5-na-3: LJ vs MJ

29
fot. własne

1. Czy LeBron James jest w tym momencie Top5 graczem w historii NBA?

Przemek Kujawiński: Nie. Wyrzucenie z piątki kogoś z zestawu Jordan, Russell, Magic, Abdul-Jabbar, Bird,  wymaga więcej niż jednego tytułu mistrzowskiego. Nie jestem fanem liczenia pierścieni, ale rzeczywistość jest taka, że jedną rzeczą jest top 5 najlepszych indywidualnie graczy w historii (gdzie nie zabrakłoby miejsca dla Wilta Chamberlaine’a i LeBrona), a inną top 5 graczy w historii. Tutaj decyduje zestaw indywidualnych dokonań, piętna odciśniętego na lidze i sukcesów drużynowych. 2 tytuły więcej i LeBron James może wejść do tego grona.

Marek Dziuba: Nie. Według mnie jeszcze ciągle za wcześnie, aby w tej chwili łapał się… do pierwszej dziesiątki. Mike, Wilt, Bill, Oscar, Magic, Larry, Kareem, Hakeem, Shaq, Timmy poczuliby się urażeni w swoim kąciku legend (czas na kolejną reklamę Spike!)
Jestem fanem LeBrona – nigdy tego nie ukrywałem – cieszę się, że mogę oglądać w akcji najlepszego koszykarza tej generacji, ale w tej chwili nie. Za kilka lat? Chcąc nie chcąc będziemy zmuszeni wymieniać go jednym tchem w tym elitarnym gronie, jeśli nadal będzie sprawiał, że nie będziemy pewni czy właśnie oglądamy mecz czy zapomnieliśmy wyłączyć grę komputerową.

Sebastian Hetman: Prawie Tak. Jeżeli ktoś tworzy historię na takim poziomie, to czemu miałby nim nie być? A „prawie tak”, bo jednak ci najlepsi w historii mają na koncie kilka tytułów mistrzowskich. Mimo wszystko to obecnie najlepszy gracz na świecie, dominator rządzący ligą. Popatrzmy na jego rozwój, biorąc pod uwagę ostatni rok. Popatrzmy na kosmiczną skuteczność z gry gościa, który śmiga przecież dalej od kosza, to nie środkowy. Popatrzmy na ten zakichany PER i zastanówmy się, jaki jest jego upside? Czy ten człowiek zna jakieś granice?

Mateusz Celer: Jeszcze nie. LeBron notuje taki sezon, że pewnie gdyby był jedynym zawodnikiem w zespole, to miałby teraz lepszy bilans niż Bobcats. Gra nieprawdopodobnie i sprawił, że przestaliśmy uznawać takie występy za coś niezwykłego. Przyzwyczaił nas do takiej gry i spodziewamy się tego po nim – gdyby takie statystyki wykręcał ktokolwiek inny, byłoby to nie do uwierzenia. Jeśli miałbym oceniać tylko za ten sezon, powiedziałbym, że już jest Top 5. Ale jeśli bierzemy pod uwagę całą karierę, to ma jeszcze parę rzeczy do zrobienia. Przed nim z pewnością są choćby Jordan, Russell, Kareem, Magic czy Bird – i to już jest piątka, a przecież nie wymieniłem jeszcze kilku z największych. Jeśli nie przydarzy się jakaś kontuzja, LeBron spokojnie ma szansę zostać jednym z najlepszych, może i nawet najlepszym. Ale poczekajmy jeszcze kilka lat.

Kosma Zatorski (sport.pl):  Tak. I nie dlatego, że ostatnio rzuca na 60 proc. skuteczności. I też nie do końca dlatego, że ma w końcu upragniony tytuł. Dlaczego więc? Bo zmienił tę grę. Wyniósł ją na nieco inny poziom. Żaden z nas nie miał okazji oglądać całych sezonów Magica Johnsona, więc tak naprawdę nie widzieliśmy przed nim żadnego tak mocno wszechstronnego gracza zamkniętego w ciele futbolisty amerykańskiego. James może grać na każdej pozycji od 1 do 4, może też kryć każdego gracza na tej pozycji. Z sezonu na sezon wydaje się ”większy” i mądrzejszy. Podawanie, dzielenie się piłką – u niego te rzeczy nigdy nie były czymś nowym, czymś na siłę. Sorry Kobe. James nie forsuje trudnych rzutów. Nie chce być w każdym meczu bohaterem. Nie musi. Dominuje. I z sezonu na sezon wydaje się coraz lepszy.

 

2. Czy James potrzebuje zdobyć 6 tytułów mistrzowskich, aby być uznawanym za lepszego gracza niż Michael Jordan?

Kujawiński: Nie. Fani Michaela Jordana, czy fani koszykówki w ogóle jeszcze przez 2 pokolenia zakrzyczą każdą dyskusję na ten temat. Niewątpliwie 7 tytułów mistrzowskich pozwoliłoby Jamesowi upomnieć się o to, ale być może wystarczą nawet 3-4. Wszystko zależy od dwóch czynników – ile wytrzyma jego ciało (biorąc pod uwagę czas, gdy przyszedł do ligi i dotychczasową niezniszczalność, powinien pobić większość graczy na liście punktujących wszech czasów i zadomowić się też bardzo wysoko w zbiórkach i asystach) i jaką będzie miał konkurencję. Umiem sobie wyobrazić, że jeśli Kevin Durant odbierze mu 1-2 tytuły w ramach legendarnej rywalizacji, to kibice wybaczą mu brak 6 mistrzostw, tak jak wybaczyli Birdowi i Magicowi ich przegrywane finały.

Dziuba: Nie. Pierścienie jak wiemy to często zdradliwy stat. Każdy stara się gonić Jordana, a przecież Bill Russell ma więcej biżuterii i nie jest całkiem serio traktowany jako najlepszy ever. Robert Horry w ogóle nie wie co jest grane, a Adam Morrison i tak dalej śmieje się z Jamesa. Więc niekoniecznie, ale LJ na pewno nie może poprzestać na jednym. Jakby nie patrzeć pierścienie są pewnego rodzaju dopełnieniem, potwierdzeniem mistrzowskiej klasy. Taki Charles Barkley jest powszechnie uznawany za legendę, ale jednak bez „tego” pierścienia nigdy nie będziemy mówić o nim jako najlepszym koszykarzu, jakiego bozia dała. Do tej debaty moim zdaniem będziemy mogli wrócić na poważnie, gdy LeBron będzie miał na swoim koncie nie jeden, nie dwa, nie trzy, a przynajmniej 4 sygnety.

Hetman: Tak. Bo media nie dadzą mu spokoju. Każdy gracz porównywany do Jordana będzie rozliczany z mistrzowskich pierścieni. Do tej pory tak było chociażby z Kobem Bryantem. Może to głupie, ale w przypadku NBA było chyba tak od zawsze. Przy sporach kto jest lepszy ostatnim statem jest ilość pierścieni, prawda Brianie Cardinal?

Celer: Nie. Nigdy nie byłem zwolennikiem oceniania zawodników przez pryzmat ilości tytułów mistrzowskich. Jasne, nie wyobrażam sobie GOAT bez pierścienia, ale czy ktoś ma cztery czy sześć, to już nie robi takiej różnicy. NBA jest teraz niezwykle wyrównana i coraz trudniej o seryjne mistrzostwa. Poza tym zwycięstwa to zasługa nie tylko najlepszego zawodnika, ale i umiejętnie budowanego teamu, więc równie kluczową rolę odgrywa GM. Nawet najwięksi liderzy nic nie osiągną bez odpowiedniego składu. Jasne, że prawdziwa gwiazda zawsze pociągnie zespół, ale nie wystarczy to do mistrzostwa, jeśli nie ma wokół siebie zawodników, na których mogłaby polegać. Jeśli spojrzymy na składy Cavaliers za czasów LeBrona i porównamy to z mistrzowskimi zespołami Jordana, to widzimy, że wsparcie, jakie otrzymywał James, było znikome w porównaniu z MJ.

Zatorski: Nie. Im LJ, not MJ – napisał i ma rację. To zupełnie inny gracz, inna pozycja, inna liga, inna gra. To tak jakby porównywać Jordana i Billa Russella. Po prostu się nie da.

 

Chesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułDniówka: Martin jest lepszy niż Harden dla smallballu OKC
Następny artykułBlowout Miami na heroballu Oklahomy

29 KOMENTARZE

  1. Prawda jest taka, że na LeBronie na zawsze pozostanie skaza przegranych dwóch finałów, i o dziwo blowout ze Spurs nie będzie na nim ciążyć bardziej, niż w miarę wyrównane finały z Mavs.

    Legenda Jordana będzie zawsze numerem jeden bo to on był tym „najpierwszym” z nowej generacji, którą otworzyli Bird i Magic – oni jednak nie zdobyli tyle pierścieni, MVP finałów, przegrywali w finałach i nie kręcili reklamówek, które inspirowały miliony, nie wygrali mistrzostwa game-winnerem w szóstym meczu na wyjeździe.

    James nie powinien być oceniany przez pryzmat Jordana, bo to niesprawiedliwe. On sam tworzy własną legendę i kto wie, może już w czerwcu, a może za rok lub pięć da nam coś, czego u Michaela nie widzieliśmy, jak np. game-winning shot w siódmym meczu finałów. Ale by było! :-)

    Lubię to: 0
    • Przegrany finał ze Spurs ma być skazą? Bzdura, to bardziej ciekawostka, niż argument działający na jego niekorzyść. Patrząc na tą mistrzowską ekipę, jaką dysponował to było nie do wygrania. Co innego porażka z Mavs, która jest już niewybaczalna. Inna sprawa jest taka, że być może gdyby nie ona dziś nie widzielibyśmy Jamesa takiego, jaki jest teraz. Metamorfoza, jaką przeszedł w zeszłym sezonie, niemal w całości jest zasługą tej klęski w finale. Być może gdyby wygrali z Mavs James nie dorósłby żeby w takim stylu zmasakrować Thunder i teraz z taką pewnością brnąć po czwarte MVP sezonu regularnego, mimo wzorowej postawy Duranta, który również wzniósł się na fantastyczny poziom

      Więc z perspektywy czasu, porażka z Mavs będzie skazą, jednak być może okazała się bodźcem do tego, że James stanie się tym, kim mam nadzieję stanie się w najbliższym czasie. Potencjał jak widać ma niemal nieograniczony

      Lubię to: 0
      • skaza?? finał w wieku 22 z Mikem Brownem na ławce a na parkiecie z Big Z, Drew Goodenem, Lary Hughsem… eh nawet nie chce mi się dalej pisać, wstaw sobie zamiast LeBrona, obojętnie kogo. Kobe… 98 rok? sezony 05 i 06? teraz? Wade? bez Shaqa i Pata Rileya by nie miał tego tytułu, o jeden więcej niż LBJ.
        Mamy przyjemność oglądania najlepszego zawodnika od czasów Jordana:) ciężko mi mówić o Russelu i Chamberlainie bo ich nie widziałem. Birda i Magica widziałem na yt, finały a także PO.
        Do Jordana każdemu daleko, póki co, potem kolejno Magic, Bird, ale tuż za podium właśnie widziałbym LeBrona.

        Lubię to: 0
    • A czy na Jordanie nie ciążą sukcesywne porażki z Pistons? Gdzie tu porównywać do przegranej Heat, który zupełnie przebudowaną i nie do końca skonsolidowaną/zgraną ekipą mimo wszystko doszli do Finałów? Jak widać, sukcesy potrafią wymazać skazy z przeszłości.

      Co do tego, że James nie powinien być porównywany do Jordana – bullshit. Zawsze gracze, który „zdominowali” ligę będą porównywani do poprzednich dominatorów – nie dlatego, że grają na tych samych pozycjach, czy w tych samych drużynach, ale dlatego, że reprezentują swoimi wynikami ligę. Ludzie chcą oglądać zawodników, którzy dominują i będą ich porównywać do poprzednich dominatorów, bo chcą się identyfikować z nimi, mówić „żyłem w czasach Magica, Jordana, Jamesa”

      Lubię to: 0
  2. Czy ktos moze mi wytlumaczyc na czym polega fenomen tej serii ?

    Shaq przez caly sezon utrzymal skutecznosc prawie 60% i 28 punktow, Jordan mial serie 10 z 11 meczy z triple double, Kobe kilkanascie spotkan 35+, chyba 9 40+, 4 50+ pod rzad. Pewnie bylo tez wiele innych serii o ktorych nie wiem.

    Czemu nikt nie mowi o tym na jakim poziomie graja obecnie Bosh i Wade ? Graja w zasadzie zyciowki + Wade przejmuje 4 kwarty. Ma to na pewno niesamowity wplyw na to ile miejsca zostawia sie Lebronowi przy wjazdach do kosza (+ strzelcy za lukiem).

    Na pewno jest mega fizolem, na pewno wchodzi pod kosz jak nikt inny. Ale gdzie ten geniusz o ktorym wszyscy nieustannie pisza ?

    Pytania o TOP5 sa rownie niedorzeczne jak to ze ludzie umieszczaja w swoich piatkach zawodnikow ktorych nie widzieli na oczy.

    Lubię to: 0
    • Bosh gra życiówki? No zwłaszcza że w dwóch z tych meczów w ogóle nie grał. Miejsce przy wjazdach i mega fizol? No i trafił w tym czasie 10/18 za trzy, do tego praktycznie nigdy nie żyłuje swoich akcji, gra z zespołem, broni razem z nim (1 blk, prawie 2 stl w tych meczach). To nic nadzwyczajnego bo to James, gdyby zrobił to Harden ochów i achów nie byłoby końca

      Lubię to: 0
      • Wade – 25 pkt, 51 %
        Bosh – 24 pkt, 63 % + z tego co pamietam jest w tym sezonie najskuteczniejszym graczem w odleglosci 4-5m od kosza

        To nic nadzwyczajnego bo…to nic nadzwyczajnego.
        Jest to oczywiscie bardzo dobra gra tylko moim zdaniem nie jest to powod zeby zaczynac dyskusje o TOP5 i porownania z najlepszymi.

        Lubię to: 0
        • Ofensywnie Bosh może i gra życiówke, ale reszta. Średnia zbiórek to prawie dramat, broni co najwyżej przeciętnie. Jak będzie wymagającym obrońcą a w zbiórkach wróci do czasów z Toronto to pogadamy o życiówce.

          Życiówka Wade’a? Czyli teraz gra lepiej niż w ’06?

          Lubię to: 0
          • Fapanie nad Lebronem dotyczy liczby zdobytych punktow i skutecznosci wiec to czy Bosh broni dobrze czy zle nie ma zadnego znaczenia. To ze malo zbiera tez nie przeszkadza w Lebronowi w robieniu statystyk.

            Wade gra jeden z lepszych sezonow w swojej karierze.

            Nie sledze specjalnie poczynan obu zawodnikow ale ten okres jest na pewno jednym z lepszych w ich karierze, szczegolnie Bosh zaskakuje pozytywnie w ataku.

            Lubię to: 0
          • Jedna kwestia, używasz obecnej formy Bosha i Wade’a jako argumentu, potem przyznajesz, że ich nie śledzisz – seems legit.

            Fapanie nad Jordanem rozumiem nie dotyczy liczby zdobytych punktów.

            Wiem, że Kobas jest w twoim alltime top1, ale to że być może nie zagra już w PO do końca kariery nie znaczy, że możesz tu pisać po pijaku.

            Lubię to: 0
          • Nie musze ogladac ich wszystkich spotkan zeby wiedziec ze cyferki ktore teraz robia sa znakomite (szczegolnie Bosh). No chyba ze sie myle to mnie popraw.

            Fapanie na Lebronem dotyczy w chwili obecnej PUNKTOW i SKUTECZNOSCI. Z tego powodu powstal ten artykul wiec nie wiem o co ci chodzi.

            Lubię to: 0
          • Jeżeli box score ci wystarczy żeby ocenić czy np. Bosh gra życiówke to możemy tu skończyć.

            A apropos LBJ chodzi mi o to że zjadasz własny ogon. Pijesz do fapania nad lebronem – jego średnią punktów i skutecznością, tak jakby właśnie to kryterium nie sprawiało że (niestety) MJ bedzie top1 do usranej smierci. LBJ to allround, robi na parkiecie wszystko poza przepychaniem centrów 120kg+ po farbie. I o tym fenomenie jest artykuł, przeczytaj raz jeszcze.

            Jordanowi poza punktami można dopisać topową obronę na obwodzie, to tyle i aż tyle.

            Lubię to: 0
    • Porównujesz skuteczność SF Lebrona z Centrem Shaqiem?
      Wiadomo że podkoszowi zawsze mieli (powinni) wysoką skuteczność z gry, co innego skrzydłowi. Właśnie dlatego to jest takie niesamowite.

      Lubię to: 0
  3. Co sezon są jakieś serie którymi się wszyscy podniecają. Za rok nikt nie będzie o tym pamiętał.
    Nie wiem czy jest sens na umieszczanie kogoś w jakiejkolwiek top all time przed zakończeniem jego kariery. Jeszcze będzie czas na takie debaty.
    Jak dla mnie jeśli Bird i Magic rozpoczęli nową generacje, to LeBron i Durant rozpoczynają kolejną. Już dawno nie było dwóch tak dominujących graczy w NBA, którzy tak odstawali od reszty. Możemy sobie tylko życzyć żeby ich pojedynki rozpalaly kibiców przez lata jak Magica i Birda kiedyś.

    Lubię to: 0
  4. 1. LJ nigdy nie będzie w top 5 w historii ligi, obecnie jest dla mnie w II dziesiątce, i może wejść do pierwszej, ale to wszystko
    2. Jordan był najlepszy, nie ważne ile LJ zdobędzie tytułów, choć one będą jednak dla wielu wyznacznikiem tego gdzie był LJ; myślę, że do Jordana bardziej da się porównywać Duranta, natomiast LJ jest graczem zbliżonym do stylu gry Pippena, z domieszką Magica
    3. 4-2 dla Miami- nie tylko LJ, którego w pojedynkę dałoby się powstrzymać, jednak nie ten rzut co MJ, czy Durant, ale są jeszcze Wade, Bosh, i masa bardzo dobrych graczy zadaniowych;

    Lubię to: 0
    • Twoja odpowiedź na #2 to wypowiedź osoby o której była mowa w odpowiedzi redaktora Kujawińskiego na drugie pytanie. Jesteś fanem MJ’a i zakrzyczysz każdą dyskusję. Widać to po nieargumentowanej „nie ważne ile mistrzostw i tak będzie gorszy”

      Lubię to: 0
      • moja wypowiedź była krótka z powodu braku czasu, a nie braku argumentów, ale rzecz jasna można podawać wiele argumentów, chociażby znakomity rzut Jordana, trudniejsi obrońcy pod koszem w jego czasach (np. Robinson, Olajuwon, Ewing, Shaq, Mutombo, Mourning, teraz tylko Howard), bardziej fizyczna obrona, zdolności przywódcze Jordana, większe naturalne możliwości fizyczne LJ. Oczywiście można podawać też argumenty kontra. Chodzi mi też o to, że trudno porównać LJ do MJ, łatwiej do Pippena, natomiast styl gry KB czy Duranta, nasuwa już bardziej bezpośrednie porównania do Jordana.Twoja wypowiedź z całym szacunkiem nie zawierała żadnego argumentu

        Lubię to: 0
  5. PG Magic, SG Jordan, SF Bird, PF Russel, C Wilt, – oni wszyscy zdobyli przynajmniej po kilka tytułów, zmienili historię tej dyscypliny, więc są bezdyskusyjnie wyżej.

    Momencik, podsumujmy….
    A gdzie gracze, którzy potrafili poprowadzić swoje drużyny do KILKU tytułów mistrzowskich?
    Gdzie Shaq? Gdzie Kobe (mimo, że go nie lubię)? A Jabbar?
    A gdzie Olajouwon? On nie miał Wade, miał Thorpa. Zdobył 2 tytuły. On je zdobył – a nie dojechał jako „super trio”.
    A gdzie Duncan? Oczywiście indywidualnie James jest lepszy o Duncana, ale historia NBA mówi co innego.
    Oscara Robertsona nigdy nie widziałem, ale chyba też był niezły, prawda?
    To już dziesięciu…..
    A Malone? On nie miał tytułu, ale czy na niego nie zasłużył?

    W tej chwili James nie łapie się nawet do Top 10. Jak skończy karierę z 4-5 tytułami, wejdzie do Top6. Ale niestety nie wyżej, sorry…..

    Ciekaw jestem, jak grałby James w latach 86-98, jeśli musiałby codziennie ścierać się z Birdem, Malonem, Pippenem, młodym Barkleyem, Bad Boys z Detroit, a nie z – z całym szacunkiem – z Paulem Georgem czy kimś podobnym. Hello, nie ten poziom.

    Przypomnę ich prime:
    Malone – 96/97 – 27p, 10zb, 4,5a
    Bird – 87-88 – 28p, 9zb, 6a
    Pippen – 93-94 – 23p, 9zb, 6a
    Barkley – 92/93 – 26p, 12zb, 6a

    A przecież w meczach bezpośrednich, Jamesa pilnowałby i Oakley, i wspomniany Thorpe, i Shawn Kemp, i John Salley, w paint by na niego czekał Ewing, Robinson, Mutombo, Rodman, Ben Wallace, młody Garnett, o BOŻE – czekałby na niego młody SHAQ….. nie Collison, Kendrick Perkins czy też Pau Gasol. Myślicie, że miałby 60%FG??? Wolne żarty.

    James zyskuje na small-ballu, ale naprawdę myślicie, że w tamtych czasach też byłby taki świetny fizycznie? Że ustałby Tłokom czy Knicksom’90???

    Dziś jest najlepszy, ok. Jest fizycznym fenomenem, małą petardą w ciele człowieka. Ale zagrajmy mecz All Star 1990. Nie jestem pewien, czy by wyszedł w S5. Dziś jest inny świat, facebook, reklama, ILP, kreowanie gwiazd, wszyscy są gwiazdami, nawet Amare ze swoimi 10 ppg.

    A te porównania z Jordanem… Śmiech. Pamiętajcie, że Jordan pokonał wszystkich tu wymienionych, przerastał ich o głowę. Przypomnę tylko mecz z 92 roku, wewnętrzny sparring Dream Teamu. Ten facet zdominował legendy, wszystkie naraz.

    A ktoś porównuje Jamesa do Jordana? To tak porównać Lewandowskiego do Deyny, Gadochy, Szarmacha, Bońka, Laty. Obaj byli w swoich czasach najlepsi, tylko jak to śmiesznie brzmi, prawda?

    Zaprawdę powiadam wam – opamiętajcie się ;-)))

    Lubię to: 0
    • Podczas sparingów Dream Teamu 92′ Jordan był najlepszy w lidze, ciężko, żeby nie zdominował meczów… Bird i Magic byli wtedy raczej u schyłku swoich karier, choć oczywiście wciąż świetni.

      Jeśli mam być szczery nie rozumiem tych dyskusji typu – kiedyś było trudniej itp. Na tej zasadzie Wilt czy Bill w ogóle nie powinni być brani pod uwagę, bo górowali fizycznie nasz resztą ligi i samych zbiórek mogli spokojnie po 20+ co mecz kręcić. Jak Bill sam mówił – jedyne, co można oceniać to gracza na tle swoich czasów. LBJ totalnie zdominował ligę, kreci nieprawdopodobne rzeczy a wszyscy się czepiają, że inni gracze dominowaliby jeszcze bardziej.

      Chłopak trafił do NBA po szkole średniej, jest najmłodszym graczem, który osiągnął wszystkie progi punktowe od 1.000 do 20.000 i sporo innych rzeczy. Pod koniec kariery może być w top5 punktów ever.

      Licząc mecze od sezonu 84-85 (b-r nie obejmuje więcej) jest
      – drugi pod względem meczów 20/9/9 – 59 meczów, 14 więcej miał Magic
      – drugi pod względem meczów 20/8/8 – 113 meczów, 2 mecze więcej Magic
      – pierwszy pod względem 20/7/7 – 214 meczów, 72 mecze WIĘCEJ niż Magic

      Ten ostatni stat najlepiej pokazuje jak gra James – jest naprawdę ciężko zdominować ligę w wszystkich 3 najważniejszych kategoriach statystycznych.

      Nie mówię, żeby umieszczać Lebrona w top5 już teraz, ale mówienie, że to gość z 2,3 dziesiątki to lekka przesada… Myślę, że niektórzy wychodzą z założenia, że teraz gra się inaczej i jak ktoś nie wywodzi się ze „starych czasów” jak Kobe, Garnett czy Duncan to w ogóle nie należy na niego zwracać uwagi. Give man some credit.

      Lubię to: 0
    • Nie zgodze sie tylko z tym ze „Jordan pokonal wszystkich tutaj wymienionych”. Raczej byl pokonywany przez Pistons, Celtics. Pokonal Magica ale ten byl juz jedna noga na emeryturze + kontuzje w Lakers Worthyego i Scotta. No i to jednak Pippen kryl Magica.

      Nie pokonal Olajuwona – zrobil sobie przerwe.

      Na pewno ogral Paytona/Kempa, Barkleya, Drexlera i Stocktona/Malona w ich prime.

      Lubię to: 0
    • dokladnie

      jaracie sie nim bo jest najlepsyz teraz

      w latach 90 tych by tak nei poszalal

      jest niezly ale to wszystko.
      a porownania do mj sa smieszne.

      top 5 ever ?

      moze mieliscie na mysli top 50 ever ?

      wtedy moze tak

      Lubię to: 0
  6. Tak naprawdę, to tylko gdybanie, bo faktycznie koszykówka jest bardziej atletyczna a mniej fizyczna. Porównania obrony które pojawiały się ze dwa lata temu wyraźnie pokazują że NBA co raz bardziej idzie w stronę gry komputerowej.Jest mniej graczy, którzy bronią ostro w paint i w powietrzu na co ma wpływ i obawa przed kontuzjami jak i nowe przepisy, a poza tym brak tych dominujących centrów- bloki z pomocy są bardzieje highlightowe. To po prostu inne światy. I w zasadzie pytanie do ekspertów mogłoby być takie: Na ile obecne realia zasady, wpływają na takie osiągnięcia a na ile to rzeczywiście jest inna jakość, a prawda pewnie i tak leży gdzieś po środku.

    Lubię to: 0
  7. haha, ale sie uśmiałem, niby dlaczego dzisiejsi gracze są gorsi od tych sprzed 20 lat ? Skoro jest coraz większa populacja, coraz lepsza technika, lepszy sprzęt, lepsze metody szkolenia. Gracze sa bardziej atletyczni i wytrenowani nie raz do granic możliwości. Idąc waszym tokiem rozumowania najlepszy był george mikan bo najbardziej chyba dominował, ale jak to ma sie do dzisiejszych graczy ? Wystarczy spojrzeć na samą dynamikę gry, to sa dwa inne swiaty to co było kiedys a to co jest teraz. Teraz koszykówka jest też zdecydowanie lepiej poukładana taktycznie. Dzisiaj każdy trener ma dostep do dziasiatek statystyk i maja informacje jak powstrzymac danego gracza, kiedy podwoić a kiedy odpuscić, z której strony tablicy trafia 60% a z ktorej 30. Te dane maja naprawde ogromny wpływ na grę. Myślę że kwestia czasu bedzie jak wszystkie zespoły beda się chciały stawać takie rocketsowe, corner 3pt and paint. Myślę że wielu graczy zdominowałoby swoją grą lata 90 i 80 tak bardzo jak nikt inny w tamtych czasach, bo to poprostu inaczej (lepiej) szkoleni gracze. Zdominowaliby tamtą ligę swoją szybkoscia i siła. Może wtedy gracze byli tak samo wyszkoleni technicznie, bo na to nie da sie wielu lepszych treningow wymyslić ale pozostałe aspekty ida zdecydowanie na korzysc dzisiejszego świata koszykówki.
    PS. Przepraszam za literówki i braki wielu polskich znaków, pisałem to na szybko

    Lubię to: 0
    • Zmiany w przepisach, zmiany taktyczne… w ogóle koszykówka jest inna. Widzę że wszyscy przerzucacie się tu statystykami (włącznie z ilością pierścieni) porównujecie średnie punktowe, zbiórek i asyst. JA z ciekawości przyjrzałem się jak wygląda PER zawodników w ich prime – sezonach i średni za całą a karierę oraz najlepsze indywidualnie mecze i sezony pod względem tego statystycznego wskaźnika. Poprzeglądajcie – bardzo ciekawa lektura. Poniżej tylko kilka podstawowych statystyk PER:
      Liderzy PER wszech czasów
      pozycja zawodnik wskaźnik
      1. Michael Jordan 27,91
      2. LeBron James 27.10
      3. Shaquille O’Neal 26.43
      4. David Robinson 26.18
      5. Wilt Chamberlain 26.13
      6. Dwyane Wade 25.61
      7. Bob Pettit 25.37
      8. Chris Paul 25.24
      9. Tim Duncan 24.75
      10. Neil Johnston 24.63

      Najwyższe wskaźniki PERu
      pozycja zawodnik wskaźnik sezon
      1. Wilt Chamberlain 31,84 1962-63
      2. Wilt Chamberlain 31,76 1961-62
      3. Michael Jordan 31,71 1987-88
      4. LeBron James 31,67 2008-09
      5. Wilt Chamberlain 31,64 1963-64
      6. Michael Jordan 31,63 1990-91
      7. Michael Jordan 31,19 1989-90
      8. Michael Jordan 31,14 1988-89
      9. LeBron James 31,10 2009-10
      10. LeBron James 30,80 2011-12

      Oczywiście ten wskaźnik nie mówi wszystkiego i ma dużo mankamentów (nie uwzględnia dużej ilości wymykającej się statystyce umiejętności defensywnych) ale coś mówi…
      Dodam tylko że na powyższych listach znajdują się zawodnicy którzy jeszcze grają w NBA (często swoje życiówki jak LBJ) i trzeba wziąć pod uwagę że jesli zostana w NBA do „leciwego wieku” ten wskaźnik im spadnie. Dlatego tym większy szacun dla MJ-a że koncząc karierę w wieku lat 40 (+ wyjał sobie 2 prawdopodobnie najlepsze lata kariery na przygodę z „bejsboolem”) zachował TAKIE staty.

      Lubię to: 0