Sam Hinkie nie jest głupi

13
fot. facebook.com/Sixers
fot. facebook.com/Sixers

Philadelphia 76ers nie pojawiają się w spekulacjach na temat przyszłości LeBrona Jamesa i Carmelo Anthony’ego, chociaż mają wystarczająco dużo cap space’u, żeby zaproponować któremuś z nich maksymalny kontrakt albo zmieścić obu na nieco niższych umowach. Wiadomo jednak, że nie są w tym momencie drużyną, o której największe gwiazdy mogłyby chociaż pomyśleć i świetnie zdają sobie z tego sprawę. Nie próbują na siłę wbić się do tej dyskusji, tylko po, żeby zrobiło się o nich głośno. Mogą z dystansem obserwować to co się dzieje, a Joel-Hans Embiid rekrutujący na twitterze LeBrona był świetny. Sixers mają teraz inne cele – picki w drafcie, młodzi zawodnicy i patrzenie w daleką przyszłość. Nie zamierzają włączać się w walkę o wolnych agentów ani tych z pierwszego, ani drugiego czy nawet trzeciego planu. Jeśli już coś zrobią w tym offseason, to przejmą jakiś ogromny kończący się kontrakt Amare Stoudemire’a, Carlosa Boozera czy Jeremy’ego Lina, któremu będzie trzeba wypłacić $15 milionów. Mają dużo wolnego miejsca w salary cap, trzeba go wykorzystać, więc taki ruch jest im nawet na rękę, tym bardziej, że w pakiecie mogą otrzymać pick albo jakiegoś młodego zawodnika, który przyda się w przebudowie.

Sixers pod wodzą Sama Hinkie’go, GMa i prezydenta w jednej osobie, to przede wszystkim drużyna, który bezczelnie tankuje i psuje poziom koszykówki w NBA, gdy w drugiej połowie minionego sezonu wyglądali gorzej niż niejeden zespół z D-League. Oburzaliśmy się tym, a teraz wygląda na to, że czeka nas powtórka. Druga część tego marnego spektaklu. Ale mimo wszystko, w Philly sporo kibiców popiera działania drużyny i nawet podczas draftu na trybunach Barclay Center była grupka, która entuzjastycznie wspierała Hinkie’go. Wierzą w niego i w jego plan. Bo choć obecnie są fatalną drużyną to równocześnie postrzegamy ich jako zespół zarządzany przez mądry management, który wie co chce osiągnąć. Postawili sobie cel i dążą do niego, zupełnie nie przejmując się tym, co mówią inni czy tym jak teraz wygląda ich drużyna. Nie oszukują kibiców, że w najbliższym czasie coś wygrają, ale dają im nadzieję i tym ich 'kupili’.

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułMiędzy Rondem a Palmą (118): Nudzę się
Następny artykułCavaliers czyszczą listę płac w oczekiwaniu na LeBrona, Danny Ainge coś knuje

13 KOMENTARZE

  1. Ogromne ryzyko, ale kibicuję im z całego serca !
    To jest więcej niż podwójne ryzyko – zdrowie Noela i Joela (dobrze brzmi).
    To jest ryzyko innej gry/systemu niż aktualne realia w NBA.
    Albo będzie to kompletny niewypał, albo zrobienie kroku przed wszystkimi.
    Liga zmienia się przez lata, były epoki różnych zawodników z różnych pozycji – teraz królują atletyczni PG, ale jeszcze w nie tak dawnej historii GM’owie ustawiali się w kolejkach po twardego PF’a (teraz z tymi PF się trochę pozmieniało), świetnie rzucającego SG, rozgrywającego pass-first…
    Liga ewoluuje, zatacza koła, szuka odpowiedzi na przewagi.
    Więc ten eksperyment na dzisiejsze czasy może wypalić z tą dwójką pod koszami. To poza zgarnianiem najlepszego dostępnego w danym picku talentu może być krokiem w przód jeśli chodzi o ewolucję ligi. A może być też kompletną wtopą, czego im nie życzę patrząc na upside Embiida i to jakim wyjątkowym zawodnikiem może być Noel.
    Trzymam kciuki !

    Lubię to: 0
  2. Fajny tekst.
    To co robi Philadelphia to dla mnie kopia szalonych decyzji Chicago z pierwszych lat 21 wieku. Tez mieli taki sam plan. Oddali największy talent i najlepszego zawodnika Eltona Branda wybrali w drafcie 2001 mega utalentowanych dzieciaków Chandlera i Edka Curry’ego którzy za kilka lat mieli dominooować pod koszem. Tankowali, następnie gdy 2002 roku 2 numerem wybrali Jaya Williamsa mieli szkielet na ekipę która za parę lat bedzie dominować….
    Taki mieli plan… Tylko ze ten cały misterny plan poszedł w piz..

    Lubię to: 0
  3. Nie zgadzam się tylko z jednym. Nawet jeśli plan Hinkiego nie wypali i obaj zawodnicy nie zrobią wielkiej kariery przez kontuzje, to i tak nie GM Philly nie będzie stawiany na równi z Kahnem i Thomasem. Ryzykuje, ale robi to świadomie. Pozostała dwójka nie miała pojęcia co robi:)

    Lubię to: 1
  4. Dzięki za wpis o Sixers.

    Myślę, że to najlepszy mozliwy okres, aby o nich coś napisać i fajnie, że tych linijek troche się nazbierało.

    Najlepszym komentarzem do tej sytuacji jest wpis Krzycha – Hinkie ryzykuje, ale wie co ryzykuje i wie co może ugrać, wszystko jest częścią planu, nie improwizacji.

    Na tym etapie warto brać high risk-high reward. Jeżeli wyjdą szybko problemy zdrowotne któregoś z naszych C, nadal jesteśmy wysoko w drafcie i mozemy wybierac z uwzględnieniem tego. Gorzej jest miec juz taki team jak w Portland, kiedy dajesz extension i łamie ci się jeden za drugim.

    Sixers są słabi teraz, ale już kiedy przyjdzie Sarić mają szansę na duży skok jakościowy. Draft Hinkiemu nie układa się tak dobrze, jak np Thunder, którzy ze swoimi numerami wybierali kolejno graczy na odpowiednią pozycję, którzy dosc obiektywnie byli najlepszymi dostępnymi z danym numerkiem.

    Nie ma metod pewnych. ALe można zrobic wszystko, zeby sposób w jaki to wszystko się odbywa maksymalnie zwiększało szanse na sukces. Cierpliwosc z młodymi (nawet zdrowy Embiid nie zrobilby wiekszej roznicy w poziomie zespolu), miejsce dla młodych, coach nastawiony na development, kolekcjonowanie pickow – nawet drugorundowych, trzymanie miejsca w sallary, wybieranie zawodnikow z Europy (saric, micic , kazemi) – to bardzo rozsądne kroki w kierunku zbudowania mocnego zespołu. nawet jesli plan nie wypali, albo przesunie się o rok, to przynajmniej Sam nie zostawi po sobie spalonej ziemi, jak zrobili to jego poprzednicy.

    Lubię to: 0
  5. Hinkie w połączeniu z cierpliwymi właścicielami to najlepsze co mogło spotkać 76ers i ich fanów. I Ci cierpliwi właściciele są tutaj kluczem. To dzięki temu, że nie narzucają żadnych ram czasowych na osiągniecie sukcesu przez tę drużynę uważam, że ryzyko, że ten plan się nie powiedzie jest minimalne. Nawet jeśli i Embiid i Noel okażą się zawodnikami podatnymi na kontuzje i nie będzie można wokół nich budować drużyny to nie będzie oznaczać, że plan Hinkiego się nie powiedzie. Niekorzystny obrót spraw nie zepchnie ich z wytyczonej przez Hinkiego drogi, może jedynie ją wydłużyć. Jeśli Ci zawodnicy się nie sprawdzą a właściciele będą odpowiednio cierpliwi to 76ers będą tak długo zbierać assety, aż w końcu znajdą swoją gwiazdę, która popchnie ich do przodu. Kluczem jest tu cierpliwość właścicieli i kibiców.

    Lubię to: 0