka lat wcześniej.

    Jeżeli jakims cudem uda mu się tu wygrać tytuł, to będzie jedna z najleszych historii, jakie widiala NBA.

    Lubię to: 0
  10. Przemek, http://www.youtube.com/watch?v=xZ0E2IhiDuE

    Mnie natomiast najbardziej zastanawia w tej decyzji kwestia rozegrania „tego” pomiędzy Gilbertem, a Jamesem. Patrząc na to, że dopiero kilkanaście dni temu ze strony Cavaliers zniknął ten list-manifest, znaczy tylko, że Gilbert wciąż myślał jeszcze chwilę temu w ten sam sposób, jak po decyzji 1.0. Nagle się to zmieniło? Niby po 4-ro godzinnej rozmowie, w której wg Woja padło wiele truizmów rodem z średniej klasy romansideł stwierdzili, że znów będzie miłość? Bogaci goście z wielkim ego, dumą i pychą, którzy mieli beef przez 4 lata przepraszają się i wszystko nagle wraca do normy, cool.
    Pokora, sentyment, rodzina, potencjalne pierścienie czy pieniądze? Co zdecydowało?

    Lubię to: 0
  11. „Powtarzam, to nie jest racjonalna decyzja, bo podejmując takie, bierze się pod uwagę fakty – nie obietnice.”
    Co wziął pod uwagę James?
    – Kolana Dwayne’a Wade’a mają o wiele wiecej niż 32 lata wpisane w metryce
    – Chris Bosh chce zarabiać dużo
    – Danny Granger skończył się na Killem All
    – Mario Chalmers nie jest najlepszym rozgrywającym świata
    – Wszyscy chcą grać z Jamesem – niezależnie czy to Northeastern Ohio czy South Beach. Patrz Kevin Love, Mike Miller, Ray Allen.
    – Irving, Wiggins, Thompson, Bennett = wielki upside.
    Cavaliers mają roster, który daje Jamesowi największe szanse na tytuł na Wschodzie może w czterech najbliższych sezonach.

    Lubię to: 0