Nowojorskie impresje 714- czyli… grudniowe CLE-koty…

6

Niewiele jest teamów na koszykarskiej mapie wszechświata, które tak zajadle i zawzięcie tłamszą NYK od lat. Nie sądzę, żeby z jakimkolwiek zespołem w Konferencji Wschodniej w ostatniej dekadzie Knicks mieli bardziej przygnębiający rekord. To są taśmy bólu i upokorzenia. Kawaleria jeździ jak po łysej kobyle.

CLE są jednym z największych rozczarowań tego sezonu –jeżeli w przypadku Wschodu to słowo ma jeszcze jakiś desygnat. Zespół, który miał przyciągnąć L. Jamesa na drugą część jego kariery, kiedy kolano D-Wade’a będzie już pokazywane w gablocie w muzeum historii naturalnej, nie błyszczy. Chwilowo więc, nie dają argumentów na jakiś happy end, wielkie przeproszenie się Danem Gilbertem na żywo w ESPN – „James to wszystko wymyślił cała reszta to była gra. Kocham go”. I wejście w takiego ślimaka przy ludziach. Uhhh.

W tym CLE też trąbka nie gra.

K. Irving miał te wszystkie młode wilczki ogarnąć, a tak na początku sezonu (podaję za 6G) wygląda jak owieczka, która zgubiła mamine wymię. Dla mnie podobieństwo między nim i J. Wall-martem jest uderzające w kontekście sytuacyjnym. Dwie jedynki w drafcie, dwaj rozgrywający, mistrzowie pierwszego kroku, wielkie nadzieje na wynurzenie po niezbyt tłustych latach (Króla nie ma już czwarty sezon), stylizowani na franchize playerów, a tu taka przygnębiająca padaczka. Ich kariera taka adwentowa. Ciągle czekamy na to, aż staną się gwiazdami betlejemskimi ciągnącymi NBA w kolejną dekadę. Czy są liderami? Czy potrafią pociągnąć za sobą innych? Czy stworzą sektę wyznawców? Który z nich pierwszy przełamie odium „dobrego gracza, który tylko wyników nie ma”? Obaj? Żaden? I kiedy to się stanie? I który pierwszy ucieknie na duży rynek, kwękając, że tu nie ma z kim grać?

Te wilczki to mają ciągle takie mleczne zęby zamiast kłów. T. Thomson mógłby z Jasonem Maxiellem po zakończeniu kariery założyć salon modelingu dla puszystych pośladków, D. Waiters choruje na tę samą chorobę, co I. Shumpert, która objawia się abnegacją, wewnętrznym zapadaniem w siebie i hemoroidami, A. Bennett okazał się być kawałkiem bezkształtnego ciasta, które trzeba dopiero wyrobić, wytopić tłuszcza i uformować w jakimś fantazyjnym fallicznym kształcie (on się może wypiekać latami i nie ma gwarancji, że nie wyjdzie zakalec), T. Zeller ma tak jak brat piękny rzymski profil, więc jak się dokopią do teo, że w starożytności grali już w kosza ma pewne miejsce w ekranizacji pt. „Ostatni rzut Pompejów”. E. Clark chyba żałuje, że się zaciągnął do kawalerii bo nadal mógł pływać na Omedze. A.SMS” Gee ciągle nadaje w S5 (a dres w Assecco nadal niezdany i są zaległości w wypożyczalni video w Gdyni), Werażao nadal promuje szampon do włosów kręcących i lokówkę w pakiecie świątecznym. Jest profesor el chupacabra Kapitan Jack, ze swoim zawadiackim wąsikiem, zmrużonymi oczami latynoskiego lovelasa, ma zawsze jakąś personalną vendette w stosunku do NYK. Wydawało się, że kosmicznym wzmocnieniem powinien być A. „Kręgiel” Bynum, który mimo tego, że jest niepewny jak emerytura, to za te pieniądze przy takiej strukturze kontraktu (można go wziąć do galopu po roku), może uchodzić za majstersztyk Pana Granta. Brawo. Trochę nie rozumiem dlaczego CLE zatrudnili Andrzeja Piasecznego na PG– ale to się może jakoś da medialnie sprzedać, może to promuje jakieś nowe budziki, tourne po Polsce? Możne jakiś coming out? Nie wiem.

Patrząc na papier  można mieć zatem permanentna erekcję. Wydawać by się mogło, że atak na pozycję nr 4 to jest minimum w tym bagnie, w którym utknął Wschód. A jednak. Jest niby lekkie drgnięcie ku lepszemu (A. Bynum wreszcie wynurzył się z gawry), ale czy są już na kursie i ścieżce? Czegoś brakuje. Może za dużo tej młodzieży? Może nie trzeba tyle talentu? Może spalają się na tych zielonych szkołach (1-10 na wyjeździe) Może nie wszyscy akceptują, że Kyrie Eleison? (Dion Waiters?) Czy Pan Brown to było najlepsze posunięcie? Czy nie panta rhei? Może trzeba było postawić na jakiegoś młodego giga złapanego w lesie na kłusownictwie kleszczy? Pan Brown jest taki niewyględny. Za tę kompromitację z Lakersami to powinien być ban z wpisem do akt na lata.

Mecz trudny do oglądania. Rwany. Z dużą liczbą rzutów wolnych po stronie CAVs (NYK nie chcieli przeszkadzać oddali pięć rzutów wolnych). Bez emocji. Ok. Były ze dwa latające młotki A. Carra. Scenariusz taki trochę jak ze spotkań z ORL i BOS. NYK zaczęli na ręcznym i nim się obejrzeli było 31-19 po 1Q. Ale jak to się stało? Potem jakby doszli do siebie w 2Q doprowadzając do remisu (CLE bardzo starali się pomóc mając 8 strat – to ładnie tak świątecznie, z dobrego serca),ale w 3Q kawaleria odeszła truchtem a w ostatniej ćwiartce trzymała dystans.

Pozytywów nie było. Melo próbował przejąć mecz, ale przejął siebie i stał tak jakby obok – znowu się odondując, R. Felton nie dawał sobie rady z K. Irvingiem więc poszedł w naderwanie hamstringa i czeka go raczej dłuższy przysiad w garniturze (ależ tam będą te pick and rolle trenowane na sucho na ławce z T. Chandlerem), MWP jest poruszającą się koszulką nieodległych wspomnień, A. Bargnani był wczoraj niedogotowany jak biała kiełbasa w schronisku turystycznym, I. Shumpert chyba już się pogodził, że po 15 grudnia może obudzić się zupełnie wszędzie, JR Smith jest chodzącą parodią czego nie zmieniają cztery trafione trojki, Junior sprzedaje wiatr, ale i tak Iman może mu wiązać zapaskę. Jedynym, który uczciwie bierze pieniądze w kasie to Amare. Za rzetelne karczowanie lasu w paintcie. To zdanie jest tak szokujące, że nie może być prawdziwe.

Dziś CHI, które nękane kontuzjami i wewnętrzną boleścią wychodzi w S5 z T. Snellem (który wygląda jak młody Melo przed tym jak poznał Billa Waltona i ten dał mu wciągnąć tabakę) i N. Mohammedem. Jeżeli nie uda się pokonać tego tworu, o prawdę mówiąc nie wiem z kim da się jeszcze wygrać? Kotwica Kołobrzeg? Na S.O.S?

Errata do poprzedniej impresji. Winnym blow –outu z BOS są pomarańczowe koszulki. To już 0-6.

Fatum. Kismet. Ananke.

0
Poprzedni artykułJohn Henson – kolejny powód, żeby czasami spojrzeć na Bucks
Następny artykułRookie Ranking (6): słaby draft

6 KOMENTARZE

  1. Ice Cube zagrał kiedyś w filmie pt. ” Daleko jeszcze? ” .Może nakręcą kolejną część ” Jak długo jeszcze?”
    Ice Cube jako trener Woo.
    Dwie kwarty jakoś uniosłem ale kolejne już tylko na przewijaniu do przodu. Nie da się tego oglądać . Do wymiany wszyscy bez wyjątku. Za New Yorkiem tylko Koziołki i Jazzmani. Masakra .

    Lubię to: 0
  2. Masakra…
    Pan Redaktor Impresji przechodzi Sam Siebie :)
    „T. Thomson mógłby z Jasonem Maxiellem po zakończeniu kariery założyć salon modelingu dla puszystych pośladków”
    „A. „SMS” Gee ciągle nadaje w S5 (a dres w Assecco nadal niezdany i są zaległości w wypożyczalni video w Gdyni)”
    P.S. proszę Pana Redaktora aby przestał śmiać się z TORONTO…
    „Melo nie będzie młodszy. T. Chandler ładniejszy. Czas jest teraz. Chyba, że wszyscy sobie już projekt 2010 – 2015 odłożyli ad acta. Kto to może wiedzieć, co się stanie np. w lecie? Czy TOR nie połaszczy się na kontrakt Wallace’? Oni potrafią zadziwić nawet Edzię Górniak i jej teorię o pewnym wypadku drogowym. Dobrze, że nie weszła samoloty…”
    MASAI UJIRI – Bargnani out, Gay out…

    Lubię to: 0
  3. „[…]przeproszenie się Danem Gilbertem na żywo w ESPN[…]” – mam zapluty monitor i to jest już recydywa!

    Odnośnie stękania na Uncle Drew, Walla etc. Przemek ostatnio bardzo trafnie zauważył, że JEDYNYM graczem w NBA, który robi z dowolnego teamu contendera jest LBJ.
    Nawet KD w poprzednim sezonie bez Rusty Russa wiele nie zrobił, a ma chyba lepszych fumfli niż artyści znani jako Cavs.

    Trochę za bardzo nas LeBron rozpieścił – teraz od każdego gościa z maksymalnym kontraktem (vide Amare – tak wiem, suchar) oczekujemy minimum wciągnięcia teamu za uszy do drugiej rundy PO

    Lubię to: 0