Rookie Ranking (16): jak bardzo ekscytujący jest Lillard?

6
fot. Zhang Jun / Newspix.pl

1. (1) Damian Lillard – Blazers [draft nr 6]

G 62   MIN 38.5   PTS 18.9   FG% .429   3P% .355   AST 6.4   REB 3.2   STL 1

W piątek Lillard zdobył 35 punktów w San Antonio prowadząc Blazers do zaskakująco łatwego zwycięstwa na tym niezwykle trudnym terenie. To była już ich druga wygrana z rzędu z najlepszą ekipą Zachodu, a Lillard w tych dwóch spotkaniach zanotował łącznie 64 punkty ze skutecznością 55%, 15 asyst i tylko 2 straty. Nie ma wątpliwości, że potrafi zagrać na najwyższym poziomie w ważnych pojedynkach. Nie ma też wątpliwości, że po zakończeniu sezonu to jemu przypadnie nagroda Rookie of the Year. Zdecydowanie wyprzedził pozostałych debiutantów i ostatni miesiąc rozgrywek już nic nie zmieni.

Sześć lat po tym jak w dzień draftu pozyskali Brandona Roy’a wybranego z szóstką przez Wolves, ponownie numer szósty okazał się dla Blazers bardzo szczęśliwy. I ponownie zyskali go dzięki transferowi. Ten pick dostali z Nets w zamian za Geralda Wallace’a. W Portland zyskali nowego gwiazdora, tymczasem na Brooklynie przepłacili Wallace’a, który obecnie rozgrywa swój najgorszy sezon od wielu lat. Dla Blazers to był świetny deal. Bardzo potrzebowali takiego zawodnika jak Lillard. Kontuzje zakończyły karierę Brandona Roy’a, zrezygnowali też z czekania aż Greg Oden w końcu wyzdrowieje i zostali tylko z LaMarcusem Aldridge’m. Z drużyny mającej pewne miejsce w playoffs przez trzy kolejne sezony, spadli na dno tabeli i wydawało się, że mogą tam zostać na dłużej. Dzięki Lillardnowi im to nie grozi. Teraz jeszcze nie wrócą do fazy posezonowej, chociaż przez długi czas utrzymywali się w pierwszej ósemce, ale ich przyszłość wygląda o niebo lepiej niż jeszcze rok temu, gdy w Portland panowało totalne zamieszanie i nie było wiadomo co ich czeka.

Obecnie z średnią 18.9 punktów Lillard jest 14. najlepszym strzelcem ligi, a drugiego wśród rookies Diona Waitersa wyprzeda aż o 4.2 punktów. Natomiast pod względem asyst plasuje się na 16. pozycji notując ich 6.4. Jeśli w ten sposób zakończy rozgrywki, będzie dopiero czwartym debiutantem w historii NBA ze statystykami na poziomie co najmniej 18.5 i 6.

Oczywiście można mu zarzucić, że na boisku spędza aż 38.5 minut, czyli najwięcej spośród rookies od czasów LeBrona Jamesa, dlatego łatwiej mu notować tak dobre statystyki. Obecnie poza Lillardem tylko Bradley Beal gra ponad 30 minut na mecz, nic więc dziwnego, że ma on dużo lepsze osiągnięcia niż jego koledzy z draftu. Jest w tym trochę prawdy, ale trzeba pamiętać, że równocześnie Lillard musi utrzymywać wysoką efektowność przed tak długi czas i nie ma wiele odpoczynku. Mimo to spisuje się bardzo dobrze i wytrzymuje trudy sezonu. Te minuty mogły być jego przewagą na początku rozgrywek, ale teraz to raczej większe wyzwanie niż ułatwienie drogi do ROY. Mogłoby się wydawać, że będąc tak eksploatowanym w końcu Lillard wpadnie na rookie wall i nie będzie w stanie utrzymać równej intensywności przez cały sezon. Póki co, nic takiego nie widać. Może w lutym był nieco mniej skuteczny (41.5% z gry) i zaliczał też więcej strat (3.3), ale teraz ma serię 6 kolejnych meczów z co najmniej 20 punktami i trafia w tym czasie aż 47% rzutów za trzy.

Już teraz jest jednym z najgroźniejszych zawodników w pick-and-rollach i jednym z najefektywniejszych w izolacjach. Potrafi zaatakować kosz, grozi też rzutem z dystansu, a do tego świetnie odgrywa, znajdując partnerów na wolnych pozycjach. W ofensywie jest niezwykle przydatny i nakręca grę Blazers, którzy bez niego na boisku zdobywają aż 11.7 punktów mniej PER-48. Nad obroną musi jeszcze trochę popracować. Jego siłą jest też zimna krew w sytuacjach clutch. Lillard potrafi pociągnąć swoją drużynę w decydujących momentach i zdobywać ważne punkty, nie boi się oddawać kluczowych rzutów. Ma już na swoim koncie jednego game-winnera i kilka wygranych meczów dzięki świetnej grze w czwartej kwarcie albo dogrywkach.

Nic dziwnego, że w Portland już oszaleli na jego punkcie, ale patrząc na to z perspektywy całej ligi, czy takie tytuły nie są przesadzone?

„Poznajcie Damiana Lillarda, prawdopodobnie najbardziej ekscytującego debiutanta w NBA od czasu LeBrona Jamesa…” tak rozpoczyna się artykuł w Dime.

Serio? Lillard najbardziej ekscytującym rookie od czasu LeBrona? Żeby nie cofać się za daleko – Blake Griffin i Kyrie Irving byli mniej „exciting”? Nie wydaje mi się. Rozumiem, że każdy może mieć swoje zdanie na ten temat. Kogoś może bardziej kręcić gra Lillarda niż Irvinga, ale nie posuwajmy się za daleko w tym wychwalaniu młodego zawodnika Blazers.

Lillard jest bardzo dobry, ale Irving już jako rookie był od niego dużo lepszy, a co za tym idzie, bardziej ekscytujący. Właściwie nie ma nawet chyba sensu rozpoczynać dyskusji, który z nich jest lepszy. To jest zbyt oczywiste. W swoim debiutanckim sezonie Irving miał może niższe średnie punktów (18.5) i asyst (5.4), ale już wtedy był dużo lepszym strzelcem (46.9% z gry i 39.9% za trzy, w porównaniu do Lillarda 42.9% i 35.5%), poza tym PER-36 zdobywał więcej punktów (21.8, w porównaniu do 17.6) i miał też wyższy wskaźnik asyst (36.5%, w porównaniu do 28.7%). Kyrie również sprawił, że Cavs zaczęli wygrywać i nawet przez chwilę wydawało się, że mogą próbować zaatakować ósemkę na Wschodzie, zanim Andy Varejao się posypał i też Irvinga dopadły problemy zdrowotne. Dlatego trudno mi zrozumieć, w czym Lillard może być bardziej „exciting”. W clutch także wygrywa Irving. Lider Blazers miał kilka meczów, które wygrywał na finiszu, ale nie jest najlepszy jeśli chodzi o ten ostatni rzut. 10 sekund do końca spotkania, różnica nie większa niż 3 punkty – Lillard w takich sytuacjach trafił tylko raz na 8 rzutów. Irving w poprzednim sezonie miał tyle samo prób, ale aż 5 celnych.

Nie chce umniejszać osiągnięć Lillarda, ale to, że od początku sezonu jest najlepszym rookie i od dłuższego czasu murowanym faworytem do ROY, nie oznacza, że jesteśmy świadkami nie wiadomo jakiego sezonu debiutanckiego w jego wykonaniu. On sam prezentuje się znakomicie, ale też to, że nawet przez chwilę jego pozycja numer jeden nie była zagrożona wynika ze sprzyjających mu okoliczności. Anthony Davis miał trochę problemów zdrowotnych, Andre Drummond wypadł na ponad miesiąc z gry, a Bradley Beal miał słaby początek nie mogąc liczyć na podania Johna Walla. Gdyby to poukładało się trochę inaczej, wyścig o tytuł najlepszego debiutanta byłby dużo ciekawszy i bardziej wyrównany.

2. (3) Anthony Daviss – Hornets [draft nr 1]
G 49   MIN 28   PTS 12.9   FG% .508   AST 0.9   REB 7.8   STL 1.1   BLK 1.8

Trzymajmy się jeszcze przez chwilę terminu „od czasu LeBrona Jamesa”. Łącznie z 2003, mieliśmy 10 draftów i tylko 4 zawodników z pierwszym pickiem dostało nagrodę ROY. John Wall wygrałby, gdyby Griffin nie debiutował rok później, Greg Oden się posypał, a Andrea Bargnani i Andrew Bogut od początku nie byli najlepszymi zawodnikami w swojej klasie. Od 2003 tylko Dwight Howard jest zawodnikiem wybranym z jedynką, który nie został ROY, ale później stał się prawdziwą gwiazdą ligi. Podobny scenariusz przewiduję dla Davisa. Właśnie dzisiaj kończy on 20 lat – STO LAT! Dopiero 20, jest o trzy lata młodszy od Lillarda i ma duuuużo większy upside. W przyszłości to właśnie Davis będzie najlepszym graczem draftu 2012. Już teraz coraz bardziej się rozkręca. Ostatnie 10 meczów to 15.2 punktów, 50% z gry, 9.7 zbiórek i 1.4 bloków w 28.8 minut. Gdyby tak zaczął grać chociażby od początku stycznia, dzisiaj Lillard nie mógłby być pewny pozycji numer jeden.

3. (2) Bradley Beal – Wizards [draft nr 3]
G 51   MIN 31.9   PTS 14.2   FG% .409   3P% .379   AST 2.5   REB 3.7   STL 0.9

W meczu z Sixers skręcił prawą kostkę i opuścił trzy kolejne spotkania.

 

4. (4) Dion Waiters – Cavs [draft nr 4]
G 53   MIN 29.5   PTS 14.7   FG% .410   3P% .317   AST 3.2   REB 2.4   STL 1

Stracił dwa mecze z powodu choroby, a kiedy wrócił na spotkanie z Grizzlies przez 20 minut zdobył tylko 3 punkty, pudłując wszystkie swoje 4 rzuty. Kolejny mecz z Raptors rozpoczął od 3/10 z gry, ale świetnie zagrał w czwartej kwarcie, kiedy zastąpił Kyrie’go Irvinga w roli lidera. Pomógł Cavs odrobić straty zdobywając 10 punktów podczas serii 12-4. Ostatecznie miał ich 21.

5. (5) Andre Drummond – Pistons [draft nr 9]
G 50   MIN 19.7   PTS 7.3   FG% .592   AST 0.5   REB 7.5   STL 0.9   BLK 1.7

Już miesiąc jest poza grą.

6. (6) Michael Kidd-Gilchrist – Bobcats [draft nr 2]
G 60   MIN 25.7   PTS 9   FG% .456   AST 1.6   REB 5.6   STL 0.8   BLK 1

W swoich pierwszych 25 meczach trzy razy zanotował double-double. Na kolejne trzeba było czekać blisko 3 miesiące. W Portland rozegrał bardzo dobre spotkanie mając 17 punktów i 10 zbiórek. W następnym meczu również zdobył 17 punktów, ale już w dwóch kolejnych łącznie tylko 4.

7. (7) Harrison Barnes (Warriors) [draft nr 7]
G 63   MIN 25.6   PTS 9.1   FG% .434   3P% .350   AST 1.3   REB 4   STL 0.7

DeAndre Jordan zrobił mu poważną konkurencję w kategorii „Dunk of the Year”, który lepszy?


8. (11) Jonas Valanciunas – Raptors [draft nr 5, 2011]
G 46   MIN 21.2   PTS 7   FG% .512   AST 0.8   REB 5.6   BLK 1.1
W trzeciej kwarcie spotkania z Cavs zaliczył 9 punktów, 4 zbiórki i 2 bloki, pomagając Raptors objąć prowadzenie. To był jego trzeci z rzędu występ zakończony z dwucyfrowym dorobkiem punktów.

9. (9) Kyle Singler – Pistons [draft nr 33, 2011]
G 65   MIN 28.1   PTS 8.8   FG% .433   3P% .366   AST 1   REB 4   STL 0.7

W pojedynku z Mavs spudłował 5 z 6 trójek, to jego najgorszy występ strzelecki na dystansie.

10. (10) Patrick Beverley – Rockets [draft nr 42, 2009]
G 23   MIN 15.6   PTS 5   FG% .409   3P% .400   AST 3   REB 2.4   STL 1

W ostatnich trzech meczach nie zdobył ani jednego punktu pudłując wszystkie 8 rzutów. Miał jednak 13 asyst. Poza tym, duet Beverly-Chandler Parsons to najlepszy dwuosobowy lineup Rockets w defensywie (min. 100 minut). Z nimi tracą 97 punktów PER-48, czyli 7.7 mniej niż średnia drużyny w sezonie.

Chesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułAkademicki zrzut (16): Tomek Gielo i sensacyjny run Liberty
Następny artykułFlesz: Tiago i Kawhi pomogli Spurs pokonać OKC, Foye zabił Knighta, Knicks trafili 27% z gry

6 KOMENTARZE

  1. Moim zdaniem porównania Lilarda do Irvinga są średnio na miejscu. Chodzi mi tutaj o porównania statystyczne bo obaj są piekielnie utalentowani i za 3-5 sezonów będą prowadzić swoje teamy po zwycięstwa w PO mając status supergwiazd. Lilard zapewne już w przyszłym sezonie będzie się ogrywać w play off. Gra w zespole gdzie póki co są lepsi gracze,wiele zagrywek jest ustawionych pod Aldriga, Batum też częściej w tym roku ma więcej piłki i kreuje w ataku pozycyjnym także Lilard nie może sobie pozwolić na „swoją” gierkę tak jak Irving, który ma wolną rękę i zielone światło na wszystko co chce zrobić na boisku . Założę się, że gdyby taki Lilard grał w takich cavs, kręciłby +20pkt na luzie. Tak czy siak, Irving to mega talent. Osobiście uważam, że to on przejmie pałeczkę po Lebronie swego czasu, nie Durant. Lilard będzie jednak bardzo blisko,a meczyk ze spurs pokazał, że szybko zapomnimy o Dericku Rosie jeśli ten nie odzyska 100% dynamiki po kontuzji. Widziałem sporo meczy Lilarda w tym sezonie i z miesiąca na miesiąc jest coraz lepszy i odważniejszy w atakowaniu kosza. Podobnie miał Rose, który dopiero w drugim sezonie na dobre przekroczył granicę i stał się bestią w penetracjach. Lilard mając dużo lepszy rzut i wydaje mi się, że jednak przegląd też, teoretycznie powinien już niebawem wskoczyć na ten najwyższy poziom. Nie mogę się już doczekać kolejnego sezonu i portland z solidnym centrem jako czarnego konia na zachodzie

    Lubię to: 0
  2. Call me hater, ale Lilard > Irving :) Obaj są świetni. Irving ma wiele zalet, ale moim zdaniem gracz PTB jest bardziej playmakerem, podczas gdy Kyrie – mam wrażenie – lepiej się czuję w roli dostarczyciela punktów, a nie asyst. Dobrze, że Blazers dostali takiego gracza w drafcie. Długo nie będą przynajmniej rozpamiętywac Roya, Odena i utraconej szansy. W tym roku frajersko wypadli z PO (bo to już raczej pewne) ale za rok, gdy wzmocnią ławkę mogą spokojnie być w „8”.

    Lubię to: 0
  3. A ja uważam że mimo wszystko nie powinno się ich porównywać. Po pierwsze dla tego że jeśli o mnie chodzi to Lillard jak dla mnie jest SG, trener próbuje go przestawiać na PG tak jak to się odbyło z Westbrookiem. Uważam że do niego można go porównywać. Po drugie niestety Damian trafił na strasznie słabego trenera, który pozwala mu robić to co mu się podoba i przez to w moich oczach czasem Lillard traci, bo zamiast zagrać regularne 20-25 minut z bardziej doświadczonym zmiennikiem który mógłby go czegoś nauczyć. Jest to przebojowy zawodnik z ogromnym potencjałem ale jeśli nie zmieni drużyny, lub drużyna nie zmieni trnera to ugrzeźnie na dole tabeli i walce o 8 razem z innym ogromnym talentem jakim jest LA. W wielu drużynach kombinacja tych dwóch graczy wspieranych grającym życiowy sezon JJ Hicsonem i regularnym Batumem, oznaczła by playoff bez większych problemów!!

    Lubię to: 0
    • Wow.. a kto miałby być tym bardziej doświadczonym zmiennikiem Lillarda?
      Lillard gra 40 minut bo w Portland jest bryndza na ławce. Mówimy o drużynie, gdzie w pewnym momencie sixth manem był Sasha Pavlovic aka #333. Żeby było mało, może i JJ Hickson gra życiowy sezon, ale z drugiej strony Wesley Matthews, do tego sezonu gość nie do zdarcia, opuścił 20% spotkań.
      I tak dobrze, że udało im się ściągnać Erica Maynora, który ugrzązł w OKC, a przecież ma papiery na granie. Odkąd się pojawił sporo na parkiecie przebywa z Lillardem wspomagając go na PG i robiąc przyzwoite 8/5 w 20 minut.

      Lubię to: 0