Phoenix Suns dali wolne Dragicowi w Utah, nie bezcelowo

3
fot. Richard Rodriguez / Newspix.pl

* Powyższe zdjęcie jest przypadkowe. Nie ma na celu podkreślić tego co napisane zostało kursywą w drugim akapicie.

Na przestrzeni kariery Marcina Gortata w NBA próbujemy czasem oceniać Jameera Nelsona i Gorana Dragića tak jakby jedyną rzeczą jaką powinni robić na boisku było trafianie 'Maszyny’ po pick-and-rollu piłką w czoło. I jeszcze między jednym i drugim przytrafił się Steve Nash, ideał.

Dragić, podobnie jak Nelson, jest atakującym playmakerem, których w lidze dziś pełno. Brak w jego grze maniery first-pass rozgrywającego i posiada tylko nieco lepsze wyczucie podań do rolującego niż o pół głowy niższy od niego i zbyt często podający oburącz w takich sytuacjach Nelson. W tym kończącym się sezonie Phoenix Suns Dragić był jednak dla tych oczu graczem, którego najbardziej frustrowały kolejne porażki i – przepraszam, cliche – nie można mu odmówić było gry do końca. Po cichu w pięciu ostatnich spotkaniach zaliczał double-doubles, kończąc tę serię 31 punktami i 12 asystami w niedzielę przeciwko Brooklyn Nets.

Suns przegrali jednak 10 z ostatnich 12 meczów i od wczoraj są już oficjalnie w fazie tankowania po wysoki wybór w drafcie. Mogą mieć jednak też drugi wybór w loterii, a to dzięki lipcowemu sign-and-trade Steve’a Nasha. Jest to wybór Los Angeles Lakers, jeśli ci nie awansują do playoffów.

Lakers już dwukrotnie w tym sezonie przegrali z Suns w ich hali w Phoenix. Między innymi właśnie te dwie niespodziewane porażki – w tym ostatnia w poprzednim tygodniu – doprowadziły do sytuacji, w której Lakers walczą o 8 miejsce w Konferencji Zachodniej z Dallas Mavericks i Utah Jazz. Z tymi Utah Jazz grali w środę osłabieni Phoenix Suns i więcej o tym miał tuż przed meczem Paul Coro z „AZCentral.com”:

„Dragić, najlepszy strzelec i playmaker Suns, powiedział że chciał zagrać w Utah i nie czuł, że potrzebuje odpoczynku, ale tak zalecił mu management klubu”.

Dragić nie zagrał w Salt Lake City i nie pojawi się też na boisku w czwartkowym meczu z Sacramento. Oficjalnym powodem jest danie odpoczynku zawodnikowi, który rozegrał w tym sezonie najwięcej minut dla Suns, a przy okazji sprawdzenie czy Kendall Marshall potrafi coś więcej niż rzucać ryzykowne bounce-passy. Marshall zaliczył w Utah 13 asyst, po raz kolejny dobrze spisał się notujący mini-breakout Wes Johnson, a zarabiający 6 mln dolarów rocznie Michael Beasley spędził na parkiecie tylko pięć minut w porażce 88:103 z Jazz.

Zaplanowanej porażce.

„Jeśli widzieliście go po ostatnich meczach, to mogliście mieć wrażenie, że wrócił z ringu bokserskiego. Przeszedł wiele w tym sezonie, jest poobijany, ale walczy mimo tego” – powiedział jeszcze przed meczem te przejmujące słowa Lindsey Hunter.

Pick Lakers trafi do Phoenix tylko jeśli Lake-Show nie awansuje do playoffów. Jeśli natomiast awansuje, Suns będą mieć wybór nr 28-30 od Miami Heat. To potencjalna różnica 16 pozycji.

Usadzenie swojego najlepszego gracza obniżyło oczywiście szanse na zwycięstwo w Utah i w świetle systemu, który daje więcej szans w drafcie za kolejne porażki (hmm) była to rozsądna decyzja mało rozsądnego zazwyczaj managementu Suns. Gdzie jest jednak David Stern ze swoimi 250 tys. dolarów kary, gdy kilku ziutków z Salt Lake City kupiło te bilety dwa miesiące temu tylko po ty zobaczyć penetrującego po pick-and-rollu Dragona? Pytam się, gdzie?

0
Poprzedni artykułLeBron miał trochę pretensji do sędziów po porażce w Chicago
Następny artykułSkończyła się kara Turkoglu i chyba też jego kariera

3 KOMENTARZE

  1. chyba najjaskrawszy przykład tankowania z tego sezonu – słabe to jest dla mnie… Są zespoły, które próbowały i walczyły zeby wejśc do playoff (jak Rockets przez ostatnie lata) mimo,że mogły walczyć o wysoki pick…
    Playoffow nie było – wysokiego picku tez nie, ale jedna rzecz została – szacunek kibiców

    Lubię to: 0