„Closer” w United Center

4
fot. Kamil Krzaczyński / newspix.pl

CHICAGO, OKLAHOMA CITY 91:97

Mnóstwo niewymuszonych strat (22 w meczu), 20 oddanych punktów drugiej szansy, 7/22 z gry Russella Westbrooka – Oklahoma City Thunder przezwyciężyła to wszystko bardzo dobrą egzekucją w czwartej kwarcie i jednym zagraniem, które zapewniło Tomowi Thibodeau kilka godzin snu mniej niż te 3-4h, które pewnie zwykle śpi.

Oczywiście… na koniec Kevin Durant przyszedł jako closer i trafił dwa wielkie rzuty w ostatniej minucie. Ten kluczowy, przy stanie 91:89 na 19.5 sekund przed końcem, to był ten klasyczny (już?) „pindown”, który wygrał Oklahomie mecz nr 4 finałów Zachodu. Westbrook postawił mu zasłonę z góry na dół, Durant wyskoczył na linię rzutów wolnych, zdołał wykreować sobie trochę miejsca na Luolu Dengu i trafił klasycznego Dirka z jednej nogi na wprost kosza.

Wcześniej, na 47 sek. przed końcem, też rzucił na +4. Zaatakował w izolacji na prawym skrzydle do linii końcowej i raz jeszcze wypracował sobie kawałek miejsca na Dengu, trafiając swój push-shot z jednej ręki, który przy jego wzroście i zasięgu ramion może oddać  praktycznie kiedy tylko chce.

Zagraniem, które zadecydowało jednak o tym, że Thunder wygrali czwartą kwartę 31-19 i zamienili sześć punktów straty w sześciopunktowe zwycięstwo, był pick-and-pop grany przez Westbrooka (12 asyst) i Duranta na wprost kosza. Kirk Hinrich w tym momencie kariery nie ustoi przed szybkimi playmakerami, a rotacje Bulls pod koszem były moment spóźnione (Taj Gibson nie ma póki co dobrego sezonu, o czym poniżej…).

Thunder byli w stanie zdobyć 10 punktów z tego typu zagrań, w tym sześć w czwartej kwarcie.

Bulls próbowali odpowiedzieć, grając Dengiem w izolacjach z lekkim jak rękawiczka Kevinem Martinem. Deng rzucił szybkie 2plus1 i dwa po penetracji, ale Scott Brooks zmienił krycie – na Denga wszedł Thabo Sefolosha i Bulls już nie mieli go-to-guy w crunchtime. Przede wszystkim jednak – nie mogli zatrzymać Duranta.

Są mecze, w których ich system ofensywny tylko na tyle będzie mógł im pozwolić. Oklahoma miała dwóch najbardziej utalentowanych graczy na parkiecie i to zrobiło różnicę w czwartej kwarcie.

Był to kolejny w tym sezonie rwany mecz Oklahomy. Przerywany błędami i pozbawiony flow. Westbrook podpalał rzuty, Durant robił dużo innych rzeczy niż zdobywanie punktów (3 steale, 3 bloki do 24 pkt – tym razem tylko 4 zbiórki), a Kevin Martin jest… zresztą – 15 punktów z 5 rzutów (8/9 z linii). Będzie też problemem defensywnym dla Thunder w końcówkach spotkań i niejako skaże Oklahomę na grę line-upem, który dziś widzieliśmy – Westbrook-Martin-Sefolosha-Durant-Ibaka. Inna rzecz, że to prawdopodobnie po prostu najlepszy line-up Thunder.

Najlepszym wysokim na parkiecie był Serge Ibaka, który w pierwszej połowie poprawnie funkcjonował w zagraniach pick-and-pop i połknął Carlosa Boozera (3/9 z gry). Ibaka rzucił 21 punktów, miał 9 zbiórek, 4 bloki i był tego wieczoru po prostu dobry w swoich rotacjach defensywnych – to nie zawsze mu się zdarza… Thunder w drugiej połowie przerywali rytm gry Bulls przechwytami (10) czy wybiciami piłki. Intensywność gry w obronie Thunder wymusiła 20 strat Bulls.

Deng zdobył 27 punktów i trafił 3 z 6 rzutów z dystansu, po tym jak w czterech pierwszych meczach trafił tylko 1 z 11 za trzy. Rip Hamilton miał 20 punktów, grając bez piłki po zasłonach, a Hinrich na kilka minut trzeciej kwarty był go-to-guy Bulls, znajdując punkty z lewego rogu. Nate Robinson tym razem nie wyglądał dobrze w swoich 12 minutach (tylko tyle, bo na więcej nie zasługiwał) – presja obrony OKC to było dla niego zbyt dużo, aby skonstruować to co chcieliby grać Bulls w ataku pozycyjnym.

Wracając do Gibsona – 4 punkty, 2 zbiórki, 0 bloków w 25 minut, -12 (Marco Belinelli miał -18 w 6 minut). Nie słyszałem aby był kontuzjowany, ale już w preseason wyglądał co najwyżej poprawnie. Może było to związane z negocjacjami dotyczącymi przedłużenia kontraktu, kto wie. Statystycznie – blokuje lepiej PER-36 i rzuca więcej punktów niż sezon temu, ale zbiera mniej piłek i Bulls tracą o 1.5 punktu mniej na sto posiadań, gdy siedzi na ławce. A to ogromna różnica, bo Gibson był przecież nr 3 i nr 1 w defensywnym ratingu w dwóch ostatnich sezonach. Bulls są +2 z nim na parkiecie, ale +26 bez niego.

Omer Asik?

Spójrzmy na 2011/12 i jak bronili Bulls, gdy na parkiecie były następujące duety podkoszowe

99.4 – Boozer/Noah (1603 minut)
86.4 – Asik/Gibson (725 minut)
87.2 – Boozer/Gibson (201 minut)
93.7 – Noah/Gibson (311 minut)

I w 2012/13

89.4 – Noah/Boozer (131 minut)
89.3 – Gibson/Noah (62 minuty)
104.2 – Gibson/Boozer (13 minut)
101.9 – Gibson/Mohammed (28 minut)

Póki co Thibodeau, jak widać, wyraźnie unika grania Boozerem i Gibsonem razem (Noah ma znakomity sezon), a Nazr Mohammed – jak podejrzewaliśmy – odgrywa dużo mniejszą rolę w rotacji meczowej i Bulls najczęściej rotują w trzech (Noah fauluje mniej i gra po 39 minut, to pomaga).

Gibsonowi faktycznie może brakować swojego ulubionego Turka, ale poczekajmy jeszcze trochę aż będzie można ocenić to po nieco większej liczbie spotkań.

Jak na razie Bulls muszą żyć z tym, że Boozini w jednej z akcji próbował zablokować wsad Ibaki z prawej strony, dotykając obręczy (!) z… lewej (fake-defense). A w kolejnej stracił za plecami Nicka Collisona i ponownie miękką obroną przyczynił się do dwóch łatwych punktów OKC.





0
Poprzedni artykułBlazers zabrakło ławki do sprawienia niespodzianki
Następny artykułHetman: Hoosiers i sezon pełen tajemnic…

4 KOMENTARZE

  1. Wygrali bo Westbrook grał bardzo dobrze w czwartej kwarcie. Asystował wtedy kiedy miał i rzucał wtedy kiedy miał, a co najważniejsze nie robił tego na siłę. Z takim RW mają szanse pokonać każdego. Niestety taki RW nigdy nie gra przez wszystkie cztery kwarty :/

    Lubię to: 0