Raport (spekulacja?): Carmelo Anthony może dołączyć do Miami Heat

19
fot. Robert Duyos / Newspix.pl
fot. Robert Duyos / Newspix.pl

Nie zabijaj posłańca!

To trochę science-fiction. Możliwe? Tak. Wykonalne? Jasne. Wydarzy się? Hmmm raczej nie. To bardziej coś z gatunku niekończących się spekulacji, które sami możemy tworzyć, rozumiejąc jak działa CBA i reguły podpisywania kontraktów z wolnymi agentami.

Chesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułCeltics są skłonni oddać Rondo, Kings i Raptors w gronie zainteresowanych
Następny artykułRaport: Grizzlies i Wolves rozmawiają o wymianie

19 KOMENTARZE

  1. Gdyby Carmelo dołączył na takiej zasadzie do Heat to tytuł zdobyty przez całą czwórkę stałby się obiektem kpin. Nie zrozumcie mnie źle, ale co to za mistrzostwo zdobyte w drużynie złożonej z samych gwiazd? Pomijając już fakt, że Melo, który powoli staje się gwiazdą memów typu „ring-less” stałby się obiektem ataków, że idzie na ogromną łatwiznę. Doceniam poświecenie, którego mogliby dokonać [solidne obniżenie pensji], ale taka sytuacja zakrawałaby już na kpinę z ligi.

    Niemniej idea duetu Carmelo-James, gdzie obaj mogliby grać przez całe spotkanie wymiennie na pozycjach 3-4 byłaby naprawdę ciekawa

    Lubię to: 0
      • I co to niby stawia go w lepszym świetle niż Melo po ewentualnym transferze? Skoro Pyton był past prime to tym bardziej może wyglądać na desperata, który podpisze wszystko i wszędzie za pierścień. Melo mógłby jeszcze dać bardzo dużo drużynie.

        Nie mniej jednak to jałowa gadanina. Ilekroć pojawia się temat tworzenia jakiegoś BIG 3/4/7 bla bla bla…. zaczyna sie dyskusja na temat tego jak to bardzo ktoś idzie na łatwiznę, ze przecież powinien iśc do najsłabszej druzyny ligi i z nią wygrać tytuł… bujda na resorach.
        Czy naprawdę wsystkim się wydaje że ci wszyscy gracze, jak LBJ, Melo, Wade, Kobe, Nowitzki…. to takie cyborgi, że wystarczy ich ładnie skonfigurować, podobierać w pary i już, grają…

        Widocznie większości się wydaje że taki Lebron (bo to najświezszy przykład) przeszed sobie do Miami i pierścienie same sie zdobyły, a on sie nawet w finałach nie spocił, bo przecież ma BIG3.
        Ludzie to jest koszykówka, tutaj, jak w kazdym zespołowym sporcie trzeba zapierdalac. Jak nawet sklecisz BIG12 to i tak nic nie osiągniesz bez pracy. Gdzie tu chodzenie na łatwizne? To tylko szukanie ludzi z którymi jesteś w stanie wygrywać.

        Lubię to: 0
      • jest spora roznica pomiedzy szukaniem szansy na pierscien jak sie juz swoje w karierze zrobilo i mistrzostwo jest jej ukoronowaniem, a carmelo fuckin anthonym. nie oceniam, nie osadzam, po prostu tlumacze jaka jest roznica, nie chce mi sie dyskutowac o lebronie 2010.

        poza tym, dlaczego desperat? 90% weteranow w tej lidze to desperaci, bo chca na koniec kariery osiagnac sukces sportowy?

        w 92 bylo takie jedno BIG12 i jakos bardzo sie nie pocili i nie zapierdalali, zeby wygrac mistrzostwo olimpijskie. sukces w sporcie druzynowym to suma talentow

        Lubię to: 0
    • @host3234 Czyli jednak w Miami jest BIG3? Bo się zgubiłem. Gdzie opinie o BIG2 (bo Bosh nie jest gwiazdą) sprzed 2 lat? Gdzie jest BIG1,75 (bo Wade nie ma już kolan, a Bosh jest soft) sprzed roku? Nagle pojawia się Sci-Fi scenariusz z Carmelo i mamy BIG4! Trochę konsekwencji, wielcy jajogłowi.

      Koncept BIG”X” już jest trendem od dobrych paru lat. O Celtics już chyba nikt nie pamięta. Z mistrzostwem w pierwszym sezonie i całą trójką w absolute prime. Jeżeli tamten deal nie był kpiną, to który i kiedy? Zapomniało się już o Knicks z Melo, Amare i Chandlerem? Albo o Lakersach z Nashem, Kobe, Metta, Gasolem i Howardem?

      A tak z drugiej mańki, czy jeżeli do Clippers, Oklahomy, Houston albo Indiany dokoptujemy po 1 all-starze to też będzie kpina? Czy prawdopodobnie najlepsze playoff’y ever?

      Lubię to: 0
      • Jeśli dla ciebie kwartet : 34-letni Bryant, 37-letni Nash,,cień Gasola i Howard (pomińmy MWP, bo z niego żadna gwiazda) jest równa złożeniu ze sobą 3 zawodników w swoim primie’ie i Wade’a, który przy odpowiednim rozłożeniu meczów w sezonie gra jak TOP10 ligi to najwidoczniej nie zrozumiałeś mojego pierwszego komentarza.

        Poza tym Bryant i Gasol byli w drużynie, Howarda sprowadzili poprzez WYMIANĘ, tylko Nash jako FA.

        Knicks to przecież też zupełnie inna bajka. Stoudemire jako FA i to 2 sezony zanim trafił tam Carmelo,który przyszedł w WYMIANIE. Chandler to chyba tez nieco inny kaliber gracza niż Bryant, Melo,James etc.

        Mówię o sytuacji, gdy 4 gwiazdorów postanawia obnizyc swoje pensje o POŁOWĘ, by łatwiej im było grac razem. Gdzie tu szansa na uczciwą rywalizację?

        Podam ci zreszta pewien przykład:
        Spójrz na Zachód, gdzie ekipy są w miarę równo obdzielone gwiazdorami i rywalizacja stoi na bardzo wysokim poziomie, ludzie bardzo chętnie oglądają meczu między drużynami z tej konferencji, a PO stoi na świetnym poziomie.
        Teraz spójrz na Wschód z „superekipami”
        Widzisz róznice i do czego to prowadzi?

        Lubię to: 0
        • To nie tyle zachod jest rowno obsadzony gwiazdami, co raczej zachodnie drużyny maja w tej chwili wiekszosc zdrowych gwiazdorów do dyspozycji :) A o wyrównanej konferencji pogadamy jak wroci na pelne obroty Russel W. Oczywiscie jezeli okaze sie, ze trochę ogarnal swoja goraca makowke :)

          Pozdrawiam

          Lubię to: 0
  2. Może to nie będzie jakiś mega argument i pewno łątow go zbić, ale zgadzam się z host3234. Ale napisałbym o tym z perpspektywy innego zawodnika.Chodzi o pewien argument psychologiczny i wizerunkowy. Nie zdobycie tytuły w takim składzie przez lebrona, byłoby powszechnym obiektem kpin, że jest frajerem i tylko statsy umie nabijac, zdobycie tytułu takim składem, byłoby traktowane jako tytuł z gwiazdką, w takim składzie to by każdy zdobył. jakakolwiek dyskusja w przyszłości o top 4 zawsze by to wzieła pod uwagę, że Lebron może i nastukał tytułów ale w takim składzie tylko jeleń by nie nastukał.

    Lubię to: 0
    • Nie popadajmy w taką skrajność od razu – To już nie jest D Wade tylko jego połowa. C Bosh gra niby dobrze, niby rozwinął swoją grę o rzut z dystansu, ale wciąż lubi sobie zagrać Bosh Night w stylu „no to dziś pobędę Marcinem Gortatem, tylko nie będę skakał do piłek na deskach”. Czy same punkty od Carmelo byłby aż taka nadwyżką? Przecież to aktualnie obrona staje się problemem dla Miami. W ktorym momencie Anthony miałby być plusowym zawodnikiem dla rotacji obronnych?
      Były już teamy gwiazdorskie, takie jak LAL 2003-04 chociażby. Zdaje się, że ci galacticos NBA przegrali finał z bohaterami klasy pracującej z Detroit. Czy ktoś to dzisiaj Shaqowi wypomina? A i samego Kobiego wini w jakimś większym stopniu za to „rozczarowanie”?
      Historia szybko zapomina o tym z kim zdobywałeś pierścienie – gdyby tak nie było to Larry Bird chyba musiałby zapaść się pod ziemię.

      Lubię to: 0
  3. Hehe, tak się nie stanie, Heat nie jest potrzebna kolejna gwiazdka tylko kilku zadaniowców. Nie po to Brylantowy czyścił salary na następny sezon żeby zapychać go dodaniem jednego zawodnika.

    Lubię to: 0
  4. Pierwsze zdanie Maćka jest kluczowe :D

    Niby papier jest cierpliwy, ale jednak takich fantasmagorii lepiej się słucha w podcaście z dyskusjami o skakaniu nad traktorem itp itd

    Nie lepiej „weekend luzu” poświęcić na jakiś fajny tekst o zawodniku/teamie/GMie/whatever, który pozytywnie zaskoczył w sezonie?

    Chociaż po ilości komentarzy widać, jak lud się stęsknił igrzysk, ploteczek i chleba

    Lubię to: 0
  5. Pierwszy kwietnia dopiero będzie żeby zamieszczać takie artykuły :)

    Likeabosh – dobra uwaga. Bosh jest na papierze fenomenalną stretch czwórką i rzut ma ułożony że hoho, ale prawda jest taka, że sam meczu nie przejmie (niby potrafi, ale w tym sezonie jedyne dwa mecze gdzie naprawdę pociągnął drużynę sam i wygrali dzięki niemu to Portland i Lakers). Poza tym gra miękko i bez serca (mimo całej sympatii) i ani statystycznie ani w tzw. „intangibles” żaden z niego BIG. O stanie Wade’s aż żal mi w ogóle pisać. Ale jak obśmiać, że gdzieś powinęła się noga, czy do kogoś trzeba przyrównać to wtedy cały czas BIG 3 w prime time :)

    Ale Spoko, haters gonna hate, pozdrawiam :)

    Go Heat!

    PS. Godziny mijają, a po tym artykule cały czas mam niesmak. Karmelek w barwach Heat tfu, tfu…
    PS2. Jak nie Heat, to żeby OKC, albo choć Miśki z Memphis, bo inaczej sezon na straty :)

    Lubię to: 0