Rocket(s) Man

7
fot. AP Photo / Pat Sullivan

DETROIT,  HOUSTON 95:106

Brakowało jeszcze tylko tego, żeby James Harden ukłonił się publiczności w The Palace of Auburn Hills. Głęboko, w pas, jak kiedyś Reggie Miller. W środę był jak Magic Man – zobaczcie na same statystyki. Pod koniec drugiej kwarty za jednym z koszy zaczęła się dymić maszyna, która wcześniej ten dym wypuszczała przed meczem. Zbieg okoliczności, ale rewia eurostepów  zakończyła najdziwniejszy tydzień w życiu Jamesa Hardena.

Chesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułPodsumowanie dnia: mocne wejście debiutantów
Następny artykułOceniamy nowe kontrakty: Harden, Curry, Gibson, DeRozan, Lawson, Holiday

7 KOMENTARZE

  1. Fantastyczny mecz. Wiem, ze Detroit to raczej słabiak, ale co z tego. Powiedziałbym, ze od soboty marzyłem żeby tak to wyglądało. Nie wiem czy to realne, szczególnie na zachodzie, ale zaczynam marzyć o PO dla Houstow tym sezonie.

    Lubię to: 0
  2. czy wie ktoś czy Royce White pojechał z drużyną do Detroit? bo nie dostrzegłem go na ławce w trakcie meczu no i nie było go na parkiecie, choć prawdę mówiąc żaden rookie nie zagrał.

    Lubię to: 0