5-na-5: Shooting Guards – Kto jest nr 1? Kto jest overrated? Kto będzie najlepszy w 2018?

18
fot. The Associated Press

1. Kto jest najlepszym SG w NBA?

Marek Dziuba: James Harden. Jego talent wystrzelił w Houston jak rakieta i działacze Oklahoma City Thunder mogą sobie teraz pluć w – o ironio – brodę. Zmierzający ku końcowi swojej kariery Kobe Bryant i coraz częściej borykający się z urazami Dwyane Wade muszą niestety pogodzić się ze zmianą pokoleniową jaka następuje na pozycji, na której od lat toczyli rywalizację o prym wyłącznie między sobą. Harden przebojem wyrósł na najlepszego rzucającego obrońcę w lidze, w czym istotnie pomogło mu to, że jest nie tylko efektownym, ale i piekielnie efektywnym punktującym, nie zapominającym o kolegach z drużyny.

Przemek Kujawiński: James Harden. Dwyane Wade ma prawo dyskutować o tym z Kevinem Durantem, ale chyba tylko on ma przekonanie, że zeszłe playoffy to tylko wypadek przy pracy, podczas gdy reszta świata widzi już krzywą tej równi pochyłej, którą Wade – wciąż bardzo powoli – obniża swój poziom. Kobe Bryant w tym samym czasie będzie musiał najpierw udowodnić, że kontuzja (i wiek) nie usuną go już na stałe z elity (a mówimy przecież o tym, jak sytuacja wyglądać będzie na koniec przyszłego sezonu). Bezkrólewie nie potrwa jednak długo, bo James Harden już udowodnił, że potrafi być główną postacią swojego zespołu, a z Dwightem Howardem na boisku, jego efektywność powinna jeszcze poszybować w górę.

Maciej Kwiatkowski: Kobe Bryant. Bardzo trudno rozstrzygnąć, który z trójki Bryant-Wade-Harden jest tym faktycznym nr 1, różnice są minimalne. W wieku 34 lat Bryant miał jednak ofensywnie fenomenalny sezon z career-highs w eFG% (0.504), Assist Rate (29.7) i swoim zdecydowanie najlepszym TS% (0.570) od sezonu 2007/08. Każdy z tej trójki jest natomiast najwyżej przeciętnym/dużo ryzykującym obrońcą. Za rok Harden może być nr 1, ale gdybym miał typować teraz, to tylko jeden z trójki Harden-Wade-Bryant będzie w czerwcu 2014 graczem nr 1 w swojej drużynie – a to zupełnie inaczej ustawia wymagania od i efektywność rzucającego obrońcy. Nie stawiam przeciwko Czarnej Mambie w jego powrocie po kontuzji Achillesa.

Łukasz Łysikowski: James Harden. Przepraszam Cię Dwyane, jestem tutaj po stronie Kevina Duranta. Jednak nie zamieniałbym Wade’a z Hardenem na tej liście 10 najlepszych graczy ligi, ale po prostu umiesciłbym Jamesa przed Wade’m (Howard out). Niektóre statystyki mogą zaprzeczać mojemu wyborowi, ale Harden wyrywając się z Oklahomy już w pierwszym sezonie jako pierwsza opcja sprawdził się i wyczuwam, że w tym sezonie może spokojnie bić się o nagrodę MVP (a przynajmniej będzie w TOP5 kandydatów, taki mój typ).

Adam Szczepański: Dwyane Wade. Długo zastanawiałem się nad tym wyborem. Kobe czy Wade (Harden póki co jest tym trzecim)? Obaj mimo upływających lat nadal są na samym szczycie, ale też obaj mają problemy z kontuzjami i ostatecznie właśnie to przesądziło. Który z nich lepiej poradzi sobie z tymi urazami i będzie miał bardziej udany sezon? Stawiam na Wade’a, ponieważ po kontuzji kolan w playoffs 2012, w kolejnym sezonie nadal grał na bardzo wysokim poziomie, zwłaszcza w czasie tych 27 zwycięstw Heat. Pokazał, że potrafi sobie z tym radzić. Jeśli chodzi o Kobe’go, nie wiemy jak wpłynie na niego kontuzja. Pierwszy raz w karierze został wykluczony z gry na tak długo. Wiadomo, że jest maszyną i prawdopodobnie będzie dalej nie do zatrzymania, ale jednak uraz Achillesa to poważna sprawa i dlatego wydaje mi się, że pewniejszy jest mimo wszystko D-Wade.

Kosma Zatorski: Kobe Bryant. Ciekawe, ile osób w tym miejscu wpisało James Harden? Jeszcze nie teraz, niech coś chłop pokaże w play-offach i zacznie bronić. A Bobby? Znów przeszedł sam siebie, niemal w pojedynkę wprowadzając Lakers do play-offów. Gdyby nie ta kontuzja… Wydaje mi się, że Kobe jakoś z wiekiem się w ogóle nie zmienia. Oczywiście stał się dojrzalszym graczem, sporo widzi na parkiecie, fajnie kreował Howarda, ale nadal zdarzają mu się samotne tyrady przeciwko Raptors, których bombarduje rzutami z ósmego metra. Nie wpadają? Spróbuje jeszcze raz. Dlatego statystyki Kobego z ostatnich siedmiu lat wyglądają niemal tak samo – coś około 45-46 proc. z gry i 32 za trzy. To jednak najlepiej grający w post-up gracz na swojej pozycji, jeden z lepszych obrońców (32 proc. w izolacjach), najlepszy lider, najlepszy twitterowicz wśród koszykarzy, który nadal potrafi skakać.

2. Kto jest najbardziej niedocenianym SG w NBA?

Dziuba: Vince Carter. Mam wrażenie, że niewiele mówiło się o tym ile dobrego dziadek Vince wnosił w ostatnich sezonach w Dallas. Zdarzało mu się nawet fruwać nad koszem jak za dawnych lat (no prawie). Stawiam piwo, że i w przyszłym sezonie będzie przydatniejszym graczem od takiego Monte Ellisa, któremu Mavs zapłacą 5 milionów dolarów więcej.

Kujawiński: Nie ma takiego. Na tej pozycji w NBA mamy kilka gwiazd (Kobe, Wade, Harden, Ginobili), które doceniamy – lub nawet przeceniamy. Poza tym reszta stawki to zawodnicy w tej chwili przede wszystkim zadaniowi, którzy – mam wrażenie – doceniani są coraz bardziej i bardziej (patrz: Danny Green w finałach) przez kibiców i ekspertów.

Kwiatkowski: Dwyane Wade. Pogłoski o śmierci Wade’a są głęboko przesadzone. Wiemy, że jego kariera idzie ku schyłkowi i jeśli nie poprawi 25.8% za 3 i 41.0% z 5-6 metrów, to Miami Heat mogą być nawet lepszym teamem z Jamesem, Boshem i trzema 40%-strzelcami z dystansu, a z nim jako 6th Manem. Ale to wciąż ten sam gracz, który w czterech ostatnich meczach Finałów 2013 zaliczał 23.5 punktów, 6.0 zbiórek, 5.0 asyst, 2.0 przechwytu i 1.8 bloku. Ten sam, który miał 32 punkty, 6 zbiórek, 6 steali, 4 asysty i 0 strat w kluczowym i najlepszym meczu Heat w sezonie – blowoucie w San Antonio w meczu nr 4 przy stanie 1-2.

Łysikowski: Marcus Thornton. Ten gość byłby idealnym kandydatem do mistrzowskiego składu jednego z kontenderów, który ma braki na pozycji SG (Memphis?). Marcus nie trafia na okładki magazynów, ani na pierwsze strony portali koszykarskiach. Grał w Hornets, a teraz gra w Kings to wiele tłumaczy. Dwa sezony temu rzucał prawie 19 punktów na mecz i miał ósmy największy PER wśród rzucających obrońców. Sezon temu średnia spadła do 13 punktów, ale grał też aż o 10 minut mniej i do tego w większości spotkań wychodził z ławki (jeśli chodzi o PER, dalej wysoko – 11 miejsce). Niedługo może zmienić klub w obliczu przybycia Bena McLemore’a i to może być dla niego idealna opcja.

Szczepański: J.J. Redick. Wydaje mi się, że nadal postrzegany jest przede wszystkim tylko jako wchodzący z ławki specjalista od trójek. Jest jednym z najlepszych strzelców dystansowych, ale na parkiecie potrafi robić dużo więcej. Nie jest wyłącznie spot-up shooterem i bardzo dobrze radzi sobie również w grze z piłką. W zeszłym sezonie był jednym z najlepszych asystentów na pozycji SG. Ponadto jest też solidnym obrońcą. Myślę, że teraz w pierwszej piątce Clippers wreszcie będzie w stanie w pełni zaprezentować na co go stać.

Zatorski: Vince Carter. Jako jeden z siedmiu fanów Dallas Mavericks uwielbiam oglądać stareńkiego Vinczenza. Zdobywa średnio 13.4 punktów w 25 minut, ma linijkę 43.5 z gry – 40.5 zza łuku – 81 z lini, z trafionymi w ubiegłym sezonie 158 trójkami był najlepszym rezerwowym w tej kategorii i siódmym najlepiej punktującym rezerwowym w lidze. Zrobił się nieco misiowaty, cichutki, już nie skacze tak wysoko, choć czasem nadal wyczynia cuda. 36-letni Vince stał się idealnym graczem dla jakiegoś contendera. Szkoda, że trafił do Dallas tak późno.

3. Kto jest najbardziej przecenianym SG w NBA?

Dziuba: Joe Johnson. Bo czy ktoś jest w stanie wytłumaczyć za co otrzymał kontrakt wart niebotyczne 119 milionów dolarów w momencie, gdy było już przecież jasne, że nigdy nie będzie materiałem na pierwszą opcję drużyny, kiedy już niczego nowego nie można było się po nim spodziewać? Ehm, no właśnie… (ps. namiary do jego agenta-czarodzieja mile widziane;)

Kujawiński: Kobe Bryant. Znów mi się dostanie, ale na tym etapie swojej kariery Kobe Bryant jest przeceniany. Dlaczego? Bo tłum kibiców – i ekspertów z LA – próbuje nam wciąż wmówić, że jest najlepszym (ewentualnie top 3) graczem w lidze. Każe nam się zapominać o jego selekcji rzutowej i leniwej obronie i tłumaczy przegrane mecze słabymi kolegami, kontuzjami, trenerem, czymkolwiek i wmawia, że nawet teraz byłby najlepszą cegiełką, od której powinno się zaczynać budowę klubu NBA. Z całym szacunkiem dla wielkości i osiągnięć w przeszłości i tego, co wciąż potrafi zrobić na parkiecie – jest przeceniany.  Jeśli porzucilibyśmy jednak mówienie o uznaniu kibiców, a zaczęlibyśmy dyskutować uznanie (w pensji) przez kluby, to musiałbym tu wskazać Erika Gordona, który – z powodu kontuzji – wciąż nie udowodnił, że jest wart płaconych mu pieniędzy.

Kwiatkowski: Kobe Bryant. Wciąż istnieje bowiem legion fanów twierdzących, że Kobe Bryant jest najlepszym graczem na świecie. Nie hejtuję – to po prostu nie jest prawdą.

Łysikowski: DeMar DeRozan. Jakoś nie przekonuje mnie do swojej osoby obrońca Raptors. Czy jest przeceniany, czy jednak każdy uważa, że to co najwyżej średni SG? Nie wiem sam tego do końca, ale patrząc na jego kontrakt (9.5 miliona zielonych co roku przez cztery lata) to według mnie w Kanadzie go przecenili. Bardzo słaby strzelec z dystansu (24% w karierze, come on), do tego słabo kreuje swoich partnerów (1.8 asyst przy 1.6 stratach). Uważam, że dla Raptors lepiej byłoby spróbować znaleźć chętnych na DeRozana, a na pozycjach 2-3 grać duetem Ross – Gay.

Szczepański: Manu Ginobili. To już nie jest TEN Manu, którego pamiętamy z jego najlepszych lat i widzieliśmy to w ostatnich playoffs. Miał przebłyski, ale tylko przebłyski. Niestety lata i kolejne kontuzje zrobiły swoje. Spurs zatrzymali go na kolejne dwa sezony za $14 milionów, dużo mniej niż zarabiał dotychczas, ale i tak prawdopodobnie go przepłacili. W tym momencie nie jest tyle wart i dostał to bardziej za swoje zasługi dla klubu niż to co teraz może wnieść do gry.

Zatorski: Eric Gordon. Połowę swojego czteroletniego kontraktu za 58 milionów spędził na leczeniu kontuzji. Po ostatnim powrocie obniżył loty, a statystycznie niemal w każdej kategorii rzutowej wypada gorzej niż krytykowany dość mocno O.J Mayo. Szkoda, bo przecież pamiętamy jak świetnie wyglądał w Clippers i na początku swojej przygody z Hornets. Prawe kolano jednak dalej mocno daje znać o sobie. Czekam na jego przełomowy sezon. Może ten, który nadchodzi?

4. Kto jest najbardziej obiecującym SG w NBA?

Dziuba: Bradley Beal. Dion Waiters obwieścił, że to on przejmie schedę po Kobe’m czy Dwyanie (pewnie..), ale bardziej świetlana przyszłość stoi moim zdaniem przed skromniejszym Bealem. 20-latek idealnie uzupełnia się z Johnem Wallem (mała próbka) i razem z nim ma szansę stworzyć niezwykle groźny obwód, przy okazji promując swoje nazwisko wśród najlepszych SG w lidze – o ile nie przeszkodzą mu w tym kontuzje. A byłoby szkoda, bo Beal to wbrew pozorom więcej niż tylko strzelec.

Kujawiński: Bradley Beal. Miał bardzo udaną końcówkę sezonu, kiedy pokazywał, że faktycznie może być w przyszłości jednym z najlepszych – czystych rzucających obrońców w lidze. Być może nie będzie nowym Rayem Allenem, ale zdołał odnaleźć swój rzut z dystansu, a do tego atletycznie ma potencjał, by dołożyć do swojego repertuaru grę bliżej obręczy. Do tego w „nowych Wizards” u boku Johna Walla powinien mieć szansę na regularną grę i rozwój.

Łysikowski: Bradley Beal. Ma wszystko, aby stać się jednym z najlepszych rzucających obrońców w lidze. Jest trochę niski jak na swoją pozycję, ale potrafi zarówno dobrze rzucać z dystansu jak i dostać się pod kosz. Dodatkowo jest dobrym zbierającym i niezłym podającym. Z nim i Johnem Wallem na parkiecie Wizards wyglądają bardzo dobrze i miejmy nadzieje, że w tym sezonie ich kontuzje nie zaprzepaszczą możliwości oglądania ich wspólnych wyczynów.

Kwiatkowski: Klay Thompson. On i Bradley Beal mogą nie być wcale tak daleko od tego, aby niedługo znaleźć się w Top5 rzucających obrońców ligi. Obaj są fantastycznymi catch-and-shooterami, ale obaj muszą popracować nad swoją in-between game. Stawiam na Thompsona, bo w kolejnych latach może być po cichu jednym z 20 najlepszych obrońców ligi, a ta dwubiegunowość – co pokazał choćby Paul George w seriach z New York Knicks i Miami Heat – jest jeszcze ważniejsza w playoffach niż w sezonie regularnym.

Szczepański: Bradley Beal. Jako trójka w drafcie przyszedł do NBA z dużymi oczekiwaniami i w pierwszym sezonie potwierdził swój potencjał. Co prawda początek miał słaby, ale już od stycznia wyglądał jak jeden z głównych kandydatów do Rookie of the Year – 15.5 punktów, 48.4% za trzy, 3.9 zbiórek i 2.4 asyst. Jest fantastycznym strzelcem, który ma bardzo dobrą technikę rzutu i razem z Johnem Wallem może stworzyć zabójczy duet. To jest backcourt przyszłości.

Zatorski: Bradley Beal. Nie mam pytań – uwielbiam gościa, myślę nawet o jego t-shircie. Po pierwsze dobry step-back jumper, po drugie szybki pierwszy krok który ułatwia mu wycieczki pod obręcz, potrafi także grać bez piłki, uciekać po zasłonach niczym Rip Hamilton w poszukiwaniu wolnej pozycji. Beal trafiający w debiutanckim sezonie 42.9 zza łuku i mający swoje ulubione spoty za trzy w obu na rożnikach – 54 proc. w lewym , 43 w prawym. Pięknie, jak na gracza, który ma ledwie 20 lat. Wszystko, co najlepsze, dopiero przed nim. Cytując cut z Noona: Jestem wielkim fanem!

5. Kto będzie najlepszym SG NBA za pięć lat?

Dziuba: James Harden. Zupełnie na to nie wygląda, ale James ma dopiero 24 lata. Biorąc pod uwagę (niestety) niedużą konkurencję na pozycji numer 2 za kolejnych pięć lat nadal powinien trzymać się na szczycie, o ile już wtedy nie będzie potykał się na parkiecie o swoją brodę.

Kujawiński: James Harden. Ma 24 lata, za 5 lat będzie w swoim „prime”. Jak wysoko sięga jego sufit? Najlepszy rzucający obrońca w lidze to minimum.

Kwiatkowski: Victor Oladipo. Harden to najpewniejszy wybór, ale za pięć lat od teraz 29-letni Harden atletycznie może być już poza swoim prime’m, plus jestem zaintrygowany tym kiedy stworzy swoją mid-range game w izolacjach (tu wątpię) i czy np zamierza w końcu zacząć bronić w NBA (mniej wątpię, bo z Howardem zabierającym mu USG w ataku, może mieć szansę, aby lepiej rozkładać siły). Trafiający 35-40% za trzy Oladipo za pięć lat od teraz może być graczem na 21-22 punktów (8-10 łatwych z wizyt na linii, kontrataków i pracy na ofensywnej desce), 5 zbiórek i 5 asyst, a do tego spokojnie jednym z 10 najlepszych obrońców ligi. To może wystarczyć, aby być nr 1 wśród SG – o ile Magic nie przerobią go na PG, aby bronił na szczycie obrony (to klucz do tego pomysłu) – choć oczywiście po czasach Jordanów, Millerów, Bryantów i Wade’ów będziemy naturalnie szukać najlepszych wśród +25 punktowych strzelców. Czy Andrew Wiggins to dwójka? Czy Kyrie Irving może przesiąść się pozycję wyżej?

Łysikowski: James Harden. W 2018 roku będzie miał na karku 29 lat, a to jest często najlepszy wiek dla koszykarza. Harden ciągle ma duże pole do rozwoju, może stać się, przede wszystkim, lepszym obrońcą czy wnieść na lepszy poziom rzut z półdystansu. James niekoniecznie będzie najlepszym guardem w lidze za pięć lat, bo rozgrywających z potencjałem i talentem jest multum, ale jeśli chodzi o tych rzucających obrońców to Harden będzie im przewodził.

Szczepański: James Harden. Już teraz znajduje się tuż za Kobe’m i Wade’m i to tylko kwestia czasu, kiedy wysunie się na pozycję numer jeden wśród SG. Ma dopiero 24 lata, już jest gwiazdą, a nadal się rozwija. Za pięć lat nie tylko będzie miał brodę sięgającą do kostek, ale powinien rządzić w NBA na dwójce, bo też póki co nie widać poważnej konkurencji poza Bradley’em Bealem i Klay’em Thompsonem.

Zatorski: James Harden. Będzie miał dopiero 29 lat, więc będzie jak powtarza Włodzimierz Szarnowicz i jemu podobni, w najlepszym dla sportowca wieku. Ma jeszcze pięć lat aby poprawić swój największy mankament – obronę. Niestety Harden wychodzi z założenia by zbytnio nie przemęczać się w tym elemencie, często odpuszcza swojego atakującego i w nadzieji na to, że nadzieje się na blok lub nie trafi. Kobe jest w tym elemencie lepszy co najmniej o 1,5 klasy. Co jeszcze? Harden ostatnio bywa świetny w sezonie regularnym i mało efektywny w grach o stawkę. 34.1 proc. w tegorocznych play-offach, co podpowiada mi na czacie Maciek, 2-6, 2-10, 2-10 takie spadki rzutowej formy Harden zaliczał w play-offach przeciwko Miami Heat. Mizernie. Obie rzeczy do poprawki. Reszta? Dobra jak każde zdjęcie Ashley Sky.

1
Poprzedni artykułAvery Bradley raczej nie dostanie teraz przedłużenia
Następny artykułRzekomo Royce White ma grać w koszykówkę

18 KOMENTARZE

  1. Nie wiem w ogóle jak można dyskutować nad tym. Kobe jest niezaprzeczalnie numerem jeden. Wade owszem jest mu w stanie zagrozić, jest dużo szybszy, dynamiczniejszy, ale jego kontuzje i względnie słaby jumper każą go postawić niżej. Gdybyśmy oceniali potencjał, abstrahując od kontuzji, to uwzględniając wiek Kobego może i Wade byłby numer 1. Ale kurde on rokrocznie zamienia się w przeciętniaka z kiepskim rzutem i zawodnika, za którego trzeba trzymać kciuki, żeby zacisnął zęby i pokazał, że te 20 minut umie zagrać jakby kontuzji nie miał. A potem pięć kolejnych meczów to odchorowuje. Na jego korzyść działa właściwie tylko lepsza obrona. A Harden? Shooting guard z FG poniżej 40%? Really? Przecież to w dalszym ciągle spory ceglarz, melodia przyszłości.

    Lubię to: 0
        • W tej materii rozpisywałem się tutaj milion pięćset tysięcy razy. Robienie ctrl+a->ctrl+c->ctrl+z jakoś po napisaniu pracy magisterskiej mnie nie jara. Podlinkuje Tobie moją dyskusję z kolegą Arturem, bodaj z początku sierpnia. Tam dokładnie i szeroko opisałem dlaczego Kobe już (słowo klucz JUŻ) nie jest najlepszym SG w lidze.
          http://tnij.org/0qtu
          PS. Zakładam, że piszemy kto jest najlepszy – na tu i teraz.
          Więc mam do Was, Maćku i Kosmo pytanie. Z tym Bryantem to nie żart? A może teraz siedzicie przed monitorami swoich komputerów i szyderczo się śmiejecie z trotylowej prowokacji?

          Lubię to: 0
          • Żartem jest to jak reagujesz na zdanie ludzi którzy mają odmienne zdanie od Ciebie. Każdy z ludzi wchodzących z Tobą w polemikę używa konkretnych argumentów(Statystyki,Wyniki itd.) a i tak nie możesz dać się przekonać. Rozumiem że nie chcesz zmieniać swojego zdania gdyż jesteś nieomylny ale czasem się zastanów a później pisz. Nie będę się rozpisywał co do argumentów bo ta dyskusja się odbyła ale jeśli wystarczy zagrać jeden bardzo dobry sezon i od razu stać się najlepszym zawodnikiem na swojej pozycji to chyba zdecydowanie mamy inne definicje Najlepszego zawodnika w lidze. Najlepsze jest to że Maciek napisał że bardzo trudno jest wybrać najlepszego i że generalnie ta trójka jest bardzo blisko siebie, ale to Ci nie wystarcza bo przecież Harden statystycznie i pod każdym innym względem jest najlepszy w lidze. To jest Żart!!

            Lubię to: 0
          • @Misiu
            Zdecydowanie masz problemy z czytaniem ze zrozumieniem. Polecam przed kliknięciem „opublikuj komentarz” przeczytać ponownie co Twój adwersarz napisał, a co Ty napisałeś, bo to x raz jak zarzucasz mi coś, czego nie napisałem. A potem znów będziesz pisał, że zmęczony byłeś.
            Drugim Twoim problemem jest fakt, że nie przedstawiłeś mi żadnego logicznego argumentu za swoją tezą, który by mnie (i zapewne nie tylko mnie przekonał) w tej materii przekonał. Twoje chciejstwo aby każdy czcił Kobego mnie nie interesuję. Doceniam Jego talent i umiejętności, ale to Kobe 2013, a nie 2003, 2007, 2009 czy nawet 2012. Przestań na Niego patrzeć z perspektywy nba 2k13. Zjedz Snickersa, poluźnij pasek, cokolwiek, bo strasznie spięty jesteś żartownisiu.
            PS. Jak już zaglądamy do prosektorium to od Kobego wole MJ :)

            Lubię to: 0
          • Chętnie wciągnę batonika przed tą wypowiedzią tyle że ona się nie zmieni. Przeczytaj uważnie co pisze, zrozum a na końcu próbuj jakiś przytyków. Podałem Ci w naszej rozmowie najważniejszy argument w postaci statsów, w których było widać że Harden jest blisko ale jeszcze nie jest najlepszy. Jeśli oceniamy poprzedni sezon tak Bryant/Harden/Wade byli na równym poziomie. Każdy z nich miał mecze których pogrążył swoją drużynę i w których uratował ją przed porażką. Co jest najciekawsze ja lubię Bryanta ale nie jestem maniakiem który nie dostrzega jego wad. Niestety Ty dostrzegasz u niego Tylko wady a nie dostrzegasz ich u Hardena. Skomentowałem to tylko dlatego że wkurza mnie jak ktoś kpi z kogoś tylko w momencie w którym o osoba ma inne zdanie od niej. Nie uważam Kobasa za najlepszego w lidze ale uważam że dalej ma jej dużo do zaoferowania a James musi póki co udowodnić swoją przynależność do najlepszych. Jeden dobry bardzo dobry sezon miało wielu zawodników nie wielu pozostało na takim poziomie przez lata.

            Lubię to: 0
          • Kobe Brynat – 38.6 min, 46.3 FG%, 32.4 3p%, 6 Ast,1.4 Stl,5.6 Reb
            James Harden – 38.3 min,43.8 FG%,37 3p%,5.8 AST,1.8 Stl,4.9 Reb

            Nie wiem jak dla Ciebie ale dla mnie te statystyki są bardzo podobne z lekką przewagą Bryanta czyli tak jak mówię cały czas!

            Lubię to: 0
          • Z racji zawodu, wszystko uważnie czytam, Twoje posty nie były wyjątkiem. Zresztą podstawiłeś zarzut, że jestem odporny na argumenty, (których moim zdaniem rzeczowych nie przedstawiłeś) ale co ja mam powiedzieć o Tobie, kiedy uznajesz 35 letniego zawodnika, z bardzo poważną kontuzją najlepszym koszykarzem na danej pozycji. Statystki mieli podobne, ale jednostki obok których grali ewidentnie determinują do tezy, że Harden miał najgorszy zespół z całej gromadki, ergo? Wnioski sam wyciągnij.

            I znów.
            „Co jest najciekawsze ja lubię Bryanta ale nie jestem maniakiem który nie dostrzega jego wad. Niestety Ty dostrzegasz u niego Tylko wady a nie dostrzegasz ich u Hardena.”
            Cytat proszę, bo ewidentnie przekłamujesz rzeczywistość.

            „Jeden dobry bardzo dobry sezon miało wielu zawodników nie wielu pozostało na takim poziomie przez lata.”
            A Harden jest w nieustannym progresie?

            „Skomentowałem to tylko dlatego że wkurza mnie jak ktoś kpi z kogoś tylko w momencie w którym o osoba ma inne zdanie od niej.”
            Nie… no nie kpię:) tylko jak ktoś Ci powie, że ziemia jest płaska, również Jego za poważną osobę nie weźmiesz. Prawda?
            Ps. Życie z przecinakami jest łatwiejsze. Polecam.

            Lubię to: 0
          • Win Shares
            James Harden-12.8
            Kobe Bryant-10.9
            Win Shares Per 48 Minutes
            James Harden-0.206
            Kobe był poza 20, więc nie chciało mi się go już szukać:)

            Lubię to: 0
          • Ten sezon bardzo mocno zweryfikuje progres Hardena. Z racji najsłabszego zespołu miał też zdecydowanie najmniejszą presję na sobie, co moim zdaniem znacznie ułatwia granie. To był realnie pierwszy sezon Hardena w roli lidera, który nie był 3 opcją w ataku, w zespole w którym winą za przegrane obarczało się albo trenera albo kogoś z dwójki Westbrook/Durant. Jak mówiłem wiele razy w tym sezonie Harden potwierdzi że jest najlepszym SG w lidze, albo niestety presja wyników i dzielenia się piłką z Howardem go przygniecie. Życzę mu jak najlepiej i nie zamierzam się więcej wypowiadać. Statystycznie są jeszcze na tym samym poziomie, za sezon może dzielić ich przepaść z racji kontuzji Kobe. Nie wiesz jak wpłynie na niego ta kontuzja i w tym momencie nie możesz decydować o tym czy wróci w formie czy nie. Nikt tego nie wie ale nikt go nie skreśla. Ale na dziś dzień, po rozegraniu sezonu 2012/2013 są to zawodnicy na tym samym poziomie z naprawdę minimalnymi różnicami.

            Lubię to: 0
        • „Ale na dziś dzień, po rozegraniu sezonu 2012/2013 są to zawodnicy na tym samym poziomie z naprawdę minimalnymi różnicami.”
          Minimalna różnica polega na tym, że jeden jest młody i zdrowy, a drugi stary i kontuzjowany. Ażeby nie pozostawić wrażenia idealizowania Hardena, które mi zarzuciłeś, niesłusznie zresztą:)
          Paul George jest dla mnie lepszym koszykarzem od Hardena, „szkoda”, że od ostatniego sezonu jest on klasyfikowany jako SF.

          Lubię to: 0
  2. Najbardziej przeceniany gracz – Kobe.

    Tak się utarło, że jak Lakersi wygrywają to zasługa Kobiego, jak przegrywają to wina Gasola, Bynuma, Howarda, Fishera, Artesta, trenera, ławki rezerwowych, czirliderek czy woźnej. Nie ma wątpliwości, że Kobe jest jeszcze w top 10-12 graczy ligi, ale skoro ciągle tyle fanów uważa go za najlepszego na świecie to chcąc nie chcąc to on jest najbardziej przeceniany.

    Lubię to: 0
  3. Najbardziej niedoceniany gracz – podobał mi sie wybór Vinca Cartera

    Vincowi się obrywa za to, że „nic nie wygrał” a przecież w swoim primie bywał jednym z najlepszych strzelców playoff, a że odbił się wtedy o Miami z Shaqiem (samemu grając w drużynie gdzie najlepiej zbierał Jason Kidd) to inna sprawa. Teraz Carter bardzo dobrze odnalazł się jako rezerwowy, nie gwiazdorzy, nie narzeka, robi swoje i jest jednym z wydajniejszych rezerwowych w całej lidze.

    Lubię to: 0